Mniej lub bardziej – zawsze szkodliwe. Fakty i mity o wyrobach tytoniowych

Ponad 8 milionów osób umiera każdego roku z powodu używania tytoniu – wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Kampania edukacyjna Państwowej Inspekcji Sanitarnej ma na celu obalanie mitów dotyczących palenia papierosów oraz ich wpływu na ryzyko zachorowania na raka.

Mniej lub bardziej – zawsze szkodliwe. Fakty i mity o wyrobach tytoniowych
(fot.PAP)

„Wszystkie formy używania tytoniu są szkodliwe i nie ma bezpiecznego poziomu narażenia na tytoń” – informuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Zwraca jednak uwagę, że choć podgrzewacze tytoniu (HTP) mogą ograniczać narażenie na niektóre szkodliwe substancje, nadal brakuje wystarczających danych pozwalających ocenić ich długofalowy wpływ na zdrowie. 

Według danych WHO z października 2025 roku liczba konsumentów tytoniu spadła z 1,38 mld w 2000 roku do 1,2 mld w 2024 roku. Nadal jest używany przez jedną na pięć dorosłych osób, a najwyższy odsetek jest w Europie (24,1 proc.). Po wyroby tytoniowe sięga aż 15 milionów dzieci w wieku 13-15 lat. Konsumenci wyraźnie odchodzą od tradycyjnych papierosów na rzecz np. e-papierosów. Dane mogą być nieco zafałszowane, bo nikt nie jest w stanie oszacować skali szarej strefy.

Interesy branży tytoniowej są nie do pogodzenia z polityką życia publicznego. Firmy chcą zarobić i stosują różne techniki marketingowe, by utrzymać starych i pozyskać nowych amatorów wyrobów tytoniowych. Przekazy często oparte są na manipulacji lub przemilczaniu niewygodnych faktów. Właśnie tego dotyczyła konferencja naukowa zorganizowana przez Państwową Inspekcję Sanitarną z okazji przypadającego 31 maja Światowego Dnia bez Tytoniu, która zainaugurowała kampanię edukacyjną WHO: „Nowe formy, stare pułapki”.

Wzięli w niej udział Główny Inspektor Sanitarny dr n. med. Paweł Grzesiowski oraz przedstawicielki Narodowego Instytutu Onkologii PIB: dr n. med. Magdalena Cedzyńska, kierowniczka Poradni Pomocy Palącym i dr n. med. Mariola Kosowicz, kierowniczka Poradni Psychoonkologii.

Przyzwolenie na kłamstwo i manipulację

Grzesiowski przypomniał, że w 1954 roku powstał Tobacco Industry Research Committee (Komitet Badań nad Przemysłem Tytoniowym), przekształcony później w The Council for Tobacco Research (Rada Badań nad Tytoniem). Oficjalnie przedstawiano tę instytucję jako organ poszukujący prawdy o paleniu, ale w praktyce pełniła rolę działu public relations dla pięciu największych koncernów tytoniowych skupionych w tzw. Big Tobacco.

„(Organizacja – red.) historycznie często wskazywana jest jako element strategii przemysłu tytoniowego, aby podważać lub opóźniać uznanie szkodliwości palenia, tworzyć wrażenie «braku jednoznacznych dowodów» oraz wpływać na opinię publiczną i media” – napisał Główny Inspektor Sanitarny, dodając, że przyczyniła się ona do rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń.

Już w 1969 roku przedstawiciel jednego z koncernów pisał, że nie chodzi o to, by ludzie uwierzyli, że papierosy są zdrowe. Wystarczy zasiać w nich tylko wątpliwość, czy one na pewno szkodzą. To wciąż aktualne, bo tak działa ten przemysł, musiał jednak przystosować się do nowych realiów.

Firmy tytoniowe w swoich raportach wskazują, że popyt na tradycyjne papierosy będzie regularnie się kurczył, natomiast „przyszłością” są e-papierosy, saszetki nikotynowe czy podgrzewacze tytoniu. Obecna narracja skupia się wokół lifestyle’u – próbuje się nam wmawiać, że „elektryki” są bardziej bezpieczne i mniej szkodliwe dla zdrowia, a nikotyna to styl życia, nie używka. E-papieros ma być ponadto „fajnym, ładnym gadżetem”.

Reklama zakazana, ale…

W latach 90. XX wieku po raz pierwszy na opakowaniach wyrobów tytoniowych pojawiły się ostrzeżenia o skutkach zdrowotnych. Sprawa nabrała jednak tempa i wyrazistości dopiero w XXI wieku. W 2004 roku unijna dyrektywa nakazywała ujednolicenie komunikatów, takich jak np. „palenie zabija”. Grafiki, np. raka płuc, pojawiły się w 2012 roku, a cztery lata później zaostrzono jeszcze ten rygor – obecnie 65 procent opakowania ma zajmować stosowna fotografia.

Reklamy wyrobów tytoniowych są w Polsce zakazane od 31 lat. Art. 8. ust. 1. Ustawy z dnia 9 listopada 1995 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych stanowi, że „zabrania się reklamy wyrobów tytoniowych, woreczków nikotynowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych i promocji wyrobów tytoniowych, woreczków nikotynowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych oraz reklamy i promocji produktów imitujących te wyroby, lub symboli związanych z używaniem tytoniu, wyrobów tytoniowych, woreczków nikotynowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych”. Nie można ich prezentować np. w kinach, telewizji, w sklepach, na plakatach, w internecie itd.

Koncerny musiały poszukać innych sposobów promocji. W sklepach wyroby tytoniowe często wyeksponowane są za ladą lub przy kasie, a stoiska z „elektrykami” pojawiają się w galeriach i centrach handlowych. Ekspedientki i ekspedienci ubrani są zwykle w garnitur czy garsonkę, co ma sprawiać wrażenie, iż jest to towar ekskluzywny i luksusowy. Nie brakuje też sprzedaży bezpośredniej – w sklepach można się niekiedy natknąć na osobę robiącą ankiety, a przy okazji nakłaniającej do zakupu produktu.

Duże możliwości daje też internet. Firmy tytoniowe niekiedy opłacają influencerów, którzy testują i recenzują ich wyroby, dokonując tzw. unboxingu. Nie brakuje lokowania produktu czy pokazywania go w atrakcyjnym otoczeniu. Ma to wywołać pozytywne skojarzenia z relaksem, odpoczynkiem i brakiem zmartwień. To nie jest legalne w rozumieniu polskiego prawa, jednak trudno jest to kontrolować.

Zakazem reklamowania wyrobów tytoniowych zajmują się głównie Inspekcja Handlowa oraz prokuratura, ale Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta podejmuje działania w celu zwalczania nielegalnego marketingu influencerów. Chodzi przede wszystkim o monitoring mediów społecznościowych i umów zawieranych z firmami tytoniowymi przez twórców. Za utrudnianie śledztwa, np. poprzez ukrywanie kontraktów, grożą potężne kary finansowe.

Mechanizm wypierania

W przypadku każdego uzależnienia – od narkotyków, alkoholu czy hazardu – pierwszym krokiem do podjęcia kroków zmierzających do porzucenia złych nawyków jest uzmysłowienie sobie i przyznanie się przed samym sobą, że mamy problem. W każdym z nich działają bardzo podobne mechanizmy wypierania.

– Racjonalizujemy sobie na przykład, że palenie nas uspokaja i stanowi nagrodę za ciężką pracę. Minimalizujemy jego szkodliwość, mówiąc choćby, że „wszystko szkodzi”. Wreszcie zaprzeczamy, uznając, że naszym płucom bardziej szkodzi zanieczyszczone powietrze niż papierosy – wyjaśniała dr Magdalena Cedzyńska z NIO.

– Iluzja mniejszej szkodliwości, brak spalania oznaczający rzekomy brak toksyn czy stosowanie atrakcyjnych opakowań, smaków i budowanie pozytywnych skojarzeń to tylko niektóre z technik mających redukować nasz wewnętrzny dysonans, dając fałszywe poczucie bezpieczeństwa – dodała.

Rzeczywiście w toku badań nad oboma typami papierosów wykazano, że elektroniczne dostarczają do naszego organizmu mniej szkodliwych substancji. Nie oznacza to, że są obojętne i bezpieczne dla naszego zdrowia.

„Producenci e-papierosów mieszają nikotynę, ekstrahowaną z tytoniu lub tworzoną w laboratorium, z aromatami, glikolem propylenowym, gliceryną i innymi substancjami. Za naciśnięciem przycisku urządzenie podgrzewa tę płynną mieszankę, zamieniając ją w aerozol, który wdycha użytkownik. Badania pokazują, że aerozol może zawierać ołów, kadm, nikiel, formaldehyd i węglowodory, toksyczne pierwiastki chemiczne i związki, których zastosowanie obejmuje wytwarzanie reaktorów jądrowych, zachowanie ciał i produkcję baterii” – czytamy na stronie Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (AHA).

Taka mieszanka prowadzi do zwiększenia „występowania ataków serca nawet o 60%, a także udarów i zawałów serca o 71% w porównaniu do osób niepalących” (za AHA). Może dochodzić do zwężania dróg oddechowych w takim samym stopniu jak w przypadku tradycyjnych papierosów, wzrostu ciśnienia i przyspieszenia bicia serca. Są tak samo uzależniające i mogą prowadzić do chorób nowotworowych. A to wcale nie musi być zamknięty katalog, bo długotrwały wpływ na nasze zdrowie nie został jeszcze w pełni zbadany.

Naukowcy nie zgadzają się również z twierdzeniem, że e-papierosy, podgrzewacze tytoniu czy saszetki nikotynowe wpisują się w koncepcję tzw. harm reduction, czyli redukcji szkód. To strategia „mająca na celu zmniejszanie rzeczywistych szkód zdrowotnych i społecznych u osób używających substancji psychoaktywnych, gdy pełna abstynencja nie jest możliwa” – przypomina Polska Liga Walki z Rakiem. Warunkiem są dowody kliniczne w tym zakresie, a tych na razie brakuje.

Fakty i mity o chorobach odtytoniowych

W trakcie konferencji dr n. med. Mariola Kosowicz, kierowniczka Poradni Psychoonkologii, rozprawiła się z popularnymi mitami dotyczącymi raka, nie tylko płuc. Wśród najpopularniejszych pojawiają się twierdzenia, że „rak zawsze boli” albo że „nikt w rodzinie nie chorował, to i ja nie będę”. To nieprawda. Wiele nowotworów rozwija się bezobjawowo, a gdy te już się pojawiają, często jest za późno na leczenie. Stąd tak ważna jest profilaktyka. Czynniki genetyczne są istotne, ale nie dominujące. Zachorować mogą też osoby nie mające wśród bliskich osób zmagających się z nowotworem. Ważne są też czynniki zewnętrzne i środowiskowe, takie jak palenie papierosów, picie alkoholu czy otyłość.

Są osoby, dla których biopsja czy operacja są odpowiedzialne za „rozsiew raka”. „Biopsje i zabiegi chirurgiczne są bezpiecznymi oraz koniecznymi elementami diagnostyki i leczenia nowotworów. Nie powodują rozsiewu choroby w organizmie” – zapewniła Kosowicz.

Wśród palaczy pokutuje też przekonanie, że porzucenie nałogu po wielu latach nie ma najmniejszego sensu. To również błąd. Odstawienie tytoniu poprawia wydolność, zmniejsza ryzyko nowotworów, wydłuża życie i zwiększa skuteczność leczenia.

Rak płuc jest jednym z najczęściej występujących nowotworów w Polsce, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Rokrocznie z tego powodu umiera ok. 20 tys. osób. Niespełna 20 proc. chorych przeżywa dłużej niż 5 lat.

Według WHO palenie tytoniu odpowiada za 80-90 proc. wszystkich zachorowań. Bierne palenie (wdychanie dymu) zwiększa ryzyko o 20-30 procent.

Ostrzeżenia nie działają?

Dr Kosowicz przypomniała, że nikotyna działa w 7-10 sekund i daje szybkie „ukojenie” dla mózgu. Rak może rozwinąć się za 10 czy 20 lat i nie wszystkich palaczy czeka taki los.

Ostrzeżenia na paczkach działają odstraszająco na osoby, które jeszcze nie sięgnęły po swoją pierwszą paczkę. Wśród nałogowców pojawia się wspomniany wcześniej dysonans poznawczy, działa również mechanizm habituacji. Mózg ignoruje wówczas bodźce, które dobrze zna. Zdjęcia raka nie robią na nim żadnego wrażenia, nie wpływają na jego emocje.

Światowy Dzień Walki z Rakiem obchodzony jest 4 lutego. Europejski Kodeks Walki z Rakiem w punkcie pierwszym stanowi, by „nie używać tytoniu w żadnej postaci”.

Źródła

  1. Państwowy Instytut Sanitarny

  2. WHO

  3. American Heart Association

  4. ligawalkizrakiem.pl

Nasi autorzy