Co sugeruje były premier?
„Pan Kliczko występuje i ciągle mówi o tym, że ojczyzna potrzebuje, że trzeba walczyć itd., itd. Tylko że jego czterech synów spędza miło czas w Londynie” – powiedział Miller.
Jego wypowiedź szeroko rozeszła się w sieci. Udostępniali ją przede wszystkim zwolennicy Konfederacji.
Przyjrzyjmy się faktom. W wypowiedzi Leszka Millera pojawia się kilka twierdzeń dotyczących rodziny Witalija Kliczki. Sprawdziliśmy, które z nich są zgodne z rzeczywistością, a które wprowadzają odbiorców w błąd.
Po pierwsze, Witalij Kliczko nie ma czterech synów. Ma dwóch synów i córkę. Wszystkie te osoby są już pełnoletnie i samodzielnie odpowiadają za swoje decyzje.
- Jegor-Daniel (ur. 2000 w USA) – posiada paszport amerykański. Studiował w Londynie i mieszkał w Miami, przebywając na stałe poza granicami Ukrainy.
- Jelizawieta-Wiktoria (ur. 2002 w USA) – posiada obywatelstwo amerykańskie. Studiowała w Amsterdamie i mieszka na Zachodzie.
- Maksym (ur. 2005 w USA). Koszykarz, ma podwójne obywatelstwo, przyznane na potrzeby sportowe.
Wszystkie dzieci mera Kijowa urodziły się w USA. Ukraińskie prawo nie uznawało podwójnego obywatelstwa dla swoich dorosłych obywateli aż do 18 czerwca 2025 r. (do czasu przyjęcia przez Radę Najwyższą ustawy regulującej posiadanie wielokrotnego obywatelstwa). W codziennym i formalnym życiu cała trójka posługuje się paszportami USA. Wyjątkiem jest Maksym, który jako reprezentant Ukrainy w sporcie musi posiadać podwójne obywatelstwo.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Ukrainie obowiązkowa mobilizacja obejmuje mężczyzn od 25. roku życia. Młodsi mogą zgłaszać się wyłącznie jako ochotnicy. Spośród dzieci Kliczki tylko najstarszy syn spełnia ten warunek, nie jest jednak obywatelem Ukrainy.
Po drugie, rodzina jednej z najważniejszych postaci politycznych broniącej się Ukrainy znajduje się na celowniku rosyjskiej propagandy i służb. Witalij Kliczko od początku pełnoskalowej inwazji odpowiada za funkcjonowanie infrastruktury krytycznej Kijowa, dlatego należy do grona osób szczególnie narażonych na działania rosyjskich służb i grup dywersyjnych. Rosyjskie władze wielokrotnie deklarowały, że zamierzają uderzać w „ośrodki decyzyjne” w stolicy Ukrainy.
Rodzina Kliczków regularnie otrzymuje groźby śmierci. Najmłodszy syn, Maksym Kliczko, ujawnił w wywiadach, że wielokrotnie otrzymywał wiadomości z pogróżkami – w tym bezpośrednie teksty o tym, że „powieszą jego ojca”.
Stosunek Kliczki do Polski
Dlaczego Miller atakuje Kliczkę? Do końca nie wiadomo, choć antyukraińskość byłego premiera jest powszechnie znana.
Witalij Kliczko nie tylko nigdy nie krytykował naszego kraju, ale wręcz przeciwnie – wielokrotnie wypowiadał się o nim z uznaniem. Były mistrz świata w boksie, a dziś mer Kijowa, przez lata mieszkał nad Wisłą i publicznie podkreślał znaczenie polskiego wsparcia dla Ukrainy.
„Wiemy, jak aktywnie Polska popiera Ukrainę. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Wojna pokazuje, kto jest twoim prawdziwym przyjacielem, a Polska udowadnia to na każdym kroku” – powiedział. Wielokrotnie zaznaczał również, że w najtrudniejszych momentach wojny Polacy „zdali egzamin z człowieczeństwa”, przyjmując uchodźców i organizując transporty z pomocą dla Kijowa.
W swoich wypowiedziach często wskazywał także nasz kraj jako przykład udanej transformacji ustrojowej oraz korzyści płynących z członkostwa w Unii Europejskiej. Robił to zarówno w czasach kariery sportowej, jak i później, gdy w 2014 r. objął urząd mera ukraińskiej stolicy.
Podobne słowa można usłyszeć również od jego brata Wołodymyra.
„Od 2014 r. nie mogę zapomnieć o tym, że Polacy i Polska jako państwo zawsze wspierali Ukrainę na różnych etapach naszej walki” – powiedział 50-latek 11 czerwca na antenie TVP World.
Stosunek Millera do Ukrainy
Ten jest wyraźnie krytyczny i sceptyczny, choć Leszek Miller nie był konsekwentnie antyukraiński od zawsze. W przeszłości popierał integrację Ukrainy z Unią Europejską i mówił o potrzebie dialogu.
Przeczytajcie też: Dezinformacja. Nie dajcie się zapędzić do galopu Gisha
Z czasem jego wypowiedzi stały się jednak znacznie ostrzejsze. Zaczął przekonywać, że Ukraina „przegrywa tę wojnę”, a w ostatnich wypowiedziach chwalił także działania wymierzone w Wołodymyra Zełenskiego. Część mediów interpretuje to jako przejaw prorosyjskich sympatii.
Wielokrotnie powtarzał w mediach również swoje słynne zdanie: „Lepiej być ruską onucą niż banderowskim pampersem”, sugerując, że lepiej pomagać Rosji niż Ukrainie.
Leszek Miller już wcześniej powielał narracje zgodne z przekazami rosyjskiej propagandy, a dane, na które się powoływał, niejednokrotnie okazywały się nieprawdziwe, co opisywały polskie media.
W lutym tego roku Miller zamieścił w sieci wpis na temat ukraińskiego łyżwiarza, który miał się rzekomo skarżyć na presję wywieraną przez rosyjskiego zawodnika. Sprawa okazał się fake newsem rozpowszechniany przez rosyjską propagandę.
Rok wcześniej w programie „Najważniejsze pytania” powoływał się na dane ONZ, które miały potwierdzać, że 16 tys. rosyjskojęzycznych Ukraińców został zabitych przez „nacjonalistyczne bojówki”. To równiez okazało się nieprawdą, rozpowszechnianą przez Kreml.
Dlaczego Miller uderza w dzieci?
Atakowanie rodziny polityka zamiast oceny jego działań jest zabiegiem nieuczciwym. Przenosi bowiem uwagę z osoby sprawującej funkcję publiczną na jej bliskich, którzy nie ponoszą odpowiedzialności za podejmowane przez nią decyzje.
Witalij Kliczko zarządza blisko trzymilionowym miastem i odpowiada za jego funkcjonowanie w czasie wojny. Jego pełnoletni synowie i córka są natomiast samodzielnymi osobami, które nie podlegają mu służbowo ani nie mają prawnego obowiązku udziału w działaniach zbrojnych.
Łączenie decyzji życiowych członków rodziny z działalnością mera Kijowa nie ma związku przyczynowo-skutkowego. Nie ma również dowodów, by wykorzystywał swoją pozycję do zwolnienia ich z jakichkolwiek obowiązków lub uniemożliwiał im udział w obronie Ukrainy.
Tego typu argumentacja jest przykładem argumentum ad hominem – chwytu erystycznego polegającego na atakowaniu osoby lub jej otoczenia zamiast odnoszenia się do meritum sprawy. W tym przypadku sugestia sprowadza się do prostego przekazu: „skoro twoi bliscy nie walczą, to ty nie masz prawa zabierać głosu w tej sprawie”.
Taka narracja pomija zarówno pełnoletność, jak i autonomię członków rodziny. Warto przy tym przypomnieć, że sam Leszek Miller wystąpił kiedyś na drogę sądową w sprawie dotyczącej naruszenia dóbr osobistych jego syna. Postępowanie zakończyło się ugodą w 2021 r.
Przeczytajcie też: Nagranie przedstawiające usuwanie ukraińskich flag z budynku to AI