Na początku czerwca 2026 r. rząd przyjął dwa projekty wdrażające Akt o usługach cyfrowych (DSA). – Nie możemy godzić się na sytuację, w której fałszywe treści rozchodzą się szybciej niż prawda, a platformy uchylają się od odpowiedzialności – stwierdził minister cyfryzacji.
Krzysztof Gawkowski: DSA jest po to, by platformy musiały przestrzegać prawa konkretnego państwa wobec treści w sieci. Platformy muszą sobie zdawać sprawę z tego, że każde naruszenie polskiego prawa wiąże się z konsekwencjami. Że nie ma zgody na rozpowszechnianie nielegalnych treści. Jako minister cyfryzacji już kilkakrotnie wnioskowałem do Komisji Europejskiej o ukaranie platform za niestosowanie się do przepisów DSA, tych obowiązujących bezpośrednio we wszystkich krajach Unii. Każda firma musi zdawać sobie sprawę, że będzie karana, jeśli nie będzie realizowała zadań wynikających z przepisów chroniących użytkowników.
Sprawdzamto.pl: Akt o usługach cyfrowych wzmacnia tę ochronę?
Wzmacnia i zapewnia nadzór na kilku poziomach. Np. poprzez większą przejrzystość zasad moderacji treści i systemów rekomendacji, obowiązek uzasadniania decyzji o usunięciu danego materiału czy całego konta. Do tej pory platformy nie chciały lub unikały tego obowiązku. Poza tym platformy muszą mieć jasne reguły dotyczące reklamy treści nielegalnych. Będą też dodatkowe obowiązki dla bardzo dużych platform i bardzo dużych wyszukiwarek w zakresie ograniczania systemowych zagrożeń. DSA działa w całej Unii, ale to musi skutecznie działać również na poziomie krajowym. Musi być ktoś, kto będzie koordynował, doprecyzuje przepisy oraz będzie współpracować z odpowiednikami z innych krajów.
Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów Unii Europejskiej, który nie dostosował krajowych przepisów do unijnego Aktu o usługach cyfrowych. Dalsze opóźnienia mogą skutkować nałożeniem na Polskę wielomilionowych kar finansowych. Przypomnijmy, że opóźnienie wynika z faktu, że wcześniejsza wersja ustawy (uchwalona przez parlament pod koniec 2025 roku) została w styczniu 2026 roku zawetowana przez prezydenta.
Po wecie prezydenta postanowiliśmy ponownie wprowadzić te projekty ustaw. Działanie prezydenta było wprost osłabieniem bezpieczeństwa intranetu, prezydent Nawrock zawetował bezpieczeństwo użytkowników w sieci. Liczymy, że tym razem będzie inaczej.
Karol Nawrocki argumentował swoją decyzję ryzykiem cenzury internetu.
Ja mam wrażenie, że Karol Nawrocki nie przeczytał ustawy, którą zawetował, uległ dezinformacji. Lub jego doradcy podpowiedzieli mu bzdury. Gdyby przeczytał te ustawę, wiedziałby, że składa się z elementów dających większe bezpieczeństwo użytkowników. Wbrew temu, co mówiono, w ustawie nie ma i nie było rygoru natychmiastowej wykonalności, więc treść nie musi zniknąć od razu. Po drugie jest odwołanie do sądu powszechnego, co jest gwarantem tego, że nie decyduje o tym konkretny urzędnik. Po trzecie nastąpiło wzmocnienie roli użytkownika w dowiedzeni się, dlaczego jakaś treść ma zostać usunięta z sieci. Użytkownik dostaje większą liczbę praw i nie ma mowy o cenzurze. Prezydent powoływał się rzeczy które nie są prawdą, nie było ich w ustawie. Ale ja już się trochę przyzwyczaiłem do tego, że brak wiedzy u prezydenta sprawia, że nie ma dobrego prawa.
Liczy Pan jednak na podpis prezydenta?
Mam nadzieję, że pan prezydent chce skutecznie bronić bezpieczeństwa polskich rodzin w internacie, jak sugeruje pierwsza dama, i nie tylko podejdzie skrupulatnie do analizy ustawy, ale będzie miał świadomość, że ma ona chronić użytkownika przed szkodliwymi, nielegalnymi materiałami. Chcemy by było mniej nienawiści w sieci, treści nielegalnych, ale żeby też np. zdjęcia o charakterze pedofilskim znikały szybko. I żeby Internet znów stał się przestrzenią, w której nie można łamać prawa. Dziś niestety często tak nie jest.
Co to jest DSA
Po tym, jak Sejm i Senat ostatecznie uchwalą obie ustawy, zostaną one ponownie przesłane do Pałacu Prezydenckiego. Prezydent Karol Nawrocki będzie miał wtedy 21 dni na decyzję: podpisanie przepisów, ponowne weto lub skierowanie ich do Trybunału Konstytucyjnego.