Donald Trump już drugą kadencję rządzi Stanami Zjednoczonymi. Jego poprzednicy – od czasów Ronalda Reagana – regularnie zapraszali mistrzów najlepszej koszykarskiej ligi świata (NBA) do Białego Domu. Barackowi Obamie nie odmówiła żadna z drużyn, a Joe Biden nie spotkał się jedynie z Denver Nuggets w 2023 roku. Na przeszkodzie stanęły względy logistyczne, a nie animozje polityczne. Zawodnicy stawiali się również za czasów George’a H.W. Busha, Billa Clintona i George’a W. Busha. Były tylko małe wyjątki – Larry Bird w 1984 roku i Michael Jordan w 1991 roku, którzy nie przybyli z kolegami na uroczystość.
Do Trumpa nie przychodzili
Pierwsza kadencja Donalda Trumpa była ewenementem, bo żadna z ekip nie skorzystała z jego zaproszenia. Szczególnie głośny stał się przypadek Golden State Warriors w 2017 roku. Jedna z najjaśniejszych gwiazd NBA, Stephen Curry, podczas dnia medialnego mówił, że „nie chce iść do Białego Domu”.
– Mam nadzieję, że sama decyzja o niejechaniu będzie sygnałem, który skłoni do zmian – do zastanowienia się nad tym, co akceptujemy w naszym kraju i co uznajemy za dopuszczalne. To dla nas okazja, aby wysłać pewien komunikat – taki, który zachęca do jedności, do refleksji nad tym, co naprawdę znaczy być Amerykaninem, i do opowiedzenia się za wartościami, w które wierzymy – tłumaczył wówczas Curry.
Podobne zdanie wyrażał szkoleniowiec Steve Kerr. – W normalnych okolicznościach to ogromny honor. (...) Czasy nie są jednak normalne, ponieważ nigdy wcześniej w moim życiu naród nie był tak podzielony. Prezydent naprawdę utrudnia nam zachowanie szacunku do pełnionego urzędu – tłumaczył.
Po tych słowach Trump wycofał zaproszenie. „Wizyta w Białym Domu jest uznawana za wielki zaszczyt dla mistrzowskiej drużyny. Stephen Curry się waha, dlatego zaproszenie zostaje wycofane!” – napisał prezydent USA, który w 2016 roku popadł w konflikt ze społecznością Afroamerykanów. Po geście rozgrywającego NFL (liga futbolu amerykańskiego – red.) Colina Kaepernicka, który w ramach protestu przeciwko brutalności policji klękał podczas wykonywania hymnu, Trump zapowiadał, że takie zachowania będą skutkować rozwiązaniem kontraktów.
Rok później Golden State Warriors ponownie sięgnęli po tytuł i nie otrzymali nawet zaproszenia. W 2019 roku gracze Toronto Raptors publicznie mówili, że nie widzą żadnego sensu, by iść do Białego Domu. Po kolejnych dwunastu miesiącach mistrzami NBA zostali Los Angeles Lakers, ale sezon został przerwany z powodu pandemii. Ekipa z „Miasta Aniołów” stawiła się w Waszyngtonie w późniejszym terminie, już za kadencji Bidena. W 2025 roku Oklahoma City Thunder zrezygnowała z przyjazdu z powodu napiętego terminarza.
Knicks nie przyjadą? To fake
Ten sezon zakończył się sukcesem New York Knicks. To rodzinne miasto Donalda Trumpa, ale rzekomo nawet to nie wystarczyło, by przekonać drużynę do wizyty w Białym Domu. Jeden z internautów twierdził, że „NYK odmówili przyjazdu”. Post zyskał 2,2 mln wyświetleń i ponad 6 tys. udostępnień. Wcześniej, podczas trzeciego spotkania serii finałowej w Madison Square Garden, obecny na trybunach prezydent został wybuczany przez miejscową publiczność, co mogło wzmacniać wiarygodność tego wpisu.
W chwili publikacji posta użytkownik portalu X nie miał jednak żadnej wiedzy na temat zamiarów mistrzów NBA. W rozmowie z „The Carton Show” w radiu WFAN właściciel klubu James Dolan zdementował tę – jak się okazało – fałszywą informację.
– Właśnie otrzymaliśmy zaproszenie z Białego Domu, które przyjęliśmy. Musimy jeszcze ustalić szczegóły. Jestem bardzo dumny, że mogę sprowadzić zespół do Białego Domu – mówił.
New York Knicks, którzy pokonali w finałowej serii San Antonio Spurs 4:1, będą pierwszymi mistrzami NBA, którzy przyjęli zaproszenie Donalda Trumpa do Białego Domu. Pomóc mogła w tym trwająca od trzech dekad znajomość obu panów – właściciel klubu James Dolan wielokrotnie nazywał prezydenta swoim przyjacielem.
The Knicks declined the White House invitation.
— Brian Allen (@allenanalysis) June 17, 2026
New York being New York. 🧡💙