„Zełenski podczas narady w swoim gabinecie powiedział: «Pieprzyć Polskę i Polaków» – twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko prezydentowi Ukrainy” – tak brzmiał przekaz rozpowszechniany w mediach społecznościowych, który następnie dotarł do polskich mediów.
Po polsku pojawił się on w serwisie X 20 czerwca 2026 r. – dzień po tym, jak prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Powodem było nadanie przez ukraińskiego przywódcę jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterów UPA”. Kolejnego dnia Zełenski odesłał order pocztą, a w ślad za nim z różnych odznaczeń zaczęli rezygnować byli prezydenci Ukrainy i szefowie ukraińskich instytucji.
Informacja o rzekomych słowach prezydenta Ukrainy pojawiła się więc w centrum ostrego kryzysu polsko-ukraińskiego i szybko została wykorzystana jako dowód rzekomo niechętnego stosunku ukraińskiego przywódcy do Polaków. „Pier**lić Polskę i Polaków”. Tak Zełenski miał zareagować na ostrzeżenia dotyczące UPA – poinformował serwis DoRzeczy.pl. „Jednostka «Bohaterów UPA»? Zełenskiego ostrzegano. Miał powiedzieć: «Pie...ć Polskę i Polaków»” – podał serwis wPolityce. „Mimo ostrzeżeń Wołodymyr Zełenski miał zignorować obawy, posługując się przy tym skandalicznymi słowami pod adresem Polski i Polaków” – poinformowała TV Republika.
Wszystkie trzy serwisy wskazały komentarz dziennikarki Kanału Zero Arlety Bojke jako źródło informacji o rzekomych słowach przypisywanych ukraińskiemu prezydentowi. Ona z kolei powoływała się na „deputowanego Ukrainy” Ihora Mosijczuka. Prześledziliśmy, skąd dokładnie wzięła się ta informacja, sprawdzając rzetelność tych twierdzeń.
Były deputowany
Informacje o rzekomych słowach Zełenskiego pochodzą z nagrania opublikowanego 20 czerwca na Telegramie, a następnie w serwisie X. Widać na nim Ihora Mosijczuka, byłego deputowanego Rady Najwyższej Ukrainy, związanego wcześniej ze skrajnie prawicowymi organizacjami. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji wyjechał z kraju i zaczął aktywnie komentować wydarzenia polityczne w mediach społecznościowych, regularnie krytykując ukraińskie władze.
„To ukraiński polityk o złej reputacji, popularny bloger i ulubieniec rosyjskiej propagandy” – opisywał jego sylwetkę ukraiński serwis Babel. Czytamy tam, że Mosijczuk obwinia władze ukraińskie o rosyjską inwazję, nazywa Zełenskiego „uzurpatorem” i powiela fałszywe informacje – np. o rzekomych planach rządu, by obniżyć wiek poborowy do 18 lat.
W 2024 r. Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy wpisało konto Mosijczuka na TikToku na listę kanałów rozpowszechniających rosyjską dezinformację. W 2025 r. Zełenski dekretem nałożył na Mosijczuka sankcje finansowe, a YouTube zablokował jego kanał dla użytkowników z Ukrainy. Niezależnie od instytucji państwowych jego działalność krytycznie opisywały różne ukraińskie redakcje. Serwis śledczy teksty.org.ua określił go mianem „etatowego rosyjskiego propagandysty”.
Co dokładnie powiedział Mosijczuk
– Zełenski chce zniszczyć Ukrainę, żeby zatrzeć ślady swoich zbrodni – korupcyjnych, wojskowych i innych, zatrzeć ślady. Nie będzie Ukrainy – nie będzie śladów – to główny wniosek płynący z ostatniej wypowiedzi Mosijczuka.
Twierdził, że zniszczeniu Ukrainy ma służyć pogarszanie relacji z sąsiadami w czasie wojny. Jako przykład wskazywał spór wokół UPA. Według Mosijczuka po pierwszych wypowiedziach prezydenta Karola Nawrockiego na ten temat ukraińscy historycy mieli rozmawiać z Zełenskim.
– Wiem na pewno, że ukraińscy historycy, przedstawiciele nauk historycznych na Ukrainie, rozmawiali z Zełenskim po pierwszym oświadczeniu Nawrockiego. I zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przeniesienie dialogu o pamięci historycznej, o przeszłości historycznej, na naukowców, historyków, zarówno ze strony ukraińskiej, jak i polskiej. Zełenski kategorycznie odmówił – powiedział Mosijczuk.
Skąd miał o tym wiedzieć? Wspomniał o „ludziach, którzy z nim [Zełenskim] rozmawiali, a potem rozmawiali ze mną”. Nie twierdził więc, że sam uczestniczył w tych rozmowach. Według relacji Mosijczuka osoby te miały odnieść wrażenie, że prezydent ma do tej sprawy stosunek osobisty. – Ma szczególną cechę, coś wyjątkowego, bo kiedy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech idą na ch... i Polska, i Polacy" – relacjonował.
Bloger
To nagranie w sobotę pojawiło się na Telegramie na koncie „Nowyny Prawdy” prowadzonym przez Myroslava Oleshko – ukraińskiego blogera, który przedstawia się tak: „Zełenski nałożył na mnie sankcje i chce wsadzić mnie do więzienia na 8 lat, ponieważ publikuję informacje, które władze ukrywają".
Jednak według ukraińskich służb Oleshko uchylił się od służby wojskowej i jest ścigany za opuszczenie Ukrainy na podstawie sfałszowanego zaświadczenia komisji lekarskiej. W komunikacie SBU stwierdzono, że przebywając za granicą, „systematycznie publikuje materiały dyskredytujące pobór do wojska i wzywa Ukraińców do uchylania się od służby”.
W 2025 r. Oleshko znalazł się na liście dziewięciu osób objętych przez Zełenskiego sankcjami za rozpowszechnianie rosyjskiej propagandy. „Związały swój los z propagandą w interesie państwa rosyjskiego oraz usprawiedliwiają wojnę, prowadząc aktywne operacje informacyjne na szkodę Ukrainy i jej obrony w wojnie” – uzasadniał prezydent.
Na koncie Oleshko Zełenski jest nazywany „narkomanem i uzurpatorem”, a władze Ukrainy „reżimem”. Są to określenia często wykorzystywane również w przekazach rosyjskiej propagandy. W sobotę Oleshko zamieścił tam nagranie z wypowiedzią Mosijczuka.
Z kolei na X opublikował polskojęzyczne omówienie tej wypowiedzi. Pada tu wygładzona wersja jego słów: oryginalne „Niech idą na ch...” zostało zmienione na idiomatyczne „pieprzyć”. Oleshko dodał też coś, czego w samej wypowiedzi nie było – informację, że spotkanie, na którym te słowa miały paść, odbyło się w gabinecie Zełenskiego. Tymczasem Mosijczuk na nagraniu nie wspomina, gdzie miało się odbyć to spotkanie.
„Mówimy Polakom, co Zełenski o nich mówi” – napisał następnie Oleshko do ludzi obserwujących go na Telegramie, załączając link do polskiego posta na X i prosząc fanów o lajkowanie go i udostępnianie.
„Zuchy z nas. Dobrze rozkręciliśmy” – cieszył się później, zamieszczając fragment programu Kanału Zero z wypowiedzią Arlety Bojke.
Kanał Zero
Bojke przywołała słowa Mosijczuka w programie poświęconym kryzysowi polsko-ukraińskiemu, w którym prezentowała m.in. różne głosy płynące z Ukrainy. – Jeden z deputowanych do ukraińskiego parlamentu, Ihor Mojsicjuk powiedział wprost, że kiedy przychodzono do Zełenskiego tłumacząc mu, żeby nie nazywał tej ukraińskiej jednostki imieniem UPA, że to rozdrażni Polaków, no to Wołodymyr Zełenski miał odpowiedzieć, że p… Polskę i Polaków. To miałoby pokazywać jego nastawienie do naszego kraju – mówiła.
Bojke błędnie przedstawiła Mosijczuka jako deputowanego, chociaż nie jest nim od sześciu lat. Nie wspomniała, że władze Ukrainy nałożyły na niego sankcje, a jego kanał uznano za rozpowszechniający rosyjską propagandę. Zauważyła jednak, że nie był on świadkiem opisywanych przez siebie wydarzeń.
– Jest to relacja z trzeciej ręki, być może prawdziwa, być może nie, nie do zweryfikowania i pewnie się tego nigdy nie dowiemy – zastrzegła.
Dziś Bojke spotyka się z zarzutami, że rozpowszechniła propagandę, powołując się na „szerzącego dezinformację trolla”. „Czyli rzuciła Pani nieweryfikowalną informację od skompromitowanego polityka w samym środku kryzysu relacji polsko-ukraińskich, która teraz niesie się viralem po sieci? Tak Pani widzi pracę dziennikarza?” – pyta ją jeden z użytkowników X. „Rozumiem, że Pan widzi pracę dziennikarza w taki sposób, że jak informacja lata po sieci, to lepiej udawać, że nie lata, niż powiedzieć, że nie jest to szczególnie wartościowy głos?” – odpowiedziała.
Przedstawienie słów Mosijczuka przez Kanał Zero niewątpliwie wzmocniło ten przekaz. Na wypowiedź Arlety Bojke powołały się później kolejne media, m.in. wPolityce, DoRzeczy i TV Republika. Żaden z tych serwisów nie powtórzył jednak jej zastrzeżenia, że twierdzeń Mosijczuka nie da się zweryfikować.
Dziś fragmenty programu Kanału Zero krążą w mediach społecznościowych, opatrzone podpisami w rodzaju: „Arleta Bojke UJAWNIA prawdziwe nastawienie Zełenskiego do Polaków”. Rozpowszechniane są też wpisy odnoszące się bezpośrednio do słów Mosijczuka i przedstawiające je jako fakt. „Jasno powiedział, że ma Polaków gdzieś” – napisało na Facebooku Międzynarodowe Radio Białoruś.