Atlantic Council: propaganda jest dziś elementem wojny
Rosyjska propaganda nie zaczęła się wraz z pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Ryan Prior z Atlantic Council w najnowszym raporcie przypomina, że wojna informacyjna trwa od dziesięcioleci i jest częścią strategii Kremla.
Dezinformacja nie jest już dodatkiem do konfliktu. Stała się jednym z podstawowych narzędzi wojny hybrydowej. Jej celem nie jest wyłącznie przekonanie odbiorców do rosyjskiej narracji, ale także wywoływanie chaosu, osłabianie zaufania do instytucji publicznych oraz pogłębianie podziałów społecznych.
Rosja prowadzi takie działania równolegle z cyberatakami, sabotażem i presją polityczną. Informacja stała się zasobem strategicznym, podobnie jak infrastruktura czy energetyka.
Dlaczego Ukraina zbudowała przewagę nad Rosją
Zdaniem Atlantic Council sukces Ukrainy nie polegał na stworzeniu kolejnej instytucji zajmującej się fake newsami. Kijów zbudował system współpracy obejmujący administrację państwową, media, organizacje społeczne, analityków tzw. białego wywiadu (OSINT) i wolontariuszy.
Dzięki temu nowe operacje wpływu są wykrywane znacznie szybciej, a analizie podlegają nie tylko pojedyncze wpisy, ale całe sieci ich rozpowszechniania. Ukraina nauczyła się rozpoznawać mechanizmy działania rosyjskich kampanii, zamiast reagować wyłącznie na ich skutki.
To efekt doświadczeń zdobytych od początku pełnoskalowej wojny. W takich warunkach sam fact-checking okazał się niewystarczający.
Nie tylko fact-checking. Liczy się cały system odporności
Atlantic Council podkreśla, że Zachód wciąż zbyt często utożsamia walkę z dezinformacją z prostowaniem fałszywych informacji. Tymczasem ukraiński model opiera się przede wszystkim na budowaniu odporności społeczeństwa – poprzez edukację, współpracę instytucji i stały monitoring przestrzeni informacyjnej.
„Ukraina pozostanie na pierwszej linii działań przeciwko nieustannie ewoluującym operacjom dezinformacyjnym Kremla. Będzie nadal wprowadzać innowacje w wojnie informacyjnej, tak jak robi to na polu walki”.
Autor uważa, że doświadczenia Ukrainy powinny stać się praktyczną lekcją dla państw NATO i Unii Europejskiej. Coraz więcej zachodnich analiz pokazuje bowiem, że dezinformacja staje się jednym z kluczowych zagrożeń dla bezpieczeństwa państw demokratycznych.
Unia Europejska zmienia strategię
Wnioski Atlantic Council nie są odosobnione. W marcu 2026 r. podobny kierunek obrała również Unia Europejska. W czwartym raporcie dotyczącym zagranicznych manipulacji informacyjnych i ingerencji (FIMI), Europejska Służba Działań Zewnętrznych wskazuje, że dezinformacja stała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa, a nie tylko problemem komunikacyjnym.
We wstępie do raportu wysoka przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaja Kallas podkreśla:
„Dzisiejsze wojny toczą się nie tylko przy użyciu czołgów i dronów, ale również kłamstw i algorytmów. Przestrzeń informacyjna stała się linią frontu w walce o demokrację”.
Raport pokazuje skalę zjawiska. W 2025 r. EEAS udokumentowała 540 operacji wpływu, prowadzonych z wykorzystaniem około 10,5 tys. kanałów internetowych i ponad 43 tys. materiałów publikowanych na 19 platformach. Najczęściej atakowanym państwem pozostawała Ukraina, ale wśród głównych celów znalazła się również Polska.
Koniec z samym obalaniem fake newsów
Najważniejszą nowością raportu jest przedstawienie modelu FIMI Deterrence Playbook, który zakłada przejście od reagowania na skutki dezinformacji do utrudniania jej prowadzenia.
„FIMI należy postrzegać nie jako problem komunikacyjny, lecz jako zagadnienie bezpieczeństwa oparte na uporządkowanym systemie dostaw” – czytamy w raporcie.
Według twórców dokumentu operacje wpływu tworzą dziś rozbudowaną infrastrukturę obejmującą nie tylko autorów propagandowych treści, ale również sieci botów, serwery, domeny, firmy IT czy pośredników finansowych. Dlatego UE chce uderzać właśnie w te elementy.
Nowe podejście zakłada m.in. identyfikowanie operatorów kampanii, ograniczanie ich zaplecza technicznego, współpracę z platformami internetowymi oraz wykorzystywanie przepisów takich jak Akt o usługach cyfrowych (DSA). Celem nie jest ograniczanie wolności słowa, lecz podniesienie kosztów prowadzenia skoordynowanych operacji wpływu.
NATO stawia na współpracę z partnerami
Podobny kierunek obrało NATO. Sojusz podkreśla, że skuteczna walka z zagrożeniami informacyjnymi wymaga współpracy państw członkowskich, partnerów, organizacji międzynarodowych, środowiska naukowego i sektora prywatnego.
NATO rozwija również współpracę z Ukrainą w ramach Platformy NATO–Ukraina ds. Przeciwdziałania Wojnie Hybrydowej, wykorzystując doświadczenia zdobyte podczas rosyjskiej agresji do budowania odporności całego Sojuszu.
Czego Europa może nauczyć się od Ukrainy
Atlantic Council i EEAS dochodzą do podobnych wniosków. Skuteczna obrona przed operacjami wpływu wymaga współpracy administracji, służb, mediów, organizacji społecznych i środowiska naukowego. To właśnie wymiana informacji pozwala szybko wykrywać nowe kampanie i ograniczać ich skuteczność.
Raport EEAS zwraca również uwagę na rosnącą rolę sztucznej inteligencji. Już 27 proc. wykrytych w 2025 r. operacji wpływu wykorzystywało narzędzia AI – o około 259 proc. więcej niż rok wcześniej. Służą one do tworzenia treści, tłumaczeń, obrazów i masowej dystrybucji propagandy.
Dlatego zarówno Atlantic Council, jak i EEAS podkreślają, że wojna informacyjna nie zakończy się wraz z końcem działań zbrojnych w Ukrainie. Coraz wyraźniej staje się trwałym elementem rywalizacji między państwami.
To prowadzi do wspólnego wniosku amerykańskiego think tanku, Unii Europejskiej i NATO – dezinformacja jest dziś jednym z kluczowych wyzwań dla bezpieczeństwa państw.