Prymitywny i skrajnie antyimigrancki „Citizen Vigilante”. Dlaczego Musk promuje taki film?

Elon Musk na 48 godzin udostępnił za darmo nowy film jednego z najgorszych reżyserów w historii kina. Reżyser skarży się na cenzurę. Film miażdżą krytycy, a wielu widzów zachwyca.

Prymitywny i skrajnie antyimigrancki „Citizen Vigilante”. Dlaczego Musk promuje taki film?
fot. plakat promujący film, Sprawdzam to

Matka z synkiem robią zakupy w sklepie. Syn prosi o czekoladę i lizaka. Matka – niebieskooka blondynka – płaci, zabiera produkty i z synkiem wychodzi ze sklepu. Na ławeczce nieopodal siedzi para.

Nagle kamera pokazuje czarnoskórego mężczyznę, który idzie w stronę rodziny. W ręce trzyma kuchenny nóż. Wbija go gwałtownie w szyję matki. Fontanna krwi tryska niemal jak w filmie „Kill Bill”. Morderca biegnie dalej o i atakuje nożem kolejne osoby. Matka tężeje w kałuży krwi. Synek płacze.

I wtedy do akcji wchodzi on: „Citizen Vigilante”, bogaty biały rentier-mściciel, obrońca Europy z amerykańskim obywatelstwem. Przez cały film to on będzie robił „porządek” z migrantami. W tej roli aktor Armie Hammer, gwiazda filmu „Tamte dni, tamte noce”, za który był nominowany do Złotego Globu.

Aktor wyklęty

Hammera nie chcą w Hollywood, odkąd w marcu 2021 r. byłe partnerki aktora oskarżyły go o stosowanie przemocy seksualnej, a niektóre z nich sugerowały jego fascynację kanibalizmem. Jedna z kobiet opowiadała, że Hammera „podniecała myśl o wycięciu jej żebra, upieczeniu go i pożarciu”. Mimo oskarżeń o brutalne gwałty sąd dotąd go nie skazał, a po dochodzeniu policji prokuratura w Los Angeles nie postawiła mu zarzutów. Powód: brak wystarczających dowodów.

Hammer przyznał się do fascynacji kanibalizmem w podcaście z Louisem Therouxem, jednak odcina się od bycia prawdziwym kanibalem, bo – jak mówi – „nigdy nie zjadł człowieka”.

Discovery+ wyemitowało trzyczęściowy dokument „House of Hammer”, opisujący seksualne skandale kolejnych pokoleń rodziny Hammerów, potentatów paliwowych i przemysłowych. Mimo braku wyroków sądu sugestywne relacje byłych partnerek i łatka kanibala skutecznie zatopiły jego hollywoodzką karierę.

Hammer stał się obiektem internetowej debaty o cancel culture. Dla wielu użytkowników i komentatorów koniec kariery Hammera stał się symbolem dyskryminacji mężczyzn i wszechwładzy feministek. Sam aktor na kilka lat zniknął ze świecznika. Odcięty od rodzinnych miliardów oraz hollywoodzkiej kariery został sprzedawcą wakacyjnych apartamentów.

Mordowanie dla mordowania na ekranie

Drugie życie dał mu legendarnie kiepski reżyser Uwe Boll, reżyser filmu „Citizen Vigilante”. Niemiec znany głównie z wyjątkowo źle ocenianych ekranizacji gier komputerowych oraz innych filmów klasy B, przede wszystkim thrillerów i filmów akcji.

Tym razem tematem uczynił migrantów w Europie i związanym z nim – zdaniem reżysera - wzrostem przestępczości. Przez półtorej godziny filmu Armie Hammer morduje osoby o innym kolorze skóry. Oto cała fabuła.

– Uwe Boll nie przez przypadek nazywany jest najgorszym reżyserem świata – mówi mi krytyk filmowy Łukasz Adamski z tygodnika „Sieci”. – Taka łatka bywa krzywdząca, ale w tym przypadku chyba adekwatna. „Citizen Vigilante” nawiązuje do „Życzenia śmierci” z Charlesem Bronsonem. Widać też wpływy „Taksówkarza” z Robertem De Niro w roli tytułowej. Natchnieniem był również niemal na pewno „Brudny Harry” z Clintem Eastwoodem. Dzieła o twardych mężczyznach, którzy, nie zważając na metody, walczą o sprawiedliwość i porządek na ulicach. Tyle, że to są filmy bardzo dobre lub – jak „Taksówkarz” – wybitne. Z ostatnim filmem Uwe Bolla sprawa ma się inaczej: jest źle napisany, fatalnie zagrany, koszmarnie nagrany i kiepsko zmontowany, technicznie absolutnie beznadziejny. Zresztą jak wszystkie filmy tego reżysera – twierdzi Adamski.

Cenzura w Niemczech?

O tym filmie zrobiło się głośno po tym, jak niemiecka Freiwillige Selbstkontrolle der Filmwirtschaft (FSK) odmówiła filmowi „Citizen Vigilante” przyznania kategorii wiekowej. Organizacja ta odpowiada za klasyfikowanie filmów zgodnie z Jugendschutzgesetz, czyli ustawą o ochronie młodzieży. Kraje związkowe zgodziły się uznawać decyzje i zasady FSK za wiążące. Bez takiej klasyfikacji film może być co prawda publicznie wyświetlany dorosłym, tyle że na odpowiedzialność organizatora. W kinach oraz przy sprzedaży płyt DVD i Blu-ray dostęp do niego musi być jednak ograniczony wyłącznie do widzów pełnoletnich.

Nie może być więc mowy ani o cenzurze, ani o zakazie pokazywania filmu. Jednak faktem jest, że brak klasyfikacji wiekowej w Niemczech mógłby teoretycznie utrudnić promocję tego filmu. Stało się jednak odwrotnie. Elon Musk udostępnił „dzieło” od 25 do 27 czerwca 2026 r. na swoim X. Przez 48 godzin film był dostępny za darmo. Mit zakazanego owocu i działania najbogatszego człowieka świata i do niedawna jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Trumpa zrobiły z „Citizen Vigilante” półtoragodzinny viral.

Mit męczennika

– Nie jestem zwolennikiem banowania czy utrudniania dostępu do emisji tego filmu - mówi Łukasz Adamski. – Nienadanie mu kwalifikacji wiekowej sprawiło, że ludzie pokroju Elona Muska mogli wziąć go na sztandary swojego populizmu. Tak naprawdę jest łatwo dostępny, wprawdzie nie w Polsce. Na świecie można go obejrzeć na Apple TV i Amazon Prime Video. Nikt go nie zakazał. Jednak utrudnienia w emisji kinowej, której najpewniej nikt nie planował, nadały temu filmowi znaczenie. Uwe Boll to zwyczajnie zły reżyser, wszyscy, którzy widzieli ten film się o tym przekonali. Jednak mit cenzury robi z niego i jego filmu męczennika. Gdyby komisja nadała mu kategorię od lat 18, to nikt zapewne by o tym filmie nie usłyszał. Reżyserowi ta decyzja FSK bardzo pomogła. Od lat czekał, aż nazwisko Uwe Boll znowu będzie odmieniane przez wszystkie przypadki – tłumaczy Adamski.

Reżyser wypowiadał się w tonie ofiary. Po odmowie przyznania filmowi kategorii wiekowej Uwe Boll w rozmowie „Berliner Zeitung” wygłosił swój polityczny manifest. Przedstawia w nim odmowę nadania filmowi kategorii wiekowej jako akt politycznej cenzury. Napisał, że FSK próbuje „wycofać film z obiegu” i „zaprzeczać rzeczywistości”.

Według reżysera komisja zarzuciła produkcji podżeganie do przemocy wobec migrantów. Nie mamy oficjalnego wyjaśnienia komisji dlaczego zdecydowała się nie nadawać filmowi klasyfikacji wiekowej. W rozmowie z „The Daily Telegraph” Boll stwierdził, że była to „świadoma decyzja cenzorska”.

Krytycy 2/10, widownia 10/10

Na serwisie Rotten Tomatoes, służącym do oceniania filmów, zaledwie jedna z dziesięciu recenzji krytyków jest pozytywna. Film dobrze oceniło natomiast 94 proc. widzów, którzy oddali ponad 2,5 tys. głosów.

Na Metacritic produkcja nie ma jeszcze oficjalnej oceny (Metascore), ponieważ uwzględniono dopiero dwie recenzje krytyków. Obie są negatywne – ocenione na 0 i 20 punktów na 100, natomiast użytkownicy wystawili jej średnią 7,8/10 na podstawie 104 ocen.

Podobny rozdźwięk widać na polskim Filmwebie, gdzie dziewięciu krytyków oceniło film średnio na 2,0/10, a widzowie na 7,2/10 przy około 3,7 tys. głosów.

– Ten film jest przesiąknięty populizmem. Nawiązuje do ostrych nastrojów antyimigranckich, które są obecnie popularne zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych – mówi mi Łukasz Adamski.

Ten film został skrojony pod kontrowersję i nastroje panujące szczególnie wśród młodych mężczyzn z globalnej Północy. Silny, biały, przystojny mężczyzna, grany przez aktora wykluczonego z Hollywood i mordujący migrantów, został wręcz stworzony pod wyznawców antyimigranckiej skrajnej prawicy.

Musk i symbol wojny kulturowej

– Sztandar populizmu poniósł Elon Musk, który udostępnił ten film – mówi Adamski. – Gdyby to był film o jakości artystycznej „Życzenia śmierci”, można by go uznać za krytykę polityczną i film gniewu. Bez tego to tylko kolejny kiepski epatujący przemocą film Uwe Bolla.

FSK nie zakazała „Citizen Vigilante”. Odmowa nadania filmowi kategorii wiekowej wystarczyła. Uwe Boll mógł przedstawić się jako ofiara politycznej cenzury. Elon Musk pociągnął to dalej. Udostępniając film milionom użytkowników, zamienił nieudaną produkcję klasy B w symbol wojny kulturowej.

Film, który zapewne zniknąłby w katalogach platform streamingowych, dostał międzynarodowy rozgłos i fanatyczną polityczną widownię. Firma Quiver Distribution już wcześniej miało prawa do upowszechniania „Citizen Vigilante” w USA i Kanadzie. Po medialnej aferze wykupili również prawa na rynkach większość państw świata. Z umowy wyłączono Wielką Brytanię, kraje niemieckojęzyczne, Koreę Południową i Tajwan. Próba ograniczenia widoczności filmu w Niemczech sprawiła, że „Citizen Vigilante” zobaczył cały świat.

Nasi autorzy