Jedwabne to dziś coś więcej niż spór o historię
Jakub Nowak: Rozmawiamy przy okazji kolejnej rocznicy zbrodni w Jedwabnem. Wokół tego wydarzenia ponownie rozgorzał spór o pamięć historyczną. Czy sposób, w jaki przez lata media mówiły o narodowej winie i polskiej odpowiedzialności za tę zbrodnię, pomógł prawicy zbudować mit walki o tożsamość?
Piotr Kwapisiewicz: To, jak opowiadać o zbrodniach z okresu II wojny światowej, powinno być przede wszystkim przedmiotem debaty naukowej. Przestrzeń do wykorzystywania Jedwabnego w sporach tożsamościowych stworzyły jednak przede wszystkim manipulacje wokół tej historii. Po publikacji „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa Jedwabne stało się symbolem debaty o postawach Polaków wobec Zagłady. Późniejsze badania Jana Grabowskiego i Barbary Engelking poszerzyły ten obraz, choć nie wywołały już tak dużego rezonansu.
Wbrew temu, co twierdzi skrajna prawica, w debacie publicznej nie pomijano kontekstu okupacji, niemieckiej inspiracji zbrodni czy wojennego chaosu. Także Karol Nawrocki jako prezes IPN zwracał na to uwagę. Narracja o rzekomym przedstawianiu Polaków jako jedynych winnych jest jednak wygodnym narzędziem budowania konfliktu tożsamościowego.
Skrajna prawica często łączy wydarzenia sprzed ponad 80 lat ze współczesnymi teoriami spiskowymi i narracjami o zagrożeniu. Pojawiają się sugestie, że Polaków obarcza się winą, by wybielić innych lub realizować ukryte interesy. To właśnie taki alarmistyczny przekaz najmocniej podgrzewa emocje wokół Jedwabnego.
Nie można też ignorować szerszego kontekstu geopolitycznego. W czasie wojny za naszą wschodnią granicą polaryzacja społeczna leży w interesie Rosji. Kreml chętnie wykorzystuje narracje skrajnej prawicy, przedstawiając głos radykałów jako opinię dużej części polskiego społeczeństwa. W ten sposób wzmacnia podziały i napięcia.
JN: Zastanawiam się, jaka jest popularność tej relatywizacji zbrodni w Jedwabnem. Czy tego poglądu nie wyznaje już większa część polskiego społeczeństwa?
PK: To, co wiem na pewno, to że hasła relatywizujące zbrodnię wywołują bardzo silne reakcje – zarówno wśród osób powielających tę narrację, jak i tych, którzy bronią ustaleń historyków. Dla algorytmów mediów społecznościowych prawda nie ma znaczenia. Liczy się zaangażowanie użytkowników. Im więcej emocji wywołuje wpis, tym większy zasięg otrzymuje.
Dlatego narracje skrajnej prawicy są często podbijane przez algorytmy. Dodatkowo ich popularność sztucznie zwiększają boty, szczególnie widoczne na platformie X, choć obecne również w innych mediach społecznościowych. Mechanizm jest prosty. Pojawia się wpis sugerujący, że za zbrodnię w Jedwabnem odpowiadali Niemcy, a „lobby żydowskie” czy Unia Europejska ukrywają prawdę. Zwolennicy tej narracji zaczynają go udostępniać i komentować. Reagują też osoby, które próbują prostować fałszywe informacje. Powstaje długa, emocjonalna dyskusja, którą algorytm interpretuje jako wartościową treść i promuje jeszcze szerzej.
W efekcie do dyskusji dołączają również influencerzy, często dlatego, że temat jest popularny, a nie dlatego, że chcą zabrać głos w samej sprawie. To z kolei jeszcze bardziej zwiększa zasięgi takich narracji i utrudnia ocenę ich rzeczywistej popularności. Nie wiadomo, jaka część aktywności pochodzi od ludzi, a jaka od botów czy osób, które angażują się wyłącznie dla zasięgów.
JN: Rozumiem, że w tej dyskusji jest mnóstwo manipulacji. Mamy dominującą narrację opartą na ustaleniach IPN-u. Czy krytycy tych ustaleń mają jakąkolwiek sensowną tezę?
PK: Trudno mówić o sensownych tezach, jeśli tam nie ma dyskusji naukowej. Jeżeli posłucha Pan głównych przekazów tej narracji, sprowadzają się one do hasła: „Musimy poznać prawdę, trzeba wznowić ekshumacje”. Tyle że nikt nie wyjaśnia, czego właściwie jeszcze nie wiemy. Ci, którzy relatywizują Jedwabne, wykorzystują błędy w książce Grossa jako argument za wznowieniem ekshumacji. Tymczasem IPN na podstawie bogatego materiału dowodowego opublikował już wyniki badań, które wszystko tłumaczą.
JN: Dlaczego uznają te badania, które przeprowadził IPN, za niewiarygodne?
PK: Trudno powiedzieć. Tutaj wchodzi ten element spisku, manipulacji i wpływów zewnętrznych. Wszystko można tak wytłumaczyć. Żadna dyskusja nie jest możliwa, jeśli ktoś, z kim skrajna prawica się nie zgadza, jest od razu zdrajcą finansowanym przez Sorosa, Tel Awiw, Rockefellera czy dowolnego „obcego”.
JN: Czy to, że ekshumacja jest wstrzymana, nie daje im paliwa politycznego? Czy powody religijne wynikające z judaizmu nie generują dużego kosztu dla narracji opartej na prawdzie historycznej?
PK: Rozumiałbym ten argument, gdyby IPN stwierdził, że z powodu przerwania ekshumacji nie jest w stanie zakończyć śledztwa ani sformułować jednoznacznych wniosków. Tak jednak nie było.
Ekshumacja była tylko jednym z elementów obszernego postępowania. Oprócz niej badacze dysponowali m.in. dokumentami oraz łuskami z niemieckiej broni znalezionymi na miejscu zbrodni. To były wieloletnie badania, a nie analiza oparta na jednym dowodzie. Dlatego nie widzę powodów, by podważać ustalenia IPN.
Zresztą nie wierzę, że wznowienie ekshumacji zakończyłoby spór. Te same środowiska zapewne zaczęłyby twierdzić, że przebadano zbyt mały obszar albo że pracowali przy niej niewłaściwi archeolodzy. Sednem problemu jest zaufanie do instytucji państwa. Podważając ustalenia zespołu ekspertów powołanego przez IPN, podważa się wiarygodność państwa jako takiego. A to staje się paliwem dla rosyjskiej dezinformacji.
Narracja o Jedwabnem stała się narzędziem politycznym
JN: Jaki jest dziś cel polityczny polskiej prawicy i tych narracji na temat braku udziału polskich sprawców?
PK: Sądzę, że ta narracja ma zwiększyć podziały społeczne. Polaryzacja jest elementem mobilizującym elektorat, np. zwiększa zaangażowanie w wybory. To niebezpieczne i ma dalekosiężne skutki. Jednocześnie absolutnie niszczy jedność społeczeństwa, ale też wystawia na próbę odporność naszej demokracji. Partie polityczne działają krótkowzrocznie. Narracja o Jedwabnem jest tu jednym z narzędzi.
JN: W jaki sposób różne strony sporu politycznego wykorzystują Jedwabne? Jakie ono ma znaczenie dla poszczególnych stron w tej polaryzacji?
PK: Dla skrajnej prawicy, np. środowisk Konfederacji Korony Polskiej, ale także osób skupionych wokół takich grup jak Kamraci czy postaci nacjonalistycznych publicystów, takich jak Wojciech Sumliński, to jest element tożsamościowy i godnościowy. Dochodzi do tego potrzeba wskazania wroga. W tej narracji są nim rzekome „wpływowe elity żydowskie”, które mają sterować światową polityką i narzucać Polakom własną wersję historii. Towarzyszą temu teorie spiskowe o „roszczeniach żydowskich”, utracie suwerenności czy planach stworzenia w Polsce państwa „Polin”, w którym Polacy mieliby pełnić funkcję obywateli drugiej kategorii.
Skrajna prawica opiera się również na narracji antysystemowej. Oferuje proste odpowiedzi na złożone problemy i przekonuje, że jeśli oczywiste rozwiązania nie są wprowadzane, to dlatego, że „elity” są skorumpowane lub działają w cudzym interesie. W tej opowieści dowodem na taki spisek ma być także rzekomo sfałszowana historia Jedwabnego.
JN: Czy dla narracji strony liberalnej Jedwabne ma jakieś znaczenie? Czy jest dla nich tylko ciężarem?
PK: Nie zauważyłem, żeby dla partii liberalno-lewicowych było to szczególnie istotne. A przestrzeń jest – mogą budować narracje na fakcie, że państwo jest zdolne stawić opór skrajnej prawicy. Mogą pokazać, że ta kwestia jest lub nie jest dla nich sprawą obojętną. Tymczasem nie robią nic.
Ludobójstwo w Gazie a pamięć o Zagładzie
JN: Jesteśmy teraz świadkami bezprecedensowego wzrostu nastrojów antyizraelskich w świecie Zachodu. Przyczyniły się do tego działania na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, za które izraelscy politycy są oskarżeni o ludobójstwo. Zastanawiam się, w jakim stopniu ma to wpływ na rosnącą popularność relatywizowania kwestii Jedwabnego. Jak to wpływa na polskich Żydów, pamięć o Zagładzie i jej ofiarach?
PK: To ma znaczenie, szczególnie kiedy w mediach społecznościowych pojawiają się narracje, jakoby edukacja o Zagładzie była elementem budowania akceptacji dla polityki Izraela. To bardzo trafia w „gusta” algorytmów, przez co łatwo się roznosi po internecie. My mamy zgłoszenia na naszej platformie zglosantysemityzm.pl. Pojawiają się uczniowie, którzy zwracają uwagę, że nauczyciel pominął temat Zagłady i powiedział, że nie będzie go podejmował, ze względu na działania Izraela w Palestynie. To niepokojące, bo Zagłada jest nad wyraz ważnym elementem historii całej Europy. Kamieniem milowym w myśleniu o prawach człowieka i ochronie mniejszości. To na kanwie historii Zagłady powstała definicja ludobójstwa.
Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie jest przez te środowiska intensywnie wykorzystywana. W Jedwabnem ma zostać wygłoszony wykład zatytułowany „Polska czy UkroPolin, czyli Polska Palestyną Europy”. To element szerszej teorii spiskowej, według której Polska ma zostać zniszczona i podporządkowana rzekomemu „żydowskiemu rządowi światowemu”. Funkcjonuje także jej wariant związany z wojną w Ukrainie – zgodnie z nim Żydzi mieli wywołać konflikt po to, by Ukraińcy osiedlili się w Polsce, a oni sami przejęli Ukrainę.
Obchody w Jedwabnem polem wojny o pamięć
JN: Jak będą wyglądały tegoroczne obchody w Jedwabnem? Konfederacja Korony Polskiej i środowisko Wojciecha Sumlińskiego zapowiadają własne uroczystości, prelekcje, pokazy filmu o „kłamstwie jedwabieńskim” i odsłonięcie kolejnych tablic. Powstaje też centrum edukacyjne, a obok mają stanąć następne upamiętnienia. Czy nie obawia się Pan, że miejsce pamięci zostanie zdominowane przez alternatywną narrację historyczną? I jak w takiej sytuacji powinno zachować się państwo?
PK: Już dziś w sąsiedztwie pomnika pomordowanych Żydów powstaje tworzone przez Wojciecha Sumlińskiego centrum edukacyjne. Ustawiono kamienie, przygotowano zaplecze infrastrukturalne, scenę i taras, na którym mają odbywać się wydarzenia zaplanowane na 9 i 10 lipca. Na sąsiedniej działce własną tablicę ma postawić również Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Wszystko wskazuje na to, że miejsce pamięci będzie stopniowo obudowywane narracją sprzeczną z ustaleniami Instytutu Pamięci Narodowej i opartą nie na debacie historycznej, lecz na konflikcie tożsamościowym: „my kontra oni”. W tej opowieści „oni” to oczywiście Żydzi.
Jeżeli chodzi o reakcję państwa, powinna ona zależeć od tego, czy zostanie złamane prawo. Jeśli uczestnicy zaczną zakłócać uroczystości, obrażać uczestników, stosować przemoc czy dopuszczą się innych czynów zabronionych, reakcja powinna być szybka i stanowcza. Sprawcy powinni zostać niezwłocznie zatrzymani i osądzeni.
Jeżeli postępowania będą ciągnęły się latami, wyroki przestaną pełnić funkcję odstraszającą. Po kilku latach mało kto będzie pamiętał, co wydarzyło się w Jedwabnem i za co wymierzono karę. Państwo dysponuje narzędziami, by reagować sprawnie, i powinno z nich korzystać.
JN: A jeśli nie zaczną łamać prawa?
PK: Sam fakt objęcia obchodów patronatem przez marszałka Sejmu jest już ważnym sygnałem. Oprócz egzekwowania prawa państwo powinno reagować również na manipulowanie historią w celach politycznych. Szczególną rolę ma tu IPN, ale także Instytut Pileckiego, Muzeum POLIN czy Instytut Myśli Politycznej im. Gabriela Narutowicza. Dysponują środkami i narzędziami, by prowadzić działania edukacyjne i informacyjne.
Potrzebujemy jednak szerszej opowieści o okupacji i społeczeństwie II Rzeczypospolitej. Narracja wokół Jedwabnego często opiera się na fałszywym założeniu, że Polacy i Żydzi byli dwiema całkowicie odrębnymi społecznościami. Tymczasem Żydzi współtworzyli państwo polskie, jego kulturę i życie społeczne. Przed wojną miejscowości takie jak Jedwabne funkcjonowały dzięki temu, że żyły w nich obok siebie różne społeczności.
Problem wynika także z edukacji. W podręcznikach do historii dominuje prosty podział na „swoich” i „obcych”, bohaterów i złoczyńców. Brakuje historii społecznej pokazującej, że przedwojenna Polska była państwem wielokulturowym i że podczas okupacji ludzie przyjmowali bardzo różne postawy. Byli Polacy mordujący Żydów, byli tacy, którzy ratowali ich z narażeniem życia, a większość starała się po prostu przetrwać. To nie są wzajemnie wykluczające się obrazy, lecz elementy tej samej rzeczywistości historycznej.
Kiedy dyskusja historyczna zamienia się w spór o tożsamość, pojawia się potrzeba przedstawiania własnej wspólnoty wyłącznie jako bohatera. Wtedy każdy, kto burzy ten obraz, zostaje uznany za wroga narodu.
Piotr Kwapisiewicz – Prezes zarządu Stowarzyszenia Żydowskiego Czulent, działacz społeczny od ponad 15 lat zaangażowany w promowanie udziału obywateli w życiu publicznym oraz przeciwdziałanie antysemityzmowi. Stypendysta Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka. Jako ekspert współpracował z Biurem Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE przy tworzeniu platformy umożliwiającej zgłaszanie przestępstw z nienawiści i mowy nienawiści. W latach 2016–2021 był członkiem Interdyscyplinarnego Zespołu ds. współpracy przy realizacji programu „Otwarty Kraków”, organu doradczego działającego przy Urzędzie Miasta Krakowa.