manipulacja

Rosja ośmiesza Zełenskiego. Tak działa „hahaganda”

Memy, satyra i obrazy generowane przez AI stały się nową bronią rosyjskiej propagandy. Głównym celem takich działań pozostaje prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. 

Rosja ośmiesza Zełenskiego. Tak działa „hahaganda”
Fot: PAP/IMAGO/dts Nachrichtenagentur

Badacze nazwali tę strategię „hahagandą” – połączeniem słów „ha ha” i „propaganda”. Termin ten pojawił się w analizach łotewskiej badaczki Solvity Denisy-Liepniece, która zwracała uwagę, że drwina może być skuteczniejsza niż klasyczna propaganda.
W przeciwieństwie do tradycyjnych kampanii dezinformacyjnych hahaganda nie zawsze próbuje przekonać odbiorcę do konkretnej tezy. Jej celem jest wywołanie emocji – śmiechu, pogardy lub cynizmu – które osłabiają zaufanie do osoby lub instytucji będącej celem ataku.

Zełenski jako główny cel drwin


Od początku pełnoskalowej inwazji Wołodymyr Zełenski stał się jednym z głównych celów rosyjskiej hahagandy. W sieci regularnie pojawiają się fałszywe okładki magazynów, przerobione zdjęcia i grafiki przedstawiające go w ośmieszający sposób.
W sieci regularnie pojawiały się spreparowane materiały przedstawiające ukraińskiego prezydenta w ośmieszający sposób. Wśród nich była m.in. fałszywa okładka magazynu „Time”, na której dodano mu diabelskie rogi, czy zmanipulowane zdjęcia mające sugerować jego nieporadność lub komiczny wygląd.
Takie materiały nie mają charakteru informacyjnego – ich celem jest utrwalenie wizerunku polityka jako osoby niepoważnej.
 

Źródło: Europejski Obserwatorium Mediów Cyfrowych
Źródło: Europejski Obserwatorium Mediów Cyfrowych

Fałszywe graffiti i „opinie Zachodu”

Jednym z powtarzających się schematów są grafiki i zdjęcia rzekomych murali w europejskich miastach. W sieci krążyły fotografie, które miały przedstawiać graffiti z Warszawy, Paryża czy Madrytu, przedstawiające Zełenskiego w obraźliwy sposób.

W rzeczywistości były to fałszywki, często publikowane przez anonimowe konta podszywające się pod artystów ulicznych lub lokalne inicjatywy.

Podobny mechanizm dotyczył spreparowanych okładek francuskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”. W mediach społecznościowych krążyły ich podróbki przedstawiające Ukrainę i Zełenskiego w karykaturalny sposób. Część z nich została oficjalnie zdementowana przez środowiska fact-checkingowe i samego wydawcę.

Celem takich treści jest stworzenie wrażenia, że krytyka Ukrainy pochodzi z Zachodu i ma oddolny charakter.

Źródło: Europejski Obserwatorium Mediów Cyfrowych
Źródło: Europejski Obserwatorium Mediów Cyfrowych

Deepfake i AI: nowa faza propagandy

Rozwój narzędzi sztucznej inteligencji znacząco zmienił sposób tworzenia materiałów dezinformacyjnych.

W sieci pojawiały się m.in. fałszywe nagrania przedstawiające Wołodymyra Zełenskiego w sytuacjach mających sugerować jego zależność od zagranicznych liderów lub brak kontroli nad sytuacją w kraju. W innych przypadkach wykorzystywano AI do tworzenia realistycznych wizerunków ukraińskich żołnierzy w upokarzających scenach.

Jednym z przykładów był deepfake przedstawiający otyłego ukraińskiego żołnierza rzekomo pełniącego funkcję w magazynie żywności, który miał być dowodem na niekompetencję armii.

W innym przypadku rozpowszechniano nagranie młodego mężczyzny płaczącego i twierdzącego, że nie chce walczyć na froncie. Film został przetłumaczony na wiele języków i szeroko udostępniany w mediach społecznościowych, co miało wzmacniać przekaz o rzekomym spadku morale w Ukrainie.

Hahaganda działa na emocjach, nie na faktach

Hahaganda nie musi być wiarygodna. Jej skuteczność polega na wywoływaniu emocji – śmiechu, pogardy czy cynizmu. Powtarzane regularnie ośmieszające treści mogą wpływać na sposób postrzegania polityków, nawet jeśli odbiorcy wiedzą, że część z nich jest fałszywa.

Element większych operacji wpływu

Hahaganda nie funkcjonuje w próżni. Jest częścią szerszych rosyjskich operacji informacyjnych, które obejmują różne platformy i języki.

W ostatnich latach organizacje zajmujące się analizą dezinformacji opisywały m.in. kampanie, w których fałszywe treści były masowo rozpowszechniane w mediach społecznościowych, a następnie kierowane do dziennikarzy i fact-checkerów w celu zwiększenia ich zasięgu i obciążenia systemu weryfikacji.

Śmiech jako narzędzie wojny informacyjnej

Rosyjska propaganda coraz częściej wykorzystuje humor, memy i satyrę zamiast klasycznych fałszerstw. Takie treści łatwo zdobywają zasięgi, a odbiorcy rzadziej traktują je jak element wojny informacyjnej. W efekcie granica między żartem a manipulacją zaciera się.

Źródła

  1. Europejski Obserwatorium Mediów Cyfrowych

  2. Sprawdzamto.pl

Nasi autorzy