Zestawienie dwóch zupełnie różnych wydarzeń nie jest przypadkowe. To typowa technika erystyczna posłów Konfederacji, przy okazji podsycająca niechęć do Ukraińców.
„Warszawa Rafała Trzaskowskiego, który od lat zwalcza polski Marsz Niepodległości, objęła oficjalnym patronatem… obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Mamy prezydenta stolicy, który nie dość, że nigdy nie wsparł Marszu Niepodległości polskich patriotów, to jeszcze próbował go blokować i atakował jego uczestników, a zarazem rządzone przez niego miasto wspiera obchody zagranicznego święta i przyznaje mu patronat. Wszystko wywrócone do góry nogami. W jakim my kraju żyjemy?” - napisała europosłanka.
Tak wyglądają fakty
24 sierpnia w Warszawie po raz kolejny odbędą się obchody Dnia Niepodległości Ukrainy – wydarzenie organizowane od lat przez fundację „Stand With Ukraine” i inicjatywę „Euromajdan-Warszawa”, tradycyjnie objęte patronatem prezydenta stolicy i ambasady Ukrainy. Warszawa oficjalnie wspiera i obejmuje patronatem obchody od 4 lat, czyli od wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku.
Marsz Niepodległości to wydarzenie organizowane 11 listopada przez stowarzyszenie, którego członkowie to głównie działacze i sympatycy polskiego ruchu narodowego i Konfederacji.
Na czym polega manipulacja Zajączkowskiej?
1. Fałszywe utożsamienie dwóch różnych rzeczy. „Marsz Niepodległości” to konkretne, coroczne wydarzenie 11 listopada, organizowane przez środowiska narodowe (ONR, Młodzież Wszechpolską i podobne), z osobną historią konfliktów: o trasę, bezpieczeństwo oraz pełne brutalnych incydentów w przeszłości. Na tzw. Marszu Niepodległości pojawiały się zarówno polskie, jak i zagraniczne środowiska skrajnie prawicowe, które media od lat opisują jako faszystowskie lub neofaszystowskie.
Środki masowego przekazu wielokrotnie opisywały obecność grup o charakterze neofaszystowskim, m.in. „Autonomicznych Nacjonalistów”, eksponujących symbole i hasła kojarzone z nazizmem oraz rasizmem. Źródła prasowe wskazują też na udział zagranicznych aktywistów skrajnej prawicy z kilku krajów europejskich, w tym z Wielkiej Brytanii, Włoch, Węgier, Szwecji, Estonii, Francji i Rumunii.
Informowały o tym i podawały konkretne przykłady ze zdjęciami m.in. stacja TVN24, portal Onet, dziennik „Gazeta Wyborcza” lub tygodnik „Polityka”.
Zajączkowska-Hernik pisze o marszu, jakby było to było wydarzenie narodowe organizowane prze państwo („polski patriotyzm”), a nie inicjatywa podmiotów o konkretnym zabarwieniu politycznym. Tymczasem stowarzyszeniem realizującym Marsz Niepodległości zarządzają działacze i sympatycy skrajnie prawicowych ruchów narodowych oraz Konfederacji.
2. Obchody Dnia Niepodległości Ukrainy to gest solidarności z krajem broniącym się przed rosyjską agresją. Uczestniczą w nim m.in. uchodźcy wojenni mieszkający w Polsce. Nie jest to wydarzenie polityczne z odrębną, wieloletnią historią sporów z władzami miasta o warunki organizacji.
3. Organizatorzy tzw. Marszu Niepodległości nie występowali o patronat Prezydenta m.st. Warszawy.
3. Twierdzenie, że prezydent „zwalcza” marsz i „nigdy go nie wsparł”, pomija, że wydarzenie odbywa się w stolicy co roku. Spory dotyczą zaś głównie warunków bezpieczeństwa i trasy, nie zakazu marszu jako takiego. Słowa takie jak „zwalcza”, „blokował”, „atakował” budują obraz wrogości tam, gdzie realnie mamy do czynienia ze sporami administracyjno-prawnymi.
4. Konstrukcja postu Zajączkowskiej ma prowadzić do wniosku, że władze przedkładają „obce święto” nad polski patriotyzm. To narracja, która nie musi wprost atakować Ukraińców, żeby siać do nich niechęć. Wystarczy zasugerować, że ich obecność i symbole są faworyzowane kosztem Polaków. Tego rodzaju manipulacja: „elity wspierają obcych, a zdradzają swoich” – pokrywa się z językiem, który od miesięcy pojawia się w kontekście prokremlowskich narracji mających poróżnić Polaków i Ukraińców.
5. Polityczka celowo pomija kontekst ciągłości. Patronat prezydenta Warszawy nad obchodami Dnia Niepodległości Ukrainy to praktyka trwająca od lat, także w okresie poprzednich, mniej napiętych relacji polsko-ukraińskich. Przedstawianie go jako świeżej, kontrowersyjnej decyzji ignoruje ten fakt. Suma tych zabiegów – a nie pojedyncze zdanie – tworzy manipulację: pozornie logiczne zestawienie dwóch faktów prowadzi odbiorcę do fałszywego wniosku o „zdradzie” i hierarchii wartości, jakiej władze miasta nigdy nie deklarowały.
Komentarz warszawskiego ratusza
„Patronatem honorowym Prezydenta m.st. Warszawy stolica obejmuje wiele wydarzeń, na jednakowych i jawnych zasadach dla wszystkich wnioskodawców. Nie to pociąga za sobą żadnych skutków finansowych dla miasta, a regulamin wymaga, by wydarzenie było wolne od treści dyskryminujących i nawołujących do nienawiści.
Warszawa od lat honoruje święta wspólnot i narodów, które są częścią życia tego miasta, i nigdy nie budziło to kontrowersji – od patronatu nad Dniem Solidarności z Białorusią (wspólnie ze Swiatłaną Cichanouską) i Festiwalem Kultury Żydowskiej Warszawa Singera, przez iluminacje Pałacu Kultury w barwach Francji, Białorusi czy na Międzynarodowy Dzień Romów, po patronat nad obchodami Dnia Niepodległości Indii.
W odniesieniu do zestawienia z Marszem Niepodległości podkreślamy, że organizatorzy marszu nie występowali o patronat Prezydenta m.st. Warszawy. Nie da się odmówić czegoś, o co nikt nie wnioskował. Gdyby taki wniosek wpłynął, zostałby rozpatrzony na dokładnie tych samych zasadach co każdy inny. Warto przy tym rozdzielić dwie rzeczy: Narodowe Święto Niepodległości 11 listopada Warszawa czci co roku własnymi, oficjalnymi obchodami, natomiast marsz jest wydarzeniem konkretnego stowarzyszenia.
Wreszcie kontekst, o którym nie możemy zapominać: w Warszawie mieszkają dziś tysiące Ukraińców. Pracują tu, płacą podatki, ich dzieci chodzą tu do szkół, a ich bliscy giną na froncie wojny, która toczy się także o nasze bezpieczeństwo. Uszanowanie ich święta to zwykła ludzka przyzwoitość – którą miasto, samo w swojej historii wykrwawione za wolność, rozumie szczególnie dobrze. Istnieje dokładnie jedno państwo, któremu skłócanie Polaków i Ukraińców opłaca się strategicznie – i warto o tym pamiętać, zanim poda się dalej treść zbudowaną po to, by nas na siebie napuścić” – odpisała nam Marzena Gawkowska z Urzędu m.st. Warszawy.
Przeczytajcie też: „Parlament Europejski zażądał śledztwa wobec FIFA”? To nieprawda