Prezes warszawskiego Ruchu Narodowego Robert Waś twierdzi, że rodzice są zagrożeni więzieniem za rozmowę o płci swojego dziecka. Na Facebooku wstawił taki post:
„Bronisz własnego dziecka przed kłamstwem❓ Pójdziesz siedzieć❗️🏳️🌈 5 lat więzienia za nazwanie syna chłopcem, a córki dziewczynką. Genderyzm w Brytanii pogrążył się w totalnym szaleństwie.
Projekt »Conversion Practices Bill« to jawny atak na rodzinę. Rodzicom grozi 5 lat więzienia i nieograniczona grzywna za powiedzenie dziecku PRAWDY biologicznej. Sądy będą mogły nawet wydawać »prewencyjne nakazy ochronne« na podstawie samego podejrzenia, że rodzic może sprzeciwić się genderowej ideologii.
To nie błąd, tylko zaplanowana tyrania państwa i lobby LGBT🏳️🌈❗️
Rodzice mają prawo mówić prawdę swoim dzieciom. Koniec z tym ideologicznym terrorem❗️”
Wpis został opatrzony grafiką, którą moglibyśmy nazwać – zgodnie z internetową nomenklaturą – AI slopem, czyli „dziełem” stworzonym przez sztuczną inteligencję, zwykle niskiej jakości. Widać na niej zapłakaną parę, najpewniej rodziców, stojącą za kratami. Ich twarze są poorane zmarszczkami, a po policzkach płyną łzy. Wyciągają ręce w stronę zapłakanych dzieci. Grafikę okalają łańcuchy, a w rogach wiszą tęczowe flagi.
Całość uzupełniają napisy:
„5 lat więzienia za nazwanie syna chłopcem a córki dziewczynką” oraz „Bronisz własnego dziecka przed kłamstwem? Pójdziesz siedzieć!”. Narrację zamyka hasło: „Nie ma zgody na ideologiczny terror”.
Terror?
Czy istnieje jakiś ideologiczny terror, na który można nie wyrazić zgody? Niespecjalnie. To prawda, na Wyspach opublikowano projekt ustawy „Conversion Practices Bill”. Nie miałby on dotyczyć całego Zjednoczonego Królestwa, a jedynie Anglii i Walii. Nie jest też jeszcze obowiązującym prawem; został opublikowany w ramach procesu legislacyjnego i może ulec zmianom.
Jednak nawet w tej formie dokument nie zakłada kar za rozmowy z dziećmi na temat tożsamości płciowej czy orientacji seksualnej. Przewiduje odpowiedzialność karną za działania polegające na próbach zmiany lub narzucenia komuś orientacji seksualnej bądź tożsamości płciowej.
Dotyczy to przede wszystkim sytuacji, w których takie działania wiążą się z przemocą, groźbą, przymusem, kontrolą, presją ekonomiczną lub psychiczną. W takim ujęciu mogą one zostać uznane za tzw. praktyki konwersyjne.
Jeśli rodzic chce porozmawiać – nawet w krytycznym tonie – z niebinarnym dzieckiem o jego tożsamości, nie wypełnia to znamion przestępstwa. Jeśli jednak dodaje do tego skórzany pas, odbieranie kieszonkowego, przesadną kontrolę, ciągłe obelgi i wyszydzanie, powodując tym „poważną szkodę dla zdrowia fizycznego lub psychicznego albo poważny lęk lub cierpienie, które mają istotny negatywny wpływ na codzienne funkcjonowanie”, to rzeczywiście takiemu rodzicowi mogłaby grozić kara do pięciu lat więzienia, grzywna bez kwoty maksymalnej albo obie kary.
Ochrona
Cytując za „Guardianem”:
„Projekt ustawy wprowadza również nowy cywilny nakaz ochrony przed praktyką konwersji, mający na celu prewencyjne wsparcie ofiar narażonych na przemoc – podobny do nakazów ochrony przed przymusowymi małżeństwami i okaleczaniem żeńskich narządów płciowych”.
Projekt przewiduje możliwość wydania przez sąd prewencyjnego nakazu jeszcze przed dokonaniem „krzywdzącej praktyki konwersyjnej”, a w pilnych sytuacjach także bez wcześniejszego wysłuchania osoby, której ma dotyczyć. Nie jest to sankcja za poglądy polityczne. Sąd musi stwierdzić, że istnieje ryzyko skrzywdzenia innej osoby. Jeśli uzna, że może dojść do przemocy ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową, może zastosować środki wobec potencjalnych sprawców, nawet jeśli do nadużycia jeszcze nie doszło. Taka osoba ma następnie prawo wystąpić o zmianę decyzji lub się odwołać.
Osoba objęta nakazem ochronnym nie trafiałaby od razu do więzienia, wbrew temu, co twierdzi Robert Waś. Nie oznacza to również automatycznej izolacji od dziecka. Rodzic musiałby przestrzegać konkretnych ograniczeń wskazanych przez sąd. Nie ma jednej listy takich ograniczeń – ich zakres zależy od decyzji sądu. Może on np. zakazać wywiezienia dziecka do ośrodka prowadzącego przemocowe praktyki konwersyjne. Dopiero naruszenie takiego zakazu mogłoby prowadzić do aresztowania i odpowiedzialności karnej, z maksymalną karą dwóch lat pozbawienia wolności.