Jesienią 2024 roku w Ontario odnotowano niezwykle rzadki przypadek zakażenia wścieklizną przeniesioną przez nietoperza. Ofiarą był 11-letni chłopiec, który zmarł. Skala wyjątkowości tego zdarzenia sprawiła, że w 2026 roku opisano je na łamach naukowego czasopisma „Canadian Medical Association Journal”.
I właśnie wtedy sytuacja przedostała się do polskich mediów, które zaczęły ją szeroko powielać, najczęściej koncentrując się na samym fakcie śmierci dziecka po kontakcie z nietoperzem.
To nie nowa historia
Wiele polskich portali informowało o sprawie tak, jakby chodziło o świeży przypadek lub dowód na narastające zagrożenie. Tymczasem publikacja naukowa była retrospektywnym opisem przebiegu choroby, diagnostyki i leczenia chłopca.
Na ten problem zwróciła uwagę Państwowa Rada Ochrony Przyrody (PROP). W opublikowanym stanowisku eksperci podkreślili, że pominięcie daty zdarzenia i przedstawienie go jako aktualnej informacji może wywoływać błędne przekonanie, że podobnych przypadków zaczyna przybywać. Tymczasem nic takiego nie wynika ani z kanadyjskiego raportu, ani z danych epidemiologicznych.
Najważniejsza różnica: Ameryka i Europa to nie to samo
Najbardziej istotnym pominięciem w części publikacji jest różnica między wirusami występującymi u nietoperzy w obu Amerykach i w Europie.
To nie oznacza jednak, że europejskie nietoperze nie mogą przenosić wirusów wywołujących chorobę przypominającą wściekliznę.
Czym są europejskie lyssawirusy?
Na naszym kontynencie występują przede wszystkim dwa wirusy z rodzaju Lyssavirus: European bat lyssavirus 1 (EBLV-1) i European bat lyssavirus 2 (EBLV-2). Są one blisko spokrewnione z klasycznym wirusem wścieklizny, ale różnią się zasięgiem występowania i zdolnością przenoszenia między gatunkami.
Jeśli do zakażenia człowieka dojdzie i rozwiną się objawy choroby, jej przebieg jest równie ciężki jak w przypadku klasycznej wścieklizny. Kluczowa jest jednak skala ryzyka.
Według danych przywoływanych przez PROP, w ciągu ostatnich około 50 lat w całej Europie odnotowano zaledwie sześć przypadków zakażenia ludzi wirusami „wścieklizny nietoperzowej”. Trzy z nich dotyczyły zawodowych badaczy nietoperzy, którzy przez lata mieli bezpośredni kontakt z tymi zwierzętami.
Dlatego specjaliści określają ryzyko zakażenia przypadkowej osoby jako skrajnie niskie.
Dlaczego przypadek z Kanady był wyjątkowy?
Kanada należy do krajów, w których klasyczny wirus wścieklizny występuje u części gatunków nietoperzy. Mimo to zachorowania ludzi należą tam do wyjątkowej rzadkości.
Jak przypomina PROP, śmierć 11-letniego chłopca była dopiero 28. przypadkiem zachorowania człowieka na wściekliznę w Kanadzie w ciągu ostatnich stu lat i trzecim w XXI wieku. To pokazuje, że nawet w kraju, gdzie taki wirus występuje naturalnie, zakażenia ludzi należą do incydentów.
Czy należy bać się nietoperzy?
Eksperci odpowiadają: nie.
Nietoperze są w Polsce objęte ścisłą ochroną gatunkową i odgrywają ważną rolę w ekosystemach, między innymi ograniczając liczebność owadów. Ich obecność w pobliżu ludzi nie oznacza zagrożenia.
Jeżeli dojdzie do pogryzienia lub kontaktu śliny zwierzęcia z uszkodzoną skórą bądź błonami śluzowymi, trzeba jak najszybciej zgłosić się do lekarza. To on zdecyduje, czy konieczne jest szczepienie poekspozycyjne. Szczepionka przeciw wściekliźnie pozostaje skuteczną metodą zapobiegania rozwojowi choroby.
Dlaczego sposób informowania ma znaczenie?
Zdaniem ekspertów problemem nie jest informowanie o rzadkich przypadkach zachorowań, lecz przedstawianie ich bez odpowiedniego kontekstu.
Jeżeli odbiorca dowiaduje się jedynie, że dziecko zmarło po kontakcie z nietoperzem, może odnieść wrażenie, że podobne ryzyko dotyczy również Polski. Tymczasem pomijane są trzy kluczowe fakty: zdarzenie miało miejsce dwa lata temu, wydarzyło się w Kanadzie i dotyczyło wirusa, którego u dzikich europejskich nietoperzy dotąd nie stwierdzono.
PROP zwraca również uwagę, że alarmistyczne materiały mogą mieć realne skutki. Po podobnych publikacjach część osób próbuje usuwać kolonie nietoperzy z budynków lub niszczyć ich schronienia. To nie tylko narusza przepisy dotyczące ochrony gatunkowej, ale może paradoksalnie zwiększać liczbę przypadkowych kontaktów ludzi z tymi zwierzętami.