manipulacja

Niszczą książki w imię AI? Oddzielamy fakty od spekulacji

Giganci rozwijający sztuczną inteligencję skupują ogromne ilości książek, skanują je, a następnie niszczą – alarmują użytkownicy platformy X. Ile w tym prawdy? Sprawdzamy.

Niszczą książki w imię AI? Oddzielamy fakty od spekulacji
fot: Getty Images

Post zawierający taką informację pojawił się 29 lipca na profilu o nazwie „Shruti” w serwisie X. Dotarł do ponad 10 mln odbiorców. Na dołączonym nagraniu widać, jak maszyny gilotynowe odcinają grzbiety książek. Po co? By łatwiej było je zeskanować, a następnie wykorzystać do „trenowania modeli AI” (LLM – Large Language Model). Według autora wpisu po zakończeniu procesu książki są niszczone.

„Dorobek ludzkości został zdigitalizowany, a potem zutylizowany. Każda zeskanowana książka znika z «fizycznego» świata na zawsze. Wiedza przetrwa jedynie jako dane treningowe wewnątrz systemu, którego nikt nie może wziąć do ręki, przeglądać ani odsprzedać. To, co przez stulecia mogło stać na półce, […] w następnym kwartale może zostać wycofane z użycia” – napisano.

Even Luthra, ekspert zajmujący się kryptowalutami, powołał się na sprawę firmy Anthropic, która w przeszłości wykorzystywała pirackie kopie książek do „trenowania modeli AI”. Sprawa trafiła do sądu po pozwie autorów, którzy zarzucili firmie bezprawne wykorzystanie około 7 mln wolumenów. Twórcy modelu Claude zgodzili się zapłacić 1,5 miliarda dolarów w ramach rekordowej ugody sądowej. Według Luthry znaleźli jednak lukę prawną, by dalej realizować swoje plany.

„Jeśli zeskanujesz książkę i ją zachowasz – to naruszenie prawa. Jeśli ją zeskanujesz, a potem zniszczysz – ma to mieścić się w ramach dozwolonego użytku («fair use»). Sędzia miał zaakceptować takie rozumowanie, co oznacza, że niszczarka była elementem strategii prawnej” – napisał Luthra, dodając, że jest to „plan zniszczenia każdej książki na świecie”.

Oba wpisy mieszają fakty z opiniami i spekulacjami.

Tajny projekt – to prawda

Dowody na takie praktyki znalazły się w odtajnionych aktach sądowych ze sprawy „Project Panama” – projektu firmy Anthropic, który – jak wynika z dokumentów – „nigdy nie miał wyjść na jaw”. Jego celem było legalne pozyskiwanie danych treningowych w postaci książek. Egzemplarze skanowano, archiwizowano w formie cyfrowej, a następnie niszczono lub przekazywano na makulaturę. Zdigitalizowane treści miały służyć do trenowania modeli językowych, takich jak Claude. Skupowano przede wszystkim literaturę faktu z zakresu ekonomii, językoznawstwa oraz opracowania naukowe. Jak ustalił „Welt”, w ten sposób pozyskano około 3 mln egzemplarzy – głównie w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii i USA.

– To książki z XX w., przede wszystkim z drugiej połowy (od lat 70. XX wieku aż do 2022 r. – red.), czyli takie, które mają numer ISBN. Tylko dzięki temu międzynarodowemu numerowi książki są możliwe do namierzenia. To wskazuje, że za tym stoi bot – maszyna sterowana przez AI, która zamawia każdą istniejącą książkę na świecie dokładnie jeden raz. Bot nie kupuje według tematyki, byłoby to zbyt niedokładne i powodowałoby wielokrotne zakupy, tylko według ISBN – tłumaczył w rozmowie z „Welt” Markus Brandis, przewodniczący Stowarzyszenia Niemieckich Antykwariuszy (VDA, cytat za Onetem).

Sprawa trafiła do sądu z powodu podejrzenia naruszenia praw autorskich twórców. Pozew złożyła grupa autorów, która nie dostała wynagrodzenia, a Anthropic nie uzyskał od nich zgody na kopiowanie i wykorzystanie ich dzieł. Firma broniła się, tłumacząc, że legalnie pozyskała książki, a ich digitalizacja mieści się w zawartej w amerykańskim prawie autorskim doktrynie „fair use” („dozwolonego użytku”). Sąd stanął po stronie firmy – dopuścił wykorzystanie literatury do trenowania modeli AI. Jednocześnie wskazał, że publikowanie tych dzieł będzie uznane za piractwo i pozostawił część roszczeń autorów do dalszego rozpoznania.

Warto podkreślić, że postępowanie nie dotyczyło fizycznego niszczenia książek, lecz wyłącznie kwestii praw autorskich. Coś, co w Stanach Zjednoczonych jest dopuszczalne za sprawą „fair use”, w Unii Europejskiej podlega bardziej restrykcyjnym przepisom. Wprowadzona w 2019 r. zasada „Text and Data Mining” (TDM) pozwala analizować duże zbiory danych za pomocą algorytmów bez zgody autora w dwóch przypadkach – mogą z niej korzystać instytuty badawcze, a także firmy, jeśli autor nie zastrzegł, że nie wyraża zgody na zastosowanie w przypadku jego dzieła TDM. Przepisy w krajach UE nie są jednolite w tym zakresie i nadal budzą dyskusje.

I tu następuje rozjazd między faktami a interpretacją działań firm zajmujących się rozwijaniem sztucznej inteligencji. Podobne praktyki jak Anthropic, polegające na wykorzystywaniu książek do „trenowania modeli AI”, stosują też Meta i OpenAI.

Zagłady „dorobku ludzkości” nie będzie?

Proceder istnieje, ale czy oznacza „zagładę” i „koniec literatury”? Niekoniecznie. Dorobek ludzkości w formie pisanej najprawdopodobniej przetrwa, bo firmy skupujące literaturę do rozwijania modeli AI nie wykupują całych nakładów, a pojedyncze egzemplarze.

– W przypadku książek skanowanych w ten sposób chodzi o masowe nakłady, które i tak praktycznie nie mają wartości na rynku antykwarycznym, bo są bardzo tanie. Jeśli z nakładu 10 tys. egzemplarzy książki trafiają do nowoczesnego antykwariatu, a na takich platformach jak Antiquariat.de, AbeBooks, ZVAB czy innych stale oferowanych jest po 20–30 sztuk, to cena pojedynczego egzemplarza spada do kilku euro. W takim wypadku, jeśli jedna książka trafi pod nóż, nie jest to aż tak dramatyczne – zauważył Brandis.

Jeden z księgarzy w rozmowie z portalem 404media.com zdradził jednak, że firmy czasami skupują też rzadkie egzemplarze.

– Osobiście mam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Z jednej strony przynosi mi to korzyści finansowe i pozwala „oczyścić” zapasy, które prawdopodobnie nigdy by się nie sprzedały. Z drugiej nie podoba mi się, że rzadkie książki są niszczone – powiedział.

To rzeczywiście może rodzić problemy z dostępnością niektórych tytułów, które po digitalizacji mogą – choć nie muszą – trafić wyłącznie do „drugiego, cyfrowego obiegu”.

Co na to polska ekspertka?

Z tymi opiniami częściowo zgadza się Sylwia Czubkowska, dziennikarka, autorka książek i specjalistka od nowych technologii. Nie oddziela jednak kwestii naginania prawa autorskiego od fizycznego niszczenia książek – w jej ocenie oba zjawiska są ze sobą nierozerwalnie związane.

– Wiadomo, że nie będzie to „zagłada całego literackiego dorobku”. Jeżeli takie opinie się pojawiają, nie są one merytoryczne, tylko są podyktowane emocjami – mówi ekspertka w rozmowie ze Sprawdzamto.pl.

– Natomiast to, co wyrabia Anthropic od lat, czyli kupowanie starych, często antykwarycznych książek, w celu obcinania grzbietów przy wykorzystaniu wyspecjalizowanej maszyny, aby przyspieszyć proces skanowania, jest karygodne. Po pierwsze – w całym tym procesie całkowicie ignoruje się prawa autorskie. W Stanach Zjednoczonych przepisy dotyczące digitalizacji legalnie zakupionych książek są bardziej liberalne niż w Europie, jednak nie oznacza to nabycia licencji na wykorzystanie ich treści. Mamy tu zatem do czynienia z obchodzeniem praw autorskich. Po drugie –  fizyczne niszczenie książek budzi w ludziach uzasadnione opory. I bardzo dobrze, że tak się dzieje – dodaje ekspertka.

Specjalistka podkreśla, że nawet jeśli nie wszystkie egzemplarze zostaną zniszczone, to książka stanowi pewną wartość przedmiotową i nie powinno się jej traktować w taki sposób. Zaznacza przy tym, że Anthropic i wszystkie wielkie korporacje robią to, na co przyzwala im prawo.

Twierdzenia o „zagładzie literatury” w kontekście niszczenia pojedynczych, nawet rzadkich egzemplarzy, oceniamy jako manipulację. Nie ma na to dowodów. Są za to obawy – na razie trudne do zweryfikowania – że tempo rozwoju AI może w przyszłości doprowadzić nie do likwidacji dorobku, ale przeniesienia go w zupełnie inne miejsce – do sieci.

Źródła

  1. Sprawdzamto.pl

  2. futurism.com

  3. verfassungsblog.de

  4. digital-strategy.ec.europa.eu

  5. X

  6. Onet

  7. Welt

Nasi autorzy