Post zawierający taką informację pojawił się 29 lipca na profilu o nazwie „Shruti” w serwisie X. Dotarł do ponad 10 mln odbiorców. Na dołączonym nagraniu widać, jak maszyny gilotynowe odcinają grzbiety książek. Po co? By łatwiej było je zeskanować, a następnie wykorzystać do „trenowania modeli AI” (LLM – Large Language Model). Według autora wpisu po zakończeniu procesu książki są niszczone.
„Dorobek ludzkości został zdigitalizowany, a potem zutylizowany. Każda zeskanowana książka znika z «fizycznego» świata na zawsze. Wiedza przetrwa jedynie jako dane treningowe wewnątrz systemu, którego nikt nie może wziąć do ręki, przeglądać ani odsprzedać. To, co przez stulecia mogło stać na półce, […] w następnym kwartale może zostać wycofane z użycia” – napisano.
WTF
— Shruti (@heyshrutimishra) July 29, 2026
AI companies are purchasing large quantities of used and rare books. Scanning their contents to train models. Then turning the originals to pulp.
The sum of human thought, digitized and shredded.
Every book that gets scanned disappears from the physical world permanently.… pic.twitter.com/zCDV0tFaci
Even Luthra, ekspert zajmujący się kryptowalutami, powołał się na sprawę firmy Anthropic, która w przeszłości wykorzystywała pirackie kopie książek do „trenowania modeli AI”. Sprawa trafiła do sądu po pozwie autorów, którzy zarzucili firmie bezprawne wykorzystanie około 7 mln wolumenów. Twórcy modelu Claude zgodzili się zapłacić 1,5 miliarda dolarów w ramach rekordowej ugody sądowej. Według Luthry znaleźli jednak lukę prawną, by dalej realizować swoje plany.
„Jeśli zeskanujesz książkę i ją zachowasz – to naruszenie prawa. Jeśli ją zeskanujesz, a potem zniszczysz – ma to mieścić się w ramach dozwolonego użytku («fair use»). Sędzia miał zaakceptować takie rozumowanie, co oznacza, że niszczarka była elementem strategii prawnej” – napisał Luthra, dodając, że jest to „plan zniszczenia każdej książki na świecie”.
THIS IS F*CKING DISTURBING!!!🤯
— Evan Luthra (@EvanLuthra) July 29, 2026
A leaked Anthropic document just came out in court. Their own words:
"Project Panama is our effort to destructively scan all the books in the world."
Next line: "We don't want it to be known that we are working on this."
They planned to shred… pic.twitter.com/qKjDPxevX0
Oba wpisy mieszają fakty z opiniami i spekulacjami.
Tajny projekt – to prawda
Dowody na takie praktyki znalazły się w odtajnionych aktach sądowych ze sprawy „Project Panama” – projektu firmy Anthropic, który – jak wynika z dokumentów – „nigdy nie miał wyjść na jaw”. Jego celem było legalne pozyskiwanie danych treningowych w postaci książek. Egzemplarze skanowano, archiwizowano w formie cyfrowej, a następnie niszczono lub przekazywano na makulaturę. Zdigitalizowane treści miały służyć do trenowania modeli językowych, takich jak Claude. Skupowano przede wszystkim literaturę faktu z zakresu ekonomii, językoznawstwa oraz opracowania naukowe. Jak ustalił „Welt”, w ten sposób pozyskano około 3 mln egzemplarzy – głównie w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Holandii i USA.
– To książki z XX w., przede wszystkim z drugiej połowy (od lat 70. XX wieku aż do 2022 r. – red.), czyli takie, które mają numer ISBN. Tylko dzięki temu międzynarodowemu numerowi książki są możliwe do namierzenia. To wskazuje, że za tym stoi bot – maszyna sterowana przez AI, która zamawia każdą istniejącą książkę na świecie dokładnie jeden raz. Bot nie kupuje według tematyki, byłoby to zbyt niedokładne i powodowałoby wielokrotne zakupy, tylko według ISBN – tłumaczył w rozmowie z „Welt” Markus Brandis, przewodniczący Stowarzyszenia Niemieckich Antykwariuszy (VDA, cytat za Onetem).
Sprawa trafiła do sądu z powodu podejrzenia naruszenia praw autorskich twórców. Pozew złożyła grupa autorów, która nie dostała wynagrodzenia, a Anthropic nie uzyskał od nich zgody na kopiowanie i wykorzystanie ich dzieł. Firma broniła się, tłumacząc, że legalnie pozyskała książki, a ich digitalizacja mieści się w zawartej w amerykańskim prawie autorskim doktrynie „fair use” („dozwolonego użytku”). Sąd stanął po stronie firmy – dopuścił wykorzystanie literatury do trenowania modeli AI. Jednocześnie wskazał, że publikowanie tych dzieł będzie uznane za piractwo i pozostawił część roszczeń autorów do dalszego rozpoznania.
Warto podkreślić, że postępowanie nie dotyczyło fizycznego niszczenia książek, lecz wyłącznie kwestii praw autorskich. Coś, co w Stanach Zjednoczonych jest dopuszczalne za sprawą „fair use”, w Unii Europejskiej podlega bardziej restrykcyjnym przepisom. Wprowadzona w 2019 r. zasada „Text and Data Mining” (TDM) pozwala analizować duże zbiory danych za pomocą algorytmów bez zgody autora w dwóch przypadkach – mogą z niej korzystać instytuty badawcze, a także firmy, jeśli autor nie zastrzegł, że nie wyraża zgody na zastosowanie w przypadku jego dzieła TDM. Przepisy w krajach UE nie są jednolite w tym zakresie i nadal budzą dyskusje.
I tu następuje rozjazd między faktami a interpretacją działań firm zajmujących się rozwijaniem sztucznej inteligencji. Podobne praktyki jak Anthropic, polegające na wykorzystywaniu książek do „trenowania modeli AI”, stosują też Meta i OpenAI.
Zagłady „dorobku ludzkości” nie będzie?
Proceder istnieje, ale czy oznacza „zagładę” i „koniec literatury”? Niekoniecznie. Dorobek ludzkości w formie pisanej najprawdopodobniej przetrwa, bo firmy skupujące literaturę do rozwijania modeli AI nie wykupują całych nakładów, a pojedyncze egzemplarze.
– W przypadku książek skanowanych w ten sposób chodzi o masowe nakłady, które i tak praktycznie nie mają wartości na rynku antykwarycznym, bo są bardzo tanie. Jeśli z nakładu 10 tys. egzemplarzy książki trafiają do nowoczesnego antykwariatu, a na takich platformach jak Antiquariat.de, AbeBooks, ZVAB czy innych stale oferowanych jest po 20–30 sztuk, to cena pojedynczego egzemplarza spada do kilku euro. W takim wypadku, jeśli jedna książka trafi pod nóż, nie jest to aż tak dramatyczne – zauważył Brandis.
Jeden z księgarzy w rozmowie z portalem 404media.com zdradził jednak, że firmy czasami skupują też rzadkie egzemplarze.
– Osobiście mam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Z jednej strony przynosi mi to korzyści finansowe i pozwala „oczyścić” zapasy, które prawdopodobnie nigdy by się nie sprzedały. Z drugiej nie podoba mi się, że rzadkie książki są niszczone – powiedział.
To rzeczywiście może rodzić problemy z dostępnością niektórych tytułów, które po digitalizacji mogą – choć nie muszą – trafić wyłącznie do „drugiego, cyfrowego obiegu”.
Co na to polska ekspertka?
Z tymi opiniami częściowo zgadza się Sylwia Czubkowska, dziennikarka, autorka książek i specjalistka od nowych technologii. Nie oddziela jednak kwestii naginania prawa autorskiego od fizycznego niszczenia książek – w jej ocenie oba zjawiska są ze sobą nierozerwalnie związane.
– Wiadomo, że nie będzie to „zagłada całego literackiego dorobku”. Jeżeli takie opinie się pojawiają, nie są one merytoryczne, tylko są podyktowane emocjami – mówi ekspertka w rozmowie ze Sprawdzamto.pl.
– Natomiast to, co wyrabia Anthropic od lat, czyli kupowanie starych, często antykwarycznych książek, w celu obcinania grzbietów przy wykorzystaniu wyspecjalizowanej maszyny, aby przyspieszyć proces skanowania, jest karygodne. Po pierwsze – w całym tym procesie całkowicie ignoruje się prawa autorskie. W Stanach Zjednoczonych przepisy dotyczące digitalizacji legalnie zakupionych książek są bardziej liberalne niż w Europie, jednak nie oznacza to nabycia licencji na wykorzystanie ich treści. Mamy tu zatem do czynienia z obchodzeniem praw autorskich. Po drugie – fizyczne niszczenie książek budzi w ludziach uzasadnione opory. I bardzo dobrze, że tak się dzieje – dodaje ekspertka.
Specjalistka podkreśla, że nawet jeśli nie wszystkie egzemplarze zostaną zniszczone, to książka stanowi pewną wartość przedmiotową i nie powinno się jej traktować w taki sposób. Zaznacza przy tym, że Anthropic i wszystkie wielkie korporacje robią to, na co przyzwala im prawo.
Twierdzenia o „zagładzie literatury” w kontekście niszczenia pojedynczych, nawet rzadkich egzemplarzy, oceniamy jako manipulację. Nie ma na to dowodów. Są za to obawy – na razie trudne do zweryfikowania – że tempo rozwoju AI może w przyszłości doprowadzić nie do likwidacji dorobku, ale przeniesienia go w zupełnie inne miejsce – do sieci.