prawda

4,6 do setki i tryb „drift”. Tak reklamowano auto, którym zabito małżeństwo

W sobotę w Krakowie 26-letni kierowca samochodu, który miał stracić panowanie nad pojazdem, wjechał w spacerującą chodnikiem rodzinę z dzieckiem. Młode małżeństwo zmarło w wyniku poniesionych obrażeń, a ich ośmiomiesięczny syn walczy o życie w szpitalu. Sprawca wypadku chwalił się wcześniej zakupem nowego auta.

4,6 do setki i tryb „drift”. Tak reklamowano auto, którym zabito małżeństwo
fot. Unsplash, Sprawdzam To

„Dziś odebrałem swojego VW Golfa 8.5 R, który spełnia wszystkie moje oczekiwania, a do tego będzie idealnym współpracownikiem w moich planach” – pisał miesiąc przed wypadkiem sprawca tragedii w Krakowie. Z ustaleń prokuratury wynika, że kierowca jechał ok. 70 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. Według krakowskich prokuratorów mężczyzna nie przyznaje się do winy. Zrzuca ją na „nierówną nawierzchnię drogi” i twierdzi, że nie poruszał się z nadmierną prędkością.

Co innego wynika jednak ze wstępnej opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Na podstawie ujawnionych śladów na miejscu zdarzenia ustalił on, że pojazd poruszał się z prędkością około 70 km/h – podała prokuratura. W poniedziałek 26-letni Hubert B. usłyszał zarzut umyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego.

Auto do szaleństw – tak można pomyśleć, gdy ogląda się reklamy i spoty pojazdu, którym zabito młode małżeństwo.

BRD24: Co pokazują oficjalne spoty?

Poświęcony bezpieczeństwu ruchu drogowego portal Brd24.pl sprawdził, jak producent reklamował ten model. Okazuje się, że „w oficjalnych spotach auto jeździ w sposób, który trudno nazwać bezpiecznym” – czytamy.

Dlaczego dziennikarze BRD sprawdzili reklamy? We wszystkich trzech zaprezentowanych w artykule spotach aktorzy prowadzą auto w sposób daleko odbiegający od spokojnej, miejskiej jazdy. Pojazd wykonuje dynamiczne manewry, poślizgi i gwałtowne przyspieszenia, a akcja rozgrywa się w przestrzeni, która nie jest zamkniętym torem wyścigowym. Przypomina zwykłe ulice, place czy parkingi, na których taka jazda jest niedozwolona.

Taką reklamę możecie zobaczyć np. tutaj lub tutaj.

Redakcja określiła je jako „puszczanie oka” do klientów zainteresowanych brawurową jazdą.

„Przy odpowiednim pakiecie kierowca może w Golfie R włączyć tryb «drift», który pomaga jeździć w uślizgu. Volkswagen zabezpieczył się prawnie – przed włączeniem trybu na ekranie auta pojawia się ostrzeżenie, że można z niego korzystać wyłącznie na zamkniętych torach wyścigowych. Jednak auto – mimo GPS i wielu innych nowoczesnych systemów – nie weryfikuje, czy samochód rzeczywiście nie znajduje się na publicznej drodze” – podkreślają autorzy.

To nie jest odosobniony przypadek

Podobne kontrowersje wywołują wcześniejsze reklamy innych aut. W jednej z nich kierowca ściga się z innym autem na drodze publicznej. Eksperci ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego jednoznacznie ocenili, że spot w prowokacyjny sposób odwołuje się do niedojrzałych zachowań kierowców i wzmacnia „kult szybkości”, choć wyraźnie zaznaczają, że sama reklama nie prowadzi do konkretnego wypadku. Nie ma na to dowodów, bowiem na zachowanie kierowców wpływa zwykle wiele nakładających się na siebie czynników. Dziennikarze portalu brd24.pl, komentując tragedię w Krakowie, zwrócili jednak uwagę na dwie strony problemu: młodych, niedojrzałych emocjonalnie kierowców, których do jazdy miejskiej przyciągają auta o osiągach sportowych, oraz producentów i sprzedawców, którzy takie samochody oferują cywilom właściwie bez ograniczeń.

Komisja Etyki Reklamy (KER) działająca przy Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy regularnie upomina firmy za promowanie niebezpiecznych zachowań, jednak nie ma uprawnień do nakładania kar finansowych. Jako organ branżowej samoregulacji KER ocenia reklamy pod kątem zgodności z Kodeksem Etyki Reklamy, który wprost zakazuje pokazywania zachowań zagrażających zdrowiu lub życiu. KER może nakazać wycofanie reklamy ze wszystkich mediów, w których jest emitowana – w tym z telewizji, radia, prasy, internetu (np. YouTube, TikTok, Facebook) czy billboardów. I robi to regularnie.

Statystyki policyjne nie pozostawiają wątpliwości: nadmierna prędkość to jedna z głównych przyczyn wypadków śmiertelnych w Polsce. W 2024 r. z tego powodu zginęło 638 osób. Codziennie na polskich drogach umiera ich średnio pięć. Co trzecia ofiara wypadku ginie właśnie w wyniku niedostosowania prędkości. W samym 2025 r. policja ujawniła ponad 2,5 mln przypadków przekroczenia prędkości, o 3,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

W miastach szczególnie zagrożeni są piesi – stanowią 34 proc. ofiar śmiertelnych wypadków w obszarze zabudowanym, co plasuje Polskę na niechlubnym pierwszym miejscu w UE pod tym względem.

Wnioski

Tak. Firma Volkswagen w oficjalnych, publicznie dostępnych spotach reklamowała Golfa R, pokazując dynamiczną, wręcz brawurową jazdę (poślizgi, gwałtowne manewry) w przestrzeni przypominającej ulice i parkingi, a nie wyłącznie tor wyścigowy.

Auto sprawcy tragedii to nie był „zwykły” samochód miejski, a sportowy hot hatch (usportowiona wersja zwykłego, kompaktowego lub miejskiego samochodu). Ma 333 konie mechaniczne, przyspiesza do „setki” w 4,6 sekundy i osiąga prędkość maksymalną do 250–270 km/h. Oferuje też tryb „drift” przeznaczony – zgodnie z ostrzeżeniem producenta – wyłącznie na zamknięty tor (system tego nie weryfikuje).

Nadmierna prędkość to jeden z głównych zabójców na polskich drogach. Co trzecia ofiara wypadku ginie właśnie z tego powodu. Piesi w polskich miastach stanowią największy odsetek ofiar śmiertelnych spośród krajów UE.

Przeczytaj też: Węgierscy lekarze popełnili błędy? Smoliński tłumaczy się ze swoich słów

Źródła

  1. BRD.pl

  2. NBI

  3. Newseria Biznes

  4. Obywatelski Kraków, Prędkość (analiza wypadków z udziałem pieszych)

  5. Gazeta Prawna

Nasi autorzy