Kiedy sprawcą przestępstwa jest Polak, jego dane są od razu podawane do publicznej wiadomości, natomiast kiedy czyn zabroniony popełnia cudzoziemiec, jego narodowość jest ukrywana – to główny zarzut, jaki prawicowe środowisko stawia służbom podległym obecnie politykowi Koalicji Obywatelskiej, Marcinowi Kierwińskiemu. Nie znajduje on pokrycia w rzeczywistości – dane obcokrajowców są publikowane wtedy, gdy ma to znaczenie dla sprawy.
Obecnie część profili i polityków, m.in. Dariusz Matecki czy Janusz Kowalski prowadzi zakrojoną na szeroką skalę kampanię nienawiści w stosunku do Ukraińców. Nasiliła się ona w ostatnich dniach po ataku słownym 54-letniego Polaka na 11-letnie dziewczynki, obywatelki kraju zza naszej wschodniej granicy. Ten pierwszy domagał się w złożonym na piśmie wniosku opublikowania pełnego nagrania z zapisu kamery monitoringu z autobusu w Bielsku-Białej. Przedsiębiorca odmówił.
Stare nagranie, nowy kontekst
W takiej atmosferze w mediach społecznościowych zaczynają krążyć inne filmiki z policją i Ukraińcami w roli głównej.
„Ośmiu policjantów vs Ukrainiec” – napisano na profilu „NieDlaLewactwa”, który jeszcze kilka dni temu był zbanowany przez administratora X’a za antyimigranckie komentarze. Do posta dołączono nagranie, na którym widać ośmiu funkcjonariuszy próbujących obezwładnić jednego mężczyznę.
W komentarzach pod postem, który dotarł do kilkunastu tysięcy osób, rozpoczęto festiwal wyzwisk i naśmiewania się z policjantów. „A co trening na babci która sprzedaje szczypiorek miał przynieść jakiś efekt…” (pisownia oryginalna – red.) – czytamy w jednym z nich.
Wideo jest prawdziwe, ale nie nowe, o czym poinformowała rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka.
Manipulacja!
— Karolina Gałecka (@K_Galecka) July 16, 2026
To nagranie nie przedstawia żadnego bieżącego wydarzenia. Pochodzi z 2021 roku, czyli sprzed około 5 lat, a mimo to jest ponownie rozpowszechniane, jakby było aktualne.
Według dostępnych informacji mężczyzna próbował potrącić 7-letnie dziecko idące chodnikiem. Gdy… pic.twitter.com/eTXWtHnh7s
Jak było naprawdę?
Sprawa z czerwca 2021 roku była szeroko opisywana w mediach. W Warszawie 36-letni Ukrainiec, kierujący samochodem, próbował potrącić ojca z 7-letnim dzieckiem idących chodnikiem. Na miejsce wezwano policjantów. Mężczyzna odpowiedział agresją – najpierw słowną, później fizyczną, rozpylając w kierunku funkcjonariuszy środek z gaśnicy. Policjanci próbowali go zatrzymać, obezwładnić m.in. poprzez dociskanie do ziemi, zastosowanie gazu, aż wreszcie paralizatora.
– Mieliśmy do czynienia z osobą, która zachowywała się bardzo agresywnie. Policjanci podejrzewali, że kierowca był pod wpływem środków odurzających. Świadczy o tym to, że użycie siły fizycznej czy paralizatora przyniosło bardzo mało skutku – tłumaczył wówczas rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak (cytat za polsatnews.pl).
Co więcej, w szpitalu mężczyzna wciąż zachowywał się karygodnie – nie pozwalał się zbadać, porozrywał pasy zabezpieczające. Na głowę założono mu kask, by nie rozbił sobie głowy.
Z dostępnych publicznie danych wynika, że mężczyznę aresztowano na trzy miesiące i postawiono kilka zarzutów, m.in. miał odpowiadać za czynną napaść na funkcjonariuszy oraz próbę potrącenia dwóch pieszych. Nie opublikowano informacji o ewentualnym wyroku. Zwróciliśmy się do prokuratury z prośbą o udostępnienie takich danych.
Zdarzenie nie ma związku z ostatnimi wydarzeniami. Wszystko odbyło się w czerwcu 2021 roku, czyli na niespełna 12 miesięcy przed masową migracją ludności ukraińskiej po napaści zbrodniczego reżimu Władimira Putina. Publikowanie tego nagrania teraz bez podawania kontekstu jest więc manipulacją.