Telegram zamiast tajnych spotkań
Media społecznościowe przestały być wyłącznie miejscem prowadzenia kampanii dezinformacyjnych. Coraz częściej służą również do wyszukiwania osób gotowych wykonać konkretne zadania w świecie rzeczywistym.
Rekrutacja odbywa się głównie przez Telegram. Ogłoszenia przypominają zwykłe oferty pracy lub propozycje szybkiego zarobku. Kandydaci początkowo otrzymują proste polecenia, takie jak sfotografowanie wskazanego obiektu czy obserwacja okolicy. Dopiero później pojawiają się zadania związane z podpaleniami lub innymi aktami sabotażu. Media społecznościowe stały się biurem rekrutacji sabotażystów.
Jednorazowi wykonawcy zamiast agentów
Model ten pozwala organizatorom prowadzić operacje taniej i z mniejszym ryzykiem. Rekrutowane osoby nie są funkcjonariuszami wywiadu i często nie wiedzą, kto faktycznie wydaje polecenia. Kontakt odbywa się wyłącznie przez komunikatory, a wynagrodzenie bywa przekazywane w kryptowalutach. Po wykonaniu zadania kontakt z wykonawcą jest zrywany. Dzięki temu zatrzymane osoby zazwyczaj nie są w stanie wskazać organizatorów całej operacji.
Analitycy zwracają uwagę, że „Rosja coraz częściej polega na osobach zwerbowanych przez internet zamiast na tradycyjnych oficerach wywiadu”.
Europa obserwuje ten sam schemat
Podobne mechanizmy opisywały również śledztwa Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (OCCRP) oraz brytyjskiego „Financial Times”. Według tych ustaleń komunikatory internetowe wykorzystywane są do pozyskiwania osób gotowych wykonywać zadania związane z obserwacją infrastruktury krytycznej, podpaleniami czy innymi działaniami sabotażowymi.
Od 2024 roku europejskie służby ujawniają kolejne przypadki sabotażu, których wykonawcami były osoby zwerbowane przez internet. Ten sam mechanizm opisywały śledztwa OCCRP i „Financial Times”. Według ekspertów pokazuje to zmianę rosyjskiej strategii – media społecznościowe nie służą już wyłącznie do szerzenia propagandy, ale także do pozyskiwania wykonawców realnych działań sabotażowych.
Podpalenia w Polsce i na Litwie pokazały, że to nie teoria
O tym, że internetowa rekrutacja może prowadzić do realnych aktów sabotażu, świadczą przeprowadzone w Europie śledztwa. Jednym z najgłośniejszych przykładów było podpalenie sklepu IKEA w Wilnie w maju 2024 r. Litewscy śledczy uznali, że za atakiem stały osoby działające na zlecenie rosyjskich służb. Według prokuratury wykonawcy zostali zwerbowani do przeprowadzenia akcji sabotażowej, a ich zadaniem było wywołanie pożaru i udokumentowanie efektów.
Śledztwo wykazało również powiązania z próbą podpalenia centrum handlowego w Warszawie. Litewska prokuratura informowała, że obie sprawy były elementem tej samej operacji prowadzonej przez rosyjskie służby specjalne. Celem nie było wyłącznie zniszczenie mienia, ale także wywołanie poczucia zagrożenia i pokazanie, że podobne działania mogą zostać przeprowadzone w różnych państwach jednocześnie.
To właśnie dlatego eksperci coraz częściej zwracają uwagę, że media społecznościowe stały się czymś więcej niż narzędziem dezinformacji. Służą również do wyszukiwania osób gotowych wykonywać zadania sabotażowe, często bez pełnej świadomości, kto stoi za całą operacją.