Jak donosi Mediazona, sądy w Astrachaniu, Kurganie i Lipiecku – miastach oddalonych od siebie o tysiące kilometrów – wydały w ostatnich tygodniach niemal identyczne wyroki. Wszystkie na podstawie tego samego przepisu o „dyskredytacji” armii. Wszystkie na dokładnie tę samą kwotę. Jakby w Rosji ktoś odgórnie ustalił cennik za narzekanie.
Pierwsza sprawa jest tak absurdalna, że byłaby zabawna, gdyby nie konsekwencje. Mężczyzna zatrzymany za chuligaństwo trafił na rutynowe badanie na trzeźwość do przychodni. W korytarzu powiedział coś o wojsku. Sąd nie zadał sobie trudu, żeby zapisać, co dokładnie – wystarczyło, że powiedział to w obecności policjantów. Efekt: 30 tys. rubli, do kompletu z dziesięcioma dniami aresztu za wcześniejsze przewinienie.
Druga sprawa to pokaz szybkiego reagowania rosyjskich organów ścigania. Mężczyzna z Kurganu napisał na czacie komentarz o pogrzebie najemnika Grupy Wagnera. Zrobił to w marcu 2023 r. Policja zauważyła wiadomość trzy lata później, w kwietniu 2026 r. Zdziwiony autor tłumaczył się potem zmęczeniem po nocnej zmianie w fabryce i „nieadekwatnym stanem”. Rosyjski sąd uznał to za okoliczność łagodzącą i wymierzył mu minimalną karę – te same 30 tys.
Trzecia sprawa dotyczy dwudniowej awarii internetu komórkowego w Lipiecku. Ktoś napisał pod postem o przerwie w łączności, że to wojsko włącza i wyłącza sieć „nad głowami zwykłych ludzi”, i zaproponował pozwanie za to „diabłów z lotniska”. Policja namierzyła autora po numerze telefonu, zamówiła ekspertyzę lingwistyczną, która orzekła, że słowo „diabły” to ocena negatywna. Wyrok? Zgadnijcie. 30 tys. rubli.
Wygląda na to, że w Rosji nie chodzi już o to, co się powie, tylko czy w ogóle się coś powie. A cennik jest urzędowy i – jak widać – obowiązuje od Morza Kaspijskiego po Ural.
Wszystkie trzy wyroki opierają się na rosyjskim przepisie administracyjnym o „dyskredytacji” sił zbrojnych (wprowadzonym w prawie po 2022 r.).
Materiał źródłowy (Mediazona) opiera się na oficjalnych, publicznie dostępnych orzeczeniach sądowych – wyroki są zweryfikowane w rosyjskich systemach sądowych.
Przeczytajcie też: Putin szuka „armatniego mięsa”. Nie tylko w Rosji