Podczas spotkania z marynarzami rosyjskiej floty w Petersburgu Władimir Putin stwierdził, że Ukraina „prędzej czy później” utraci zachodnie ziemie, które – jak mówił – historycznie należały do Polski, Węgier i Rumunii. Rosyjski przywódca przekonywał również, że jedynym gwarantem integralności terytorialnej Ukrainy była Federacja Rosyjska.
Narracja o rzekomych polskich planach przejęcia części Ukrainy nie opiera się na faktach. Jest jednym z najdłużej wykorzystywanych przekazów rosyjskiej propagandy, obecnym w wypowiedziach rosyjskich władz i kontrolowanych przez Kreml mediach od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Polska odpowiada: to dezinformacja
Reakcja polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych była natychmiastowa.
Resort „jednoznacznie odrzuca kolejne, fałszywe i całkowicie bezpodstawne spekulacje” Władimira Putina dotyczące rzekomych planów podziału Ukrainy z udziałem Polski. Oświadczenie MSZ jest jednoznaczne.
Resort zaznaczył również, że sugestie o planowanej aneksji zachodniej Ukrainy są „prymitywną próbą dezinformacji” oraz stałym elementem rosyjskiej wojny informacyjnej.
Podobny przekaz opublikował również rzecznik MSZ w serwisie X. Napisał, że wypowiedzi Putina są „cyniczną próbą skłócenia sojuszników”, przypominając, że Polska nigdy nie zgłaszała i nie zgłasza żadnych roszczeń wobec Ukrainy.
Dlaczego Kreml wraca do tego przekazu?
Rosyjska propaganda bardzo rzadko tworzy zupełnie nowe narracje. Znacznie częściej wraca do przekazów, które wcześniej przynosiły określony efekt i łatwo wpisują się w bieżące wydarzenia.
Narracja o rzekomych polskich planach przejęcia Lwowa czy zachodniej Ukrainy jest tego najlepszym przykładem. Pojawia się regularnie od 2022 r., zwłaszcza wtedy, gdy Polska zwiększa pomoc wojskową dla Ukrainy, podejmowane są wspólne inicjatywy polityczne albo rośnie współpraca Warszawy i Kijowa.
Jeżeli część odbiorców zacznie zastanawiać się, czy „coś może być na rzeczy”, Kreml osiąga swój cel. W wojnie informacyjnej nie zawsze chodzi o przekonanie wszystkich do jednej wersji wydarzeń. Często wystarczy osłabić zaufanie i wywołać niepewność.
Operacja „dziel i rządź”
Analitycy zajmujący się rosyjską dezinformacją od lat wskazują, że jednym z głównych celów Kremla jest osłabianie jedności państw wspierających Ukrainę.
W tym celu rosyjskie media i politycy wykorzystują przede wszystkim tematy historyczne oraz kwestie tożsamościowe. Narracje dotyczą Wołynia, stosunków polsko-ukraińskich, pomocy dla uchodźców czy właśnie rzekomych planów zmian granic.
Takie działania mają wywołać wrażenie, że pomiędzy Ukrainą i jej sojusznikami istnieje ukryty konflikt interesów.
Ta narracja została już wielokrotnie obalona
Twierdzenia o polskich planach aneksji zachodniej Ukrainy były wielokrotnie analizowane przez organizacje monitorujące dezinformację, w tym EUvsDisinfo oraz polskie ośrodki badawcze.
We wszystkich przypadkach wskazywano, że nie istnieją żadne wiarygodne dowody potwierdzające takie tezy. Wręcz przeciwnie – oficjalne stanowisko Polski od początku rosyjskiej inwazji pozostaje niezmienne. Warszawa konsekwentnie uznaje integralność terytorialną Ukrainy oraz wspiera ją politycznie, militarnie i humanitarnie.
Badania nad rosyjskimi narracjami pokazują również, że motyw rzekomych polskich ambicji terytorialnych należy do najczęściej wykorzystywanych antypolskich przekazów Kremla. Występuje obok oskarżeń o „rusofobię”, prób przedstawiania Polski jako państwa dążącego do wojny z Rosją czy podporządkowanego Stanom Zjednoczonym.
Nie chodzi o historię, tylko osłabienie wsparcia dla Ukrainy
Choć Putin odwołuje się do historii, celem takich wypowiedzi nie jest prowadzenie debaty o przeszłości. Rosyjska wojna informacyjna wykorzystuje historię jako narzędzie wpływu. Przypominanie dawnych granic, sporów czy konfliktów ma budować przekonanie, że Ukraina jest państwem tymczasowym, a jej sąsiedzi tylko czekają na możliwość przejęcia części terytorium.
To przekaz korzystny dla Kremla z kilku powodów. Uzasadnia rosyjską agresję, odwraca uwagę od łamania prawa międzynarodowego przez Moskwę i jednocześnie próbuje osłabić zaufanie między Ukrainą a jej partnerami.
Dlatego właśnie polskie MSZ określiło ostatnią wypowiedź Putina nie jako kontrowersyjną opinię, lecz jako element operacji dezinformacyjnej.
W wojnie informacyjnej słowa są jednym z narzędzi prowadzenia konfliktu. Reakcja Warszawy pokazuje, że również odpowiedź na fałszywe narracje staje się dziś elementem bezpieczeństwa państwa.