„Ukraińcy masowo wracają na wakacje do swojego kraju. 12-godzinne kolejki na granicy! To rodzi proste pytanie: czy nadal są uchodźcami” – pisał Paweł Usiądek 29 czerwca. Dzień wcześniej zakończył się pierwszy weekend tegorocznych wakacji. Według autora wpisu wzmożony ruch na granicy miał świadczyć o tym, że obywatele Ukrainy wyjeżdżają do swojej ojczyzny na urlop.
Poseł Konfederacji powoływał się na doniesienia ukraińskich mediów, nie wskazując jednak konkretnych źródeł. O 12-godzinnym oczekiwaniu na przejściu granicznym Korczowa–Krakowiec informowały m.in. portale rbc.ua, my.ua, unian.ua i unn.ua. Według ich relacji w kolejce stało około 260 samochodów. W sumie granicę polsko-ukraińską w sobotę 27 czerwca przekroczyło 141 tys. osób (na wszystkich ośmiu przejściach - red.), większość z nich jechała w stronę naszych wschodnich sąsiadów.
„Ruch, jak tłumaczą ukraińscy pogranicznicy, rośnie zwłaszcza w weekendy i w sezonie wakacyjnym” – zaznaczał polityk.
Uchodźca wojenny jedzie na wakacje?
Tyle faktów. Następnie Usiądek podzielił się z obserwującymi jego profile w mediach społecznościowych osobistą refleksją.
„Status uchodźcy przysługuje osobie, która ucieka przed bezpośrednim zagrożeniem życia i nie może wrócić do swojego kraju. Tymczasem widzimy tysiące ludzi, którzy spokojnie jadą na Ukrainę na wakacje, odwiedziny czy urlop. A potem wracają do Polski” – komentował poseł.
W dalszej części wpisu przekonywał, że trudno mówić o „ucieczce przed śmiercią i wojną”, jeśli można swobodnie podróżować do kraju, z którego „rzekomo się uciekło”. Zarzucał Ukraińcom, że Polskę traktują jak miejsce do życia, a ojczyznę „jako kraj rodzinny, do którego jeździ się na wypoczynek”. Przypomniał, że przyjezdni ze wschodu wciąż korzystają w naszym państwie „z przywilejów i świadczeń przysługujących uchodźcom wojennym”.
„Jak na dłoni widzimy, że większość terytorium Ukrainy jest bezpieczne, co potwierdzają swoimi wyjazdami sami Ukraińcy. Nie ma najmniejszej potrzeby, abyśmy ich przyjmowali jak leci, i zapewniali socjal!” – podsumował Paweł Usiądek.
Ukraińcy masowo wracają na wakacje do swojego kraju. 12-godzinne kolejki na granicy!
— Paweł Usiądek (@PUsiadek) June 29, 2026
To rodzi proste pytanie: czy nadal są uchodźcami❗
Na granicy polsko-ukraińskiej tworzą się ogromne kolejki na wjeździe na Ukrainę. Według ukraińskich mediów na przejściu Korczowa-Krakowiec… pic.twitter.com/22ICpLeOAV
Poseł, powołując się na ukraińskich pograniczników, pisał, że wzmożony ruch na granicy to coś nadzwyczajnego, a ruch „rośnie zwłaszcza w weekendy i w wakacje”.
O czym pisały ukraińskie media?
Ukraińskie media rzeczywiście informowały o zwiększonym ruchu na przejściu w Krakowcu. Portal rbc.ua jako pierwszy przytoczył wypowiedź rzecznika Państwowej Służby Granicznej Ukrainy Andrija Demczenki. Nie mówił on jednak o wszystkich przejściach i skali zjawiska.
– W weekendy rośnie liczba podróżnych w porównaniu do dni powszednich. Wczoraj (w sobotę 27 czerwca – red.) odnotowaliśmy najwyższy wskaźnik przekraczania granicy w czerwcu – 141 tys. obywateli. Niewielka przewaga przypadła na osoby wjeżdżające na Ukrainę – przekazał.
Pozostałe liczby przytoczone przez Pawła Usiądka trudniej zweryfikować. Oficjalne komunikaty służb nie zawierają informacji o „12 godzinach spędzonych na granicy w Korczowej” – pochodzą one głównie z filmików publikowanych na Instagramie. To tam ludzie zaczęli udostępniać nagrania z przejścia granicznego, wskazując, że kolejki są „ogromne”, a czas oczekiwania wynosi właśnie 12 godzin.
Dane polskiej Straży Granicznej
Zwróciliśmy się do Straży Granicznej o szczegółowe dane dotyczące ruchu na granicy. Wynika z nich, że liczby przywoływane we wpisie Pawła Usiądka zostały przedstawione bez istotnego kontekstu. W pierwszy weekend wakacji granicę polsko-ukraińską przekroczyło blisko 141 tys. osób w obu kierunkach, ale podobny poziom ruchu odnotowano również rok wcześniej – w 2025 r. było to około 140,3 tys. odpraw. W tym roku liczba przekroczeń była nawet o około 5 tys. niższa.
Tymczasem poseł Konfederacji oraz rzecznik ukraińskiej straży granicznej odnosili się do liczby 141 tys. osób tak, jakby dotyczyła ona wyłącznie osób wjeżdżających na Ukrainę w sobotę 27 czerwca. Dane Straży Granicznej pokazują jednak, że była to suma odpraw na wszystkich przejściach i w obu kierunkach.
„Podczas pierwszego wakacyjnego weekendu (27–28 czerwca 2026 r.) Straż Graniczna odprawiła na odcinku z Ukrainą blisko 135 400 osób. Stanowiło to niemal 9% wszystkich odpraw zarejestrowanych od 1 do 28 czerwca” – przekazała nam mjr SG Anna Sobieska-Tekień, rzeczniczka prasowa Komendanta Głównego Straży Granicznej.
To rzeczywiście był weekend najbardziej pracowity dla pograniczników. We wcześniejsze, jeszcze w czasie roku szkolnego, ruch był nieco mniejszy: 20–21 czerwca odnotowano ponad 123 tys. odpraw, 13–14 czerwca – ponad 122,6 tys., a 6–7 czerwca – blisko 111,3 tys.
W 2026 r. liczba osób przekraczających tę granicę i tak była nieco mniejsza niż w analogicznym okresie 2025 r.
W pierwszy weekend ubiegłorocznych wakacji Straż Graniczna odnotowała 140,3 tys. odpraw. W pozostałe weekendy czerwca liczby były niższe: 21–22 czerwca – blisko 127 tys., 14–15 czerwca – ponad 121,6 tys., a 7–8 czerwca – ponad 112 tys.
Tegoroczne dane należy dodatkowo rozbić na dwa kierunki ruchu – osoby wyjeżdżające z Polski oraz wjeżdżające do Polski. W weekend 27–28 czerwca tych pierwszych było 73,5 tys., natomiast osób przekraczających granicę w kierunku Polski – nieco mniej, bo 56,5 tys.
Czas oczekiwania – według danych prezentowanych na stronie granica.gov.pl – w szczytowym momencie na przejściu granicznym Korczowa-Krakowiec nie przekraczał 9 godzin. I to tylko dla autobusów. Samochody osobowe nie były wystawiane na tak trudną próbę – trzeba było poczekać ok. 5 godzin.
Na wakacje?
To twarde dane, natomiast cel podróży nie jest odnotowywany. Nie udało nam się dowiedzieć, czy osoby przekraczające granicę „jadą na wakacje” i czy Ukraina jest ich miejscem docelowym. Twierdzenie, że obywatele tego kraju szturmują przejścia, by w ojczyźnie spędzić urlop, a później wrócić do Polski, jest interpretacją posła Usiądka, a nie wnioskiem wynikającym z przedstawionych statystyk.
Według rządowych danych przed rosyjską inwazją na Ukrainę w Polsce przebywało ok. 1,4 mln obywateli Ukrainy, choć duża część z nich nie posiadała ważnych zezwoleń pobytowych. Wynikało to m.in. z pracy sezonowej i ruchu bezwizowego. Po 24 lutego 2022 r. granicę przekroczyło kilkanaście milionów obywateli Ukrainy, ale nie wszyscy zdecydowali się pozostać nad Wisłą – część wyjechała dalej, m.in. do Niemiec czy państw Beneluksu. W 2025 r. liczebność przyjezdnych ze wschodu spadła niemal do poziomu sprzed wojny i wynosiła ok. 1,55 mln. Spośród nich 993 tys. korzysta z ochrony czasowej – w większości są to kobiety i dzieci.
Oznacza to, że z „przywilejów” – a w rzeczywistości z praw wynikających z ochrony czasowej – korzysta ok. 64 proc. obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Nie wiadomo jednak, czy osoby, które w ostatni weekend czerwca opuściły nasz kraj i udały się na Ukrainę, posiadają takie uprawnienia ani czy przyjechały do Polski po napaści zbrodniczego reżimu Władimira Putina na naszego sąsiada..
„Większość terytorium Ukrainy jest bezpieczne” – stwierdził Paweł Usiądek. To również nadużycie. Rosyjskie rakiety spadają głównie na Kijów i Odessę w centralnej i południowej części kraju, ale ciężkie walki wciąż toczą się na zachodzie. Wschód też nie jest wolny od ataków i co kilka miesięcy pociski uderzają m.in. w Lwów. Tak było m.in. w styczniu i marcu 2026 r.
Poseł Konfederacji w swoim wpisie połączył dane statystyczne z własną interpretacją, opierając się m.in. na relacjach prywatnych osób publikowanych na Instagramie. Przytoczone przez niego liczby zostały przedstawione w sposób wprowadzający w błąd – 141 tys. osób nie przekroczyło granicy w jeden weekend 27–28 czerwca w kierunku Ukrainy, lecz była to liczba odpraw na granicy w obu kierunkach. Nie ma też danych potwierdzających, że osoby przekraczające granicę jechały na wakacje. Wypowiedź posła oceniamy jako manipulację.