Śnieżny Kockodan, przez niektórych zwany również Yeti, goni obrońców galaktyki Kurvix. W ręku trzyma słoik – pamiątkę po Tomisławie Apoloniuszu Curusiu Bachledzie Farrellu, jak ten piecyk z dmuchawą (hej). Żołnierze Gwiezdnej Floty strzelają na oślep. Szeregowy Sebastian Bąk roztropnie sugeruje, że jak będą tak n*********** na oślep, to szybko skończy się im śrut albo zejdzie lawina. Tak się w istocie dzieje. Żołnierzy przysypuje gruba warstwa śniegu. Z hałdy wystaje wyłącznie biały hełm kapitana Gwiezdnej Floty, Tytusa Bomby.
Ze śniegu wyciąga go Yeti. Podnosi hełm i zagląda do środka. Wewnątrz znajduje się odbezpieczony granat. W tym momencie kapitan Bomba wkłada karabin między pośladki małpy i oddaje serię. Chwilę później granat eksploduje. Zakrwawiona głowa Yeti ląduje pod nogami kapitana, który kwituje wszystko swoim firmowym: „Tępy ch**”.
Tak kończy się „Kapitan Bomba” – jedna z najbardziej kultowych polskich animacji satyrycznych, emitowana przez niemal sześć lat. Choć od finału minęło już kilkanaście lat, internet wciąż żyje kolejnymi plotkami o jej powrocie.
Nie jest dobrze. Co prawda nie jest też źle. Można powiedzieć, że jest średnio
Po 13 latach oczekiwania „Kapitan Bomba” niespodziewanie powrócił. W niedzielę 12 lipca na kanale CDA, gdzie publikowane są odcinki serialu, pojawił się nowy epizod. Nie oznacza to jednak, że Bartosz Walaszek oficjalnie wznowił produkcję kultowej animacji.
Większość odcinka poświęcono Porucznikowi Kaburze – bohaterowi innej animacji Walaszka, osadzonej w tym samym uniwersum, która spotkała się z mieszanym przyjęciem widzów. Sam Kapitan Bomba pojawia się dopiero w finałowej scenie. Jej zakończenie sugeruje, że mogą powstać kolejne odcinki, jednak nie ogłoszono żadnego harmonogramu ani oficjalnych planów kontynuacji.
Tym bardziej, że jeszcze wcześniej Walaszek wielokrotnie deklarował, iż „Kapitan Bomba” nie wróci. Mimo to sam pojawienie się nowego odcinka wywołało ogromne poruszenie wśród fanów, którzy przez lata bezskutecznie czekali na powrót do galaktyki Kurvix.
Do majątku nigdy nie dochodzi się łatwo…
Jednak, opuszczając meandry hermetycznego humoru fanów „Kapitana Bomby”, warto zadać pytanie: skąd właściwie wziął się fenomen Bartosza Walaszka?
Wszystko zaczęło się w 1988 r., kiedy rodzice Bartosza i Łukasza Walaszków kupili kamerę Sony na taśmę 8 mm. Bracia, zafascynowani tanimi horrorami, fantastyką i kinem klasy B, zaczęli kręcić własne filmy. Wokół nich stopniowo powstał Zespół Filmowy Skurcz (Z.F. Skurcz) – początkowo nie studio, lecz grupa nastolatków realizujących amatorskie produkcje dla własnej satysfakcji.
Większość filmów z tamtego okresu nie zachowała się lub nie jest dziś publicznie dostępna. Fanowskie archiwa wspominają jednak takie tytuły jak „Zmora z piwnicy”, „Kosmiczne wojny”, „Spur mjendzy planetarny” czy „Straszliwa bitwa o planetę”.
Już wtedy pojawiły się dwie cechy, które później stały się znakiem rozpoznawczym Walaszka: świadome naśladowanie tandetnego kina oraz absurdalne, fonetycznie przekręcone tytuły.
Eksperymenty nie ograniczały się do filmów aktorskich. Już na początku lat 90. Walaszek próbował swoich sił w animacji komputerowej na Amidze 500. Z tego okresu pochodzi „Terror V: Masakra w Beuhatowje” – niespełna dwuminutowa niema animacja przedstawiająca komiksową, skrajnie brutalną rzeź mieszkańców Bełchatowa. Charakterystyczne dla jego późniejszej twórczości: groteskowa przemoc, czarny humor i całkowity brak szacunku dla dobrego smaku były obecne już wtedy.
Najważniejsza była jednak sama metoda pracy. Z.F. Skurcz od początku kierował się prostą zasadą: film trzeba zrobić, nawet jeśli nie ma się pieniędzy, profesjonalnego sprzętu ani doświadczenia. Ta filozofia improwizacji i twórczej bezczelności stała się fundamentem całej późniejszej kariery Walaszka.
Chorągiewka Słowacji uniesiona nad głową trenera. W myślach „Mazurek Dąbrowskiego”. I machnął
W okresie licealnym wokół Walaszka ukształtował się właściwy skład Zespołu Filmowego Skurcz. Do grupy dołączyli Krzysztof Radzimski (późniejszy Dr Yry), Grzegorz Paraska i Marcin Rudowski. Wspólnie zaczęli parodiować filmy karate, kino sensacyjne, westerny, kryminały milicyjne i horrory. Powstały wtedy m.in. „Karate Puma”, „Dżudo Honor 7”, „Włókniarz”, „Kobyle caco”, „Tęcza” oraz seria „Sierżant Mścisław Pięść na tropie”.
Filmy Skurczu opierały się na improwizowanej fabule, amatorskich efektach specjalnych i kilku aktorach wcielających się w wiele ról. Były świadomą parodią kina klasy B, a jednocześnie stopniowo wykształcały charakterystyczny styl Walaszka.
Jednym z najlepiej zachowanych filmów z tego okresu jest „Rojal” z 1994 r., funkcjonujący również jako pierwszy odcinek serii „Sierżant Mścisław Pięść na tropie”. Bartosz Walaszek wciela się w nim w bohatera, który stanie się jego znakiem rozpoznawczym – nieporadnego twardziela traktującego siebie śmiertelnie poważnie, choć otaczający go świat jest całkowicie absurdalny.
Sum tak zwany olimpijczyk
Najambitniejszy film wczesnego Skurczu miał premierę 15 lipca 2001 r. „Bulgarski Pościkk” trwał 50 minut, a jego produkcja zajęła niemal dwa lata. Skrócona, 30-minutowa wersja tego szpiegowskiego arcydzieła zdobyła Grand Prix Festiwalu Młodego Kina Tenbit Film Forum 2001. Była to pierwsza poważniejsza próba wyjścia Bartosza Walaszka z głębokiego undergroundu. W tym samym roku powstał także „Sum tak zwany olimpijczyk”, wydany rok później na kasetach VHS przez S.P. Records.
Wkrótce potem drogi członków Z.F. Skurcz zaczęły się rozchodzić. Według najczęściej powtarzanej wersji Walaszek chciał rozwijać projekt w bardziej komercyjnym kierunku, podczas gdy jego koledzy woleli zachować undergroundowy charakter grupy. W 2004 r. założył GIT Produkcję, z której wyrosło późniejsze SPInka Film Studio. Nie oznaczało to jednak definitywnego rozstania – dawni współpracownicy nadal pojawiali się w jego produkcjach, a marka Z.F. Skurcz funkcjonowała jeszcze przez pewien czas.
Pierwszym większym projektem GIT Produkcji były emitowane w 4fun.tv krótkie, prymitywnie animowane „Kartony”. Powstały wtedy m.in. „Generał Italia”, „Piesek Leszek”, „Miś Push-Upek” i „Człowiek Biegunka”.
Prawdziwy status kultowy Walaszek i środowisko Z.F. Skurcz osiągnęli jednak w 2006 r. za sprawą dwóch filmów – „Wściekłych pięści Węża” oraz „Sarniego żniwa, czyli pokusy statuetkowego szlaku”.
O ich pozycji najlepiej świadczy fakt, że w czerwcu 2026 r. przegląd „Najlepsze z Najgorszych” zorganizował ogólnopolską serię pokazów „Sarniego żniwa”. Zdecydowana, większość z 45 seansów się wyprzedała. W warszawskiej kinotece pojawił się również sam Bartosz Walaszek.
Co by pan zrobił, gdyby się pan dowiedział, że pana siorka o***** kiełbachy kosmitom?
„Kapitan Bomba” powstał w 2007 r. Według relacji Bartosza Walaszka z wywiadu z 2012 r. impulsem do stworzenia serialu były zastrzeżenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wobec wcześniejszych „Kartonów” emitowanych przez 4fun.tv. Twórcy postanowili wtedy zrobić materiał tak „hardkorowy”, że telewizja nie będzie mogła go pokazać. Ostatecznie serial i tak trafił na antenę.
„Kapitan Bomba” jest parodią science fiction, space opery i militarnego SF, przywołującą skojarzenia ze „Star Trekiem” i „Gwiezdnymi wojnami”. Tytułowy kapitan dowodzi Gwiezdną Flotą walczącą z kosmitami w galaktyce Kurvix, ale pod kosmicznym kostiumem kryje się satyra na Polskę późnej transformacji.
Jak tłumaczyli w 2012 r. Walaszek i Piotr Połać, humor nie wynikał z pisania „śmiesznych” dialogów. Rozmowy kosmitów miały brzmieć zwyczajnie – jak rozmowa dwóch kolegów o pracy czy rodzinie. Komizm rodził się z zestawienia codziennych dialogów z absurdalnym światem, groteskową przemocą i charakterystyczną modulacją głosu Walaszka.
Serial najpierw emitowano w 4fun.tv, a później odcinki trafiały do internetu, gdzie osiągały setki tysięcy wyświetleń. Łącznie powstały 164 odcinki „Kapitana Bomby”, spin-off „Laserowy Gniew Dzidy” oraz dwa filmy pełnometrażowe – „Kutapokalipsa” i „Zemsta Faraona”. Produkcja stworzyła własny język, dziesiątki kultowych cytatów i jeden z najbardziej rozpoznawalnych zestawów memów polskiego internetu.
Produkcję zakończono w 2013 r., najprawdopodobniej w następstwie konfliktu Walaszka z 4fun.tv. Prawa majątkowe do serialu pozostały wówczas przy 4Fun Media, a w 2020 r. przejęła je spółka CDA, kupując również prawa do „Laserowego Gniewu Dzidy” i „Kalibra 200 Volt”.
Spejson: mięśnie
W kolejnych latach Bartosz Walaszek i Piotr Połać powołali do życia Braci Figo Fagot – muzyczny pastisz disco polo. Pierwsze utwory duetu pojawiły się w serialu „Kaliber 200 volt”, jednak projekt szybko zaczął funkcjonować niezależnie. Od 2013 r. Walaszek przeniósł punkt ciężkości z telewizji do internetu, tworząc „Blok Ekipę” – opowieść o dresiarzach z warszawskiego Grochowa. Choć produkcja zdobyła ogromną popularność i wykorzystywała podobny rodzaj humoru co „Kapitan Bomba”, nie zyskała aż tak kultowego statusu.
Egzorcysta za niecałe 300, a dokładniej za dwie stówy. Jak z fakturą, będzie drożej
W 2017 r. na platformie Showmax zadebiutował „Egzorcysta”, którego bohaterem był Bogdan Boner – przedsiębiorca budowlany i samozwańczy egzorcysta. Po wycofaniu Showmaxa z Polski produkcja trafiła na Netfliksa, gdzie w 2020 r. doczekała się kontynuacji zatytułowanej „Bogdan Boner: Egzorcysta”. Była to jedna z największych dotychczasowych współprac Walaszka z dużą platformą streamingową.
Rok wcześniej stworzył dla CDA autorski serial „Porucznik Kabura”, wyraźnie nawiązujący estetyką i klimatem do „Kapitana Bomby”, choć przyjęty znacznie chłodniej przez widzów. W 2025 r. współpracował z kolei z CANAL+ przy „Rycerzach Doliny Rozdupy”.
Od zera do klasy średniej i to w parę lat
Satyra Walaszka opowiada o specyfice polskiej kultury. Jego bohater może być kapitanem statku kosmicznego, rycerzem, egzorcystą albo mistrzem karate, ale mentalnie pozostaje kierownikiem małej ekipy remontowej, sfrustrowanym pracownikiem lub facetem po pijaku próbującym zaimponować kolegom.
Zwykle to ludzie niekompetentni, emocjonalnie niedojrzali, skłonni do nadużywania alkoholu i przekonani o własnej martyrologii, a jednocześnie zdolni do zaskakującej lojalności i skuteczności osiąganej najbardziej prymitywnymi metodami. Autor śmieje się z ich biedy, aspiracji, chamstwa i potrzeby uznania, nie sprowadzając ich ani do potworów, ani do niewinnych ofiar systemu.
Siła tych produkcji nie polega jednak wyłącznie na wulgaryzmach. Największym osiągnięciem Walaszka jest język – dialogi, które trafnie oddają realia polskiej późnej transformacji i równie celnie komentują współczesność. Podsłuchana codzienność trafia do świata rycerzy, kosmitów, demonów czy futurystycznych policjantów, gdzie zostaje zalana chochlą absurdalnej wulgarności.
Prymitywna animacja również jest świadomym wyborem artystycznym. Dziś Walaszek tworzy dla Netfliksa, CDA czy CANAL+, więc estetyki nie można tłumaczyć brakiem środków. Humor opiera się przede wszystkim na kompromitowaniu własnych bohaterów – Spejsona, Bomby, Bonera czy Figo i Fagota. Pojawiające się seksizm i homofobia najczęściej mają ośmieszać postacie, które je wygłaszają, choć niektóre żarty pozostają bardziej dwuznaczne i mogą utrwalać stereotypy. Intencja autora, konstrukcja dowcipu i sposób, w jaki odbierają go widzowie, nie zawsze są tym samym.
Walaszek stworzył jedną z najoryginalniejszych satyr na polską męskość, prowincjonalność i społeczną niekompetencję. A część jego twórczości istnieje z dużo prostszego powodu – bo żarty o penisach i odchodach bawią ludzi nieprzerwanie od czasów Arystofanesa.