„Cud nad Wisłą”, czyli I dezinformacja II Rzeczypospolitej

Endecy chcieli widzieć zwycięzcę Bitwy Warszawskiej w Matce Boskiej, narodzie polskim, ks. Skorupce, gen. Weygandzie czy gen. Hallerze, kimkolwiek – byle nie w Piłsudskim. Piłsudczycy zaś robili z Naczelnego Wodza kogoś na wzór Achillesa, który wygrał niemal sam. Prawda jest jak zwykle bardziej złożona.

„Cud nad Wisłą”, czyli I dezinformacja II Rzeczypospolitej
fot. Getty Images, PAP, PAP/Photoshot

Gdy do Warszawy zbliżały się wojska bolszewików, Stanisław Stroński, polityk narodowej demokracji i jej czołowy publicysta, pisał, że cały naród łączy się w modlitwie „o ziszczenie się cudu Wisły”.

Miał na myśli analogię z francuskim „cudem nad Marną”, czyli niespodziewanym zwycięstwem armii francuskiej i brytyjskiej, które zatrzymało niemiecki marsz na Paryż w niedawno zakończonej Wielkiej Wojnie 1914–1918. Wówczas Niemcy, po serii zwycięstw w Belgii i północnej Francji, podeszli bardzo blisko stolicy. Sytuacja Francuzów wyglądała na krytyczną. Ostatecznie zwyciężyli.

Dla czytelników Strońskiego to było niedawne wydarzenie, zaledwie sprzed sześciu lat. „Cud” nie oznaczał w tej sytuacji wyłącznie boskiej interwencji, ale także niespodziewane, piorunujące zwycięstwo oręża i dzielności żołnierzy.

Gdy „cud nad Wisłą” rzeczywiście się ziścił i Polacy świętowali na ulicach miast II Rzeczypospolitej zwycięstwo nad bolszewikami, tydzień po sierpniowej Bitwie Warszawskiej Stroński w tekście „Wierna rzeka” w dzienniku „Rzeczpospolita” pisał: „A ten cud, to był wysiłek woli narodu”. Przypominał też, że doprowadzenie do zagrożenia niepodległości Polski było efektem „lekkomyślności w zamierzeniach” i „niedbałości w urządzeniach”. Współczesny historyk prasy i publicysta tygodnika „Polityka”, prof. Wiesław Władyka, zinterpretował to jednoznacznie: Stroński, pisząc w ten sposób, odbierał Piłsudskiemu laury zwycięstwa i nadawał ton endeckiej propagandzie.

fot. PAP/Alamy
fot. PAP/Alamy

Świecki cud i endecki atak

Premier Wincenty Witos 18 września 1920 r., w czasie spotkania z mieszkańcami Lipna, użył określenia „Cud Wisły”, ale stwierdził, że poprzedził go „cud jedności”. Za fundament zwycięstwa uważał mobilizację społeczeństwa i polityczną jedność kraju, a nie zjawiska paranormalne.

Współczesna analiza dr. Adama Bańdy pokazuje, że „Ilustrowany Kurier Codzienny”, używając w sierpniu 1920 r. formuły „Cudu Wisły”, korzystał właśnie z francuskich metafor bitwy nad Marną i wiązał ją przede wszystkim z wyjątkowym wysiłkiem społeczeństwa.

Prof. Władyka – analizując „Rzeczypospolitą” z tego okresu – stwierdza, że pismo już w 1920 r. atakowało politykę Piłsudskiego piórem Strońskiego, ideowo związanego z ruchem narodowym. Po zwycięstwie, 21 sierpnia, Stroński nie napisał, że „geniusz Naczelnego Wodza nas uratował”, lecz wyjaśnił cud jako narodowy wysiłek po wcześniejszych błędach kierownictwa, powielając swoje tezy z 14 sierpnia, gdy bitwa jeszcze trwała. Oba teksty Strońskiego były utrzymane przy tym w bardzo religijnym i niemal modlitewnym tonie.

fot. PAP/Alamy
fot. PAP/Alamy

Pomoc Najświętszej Panienki

Abp. Józef Teodorowicz, arcybiskup lwowski obrządku ormiańskokatolickiego, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny wygłosił kazanie 8 grudnia 1920 r., podczas nabożeństwa dziękczynnego za zwycięstwo nad bolszewikami w katedrze warszawskiej, czyli dzisiejszej Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście. Abp. Teodorowicz interpretuje samą datę przełomu militarnego jako znaczącą.

To właśnie 15 sierpnia, gdy polscy żołnierze zaczęli wygrywać na przedpolach Warszawy, przypadało święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jego zdaniem ta zbieżność dat nie była przypadkowa. To był palec Boży wycelowany w bolszewicką pierś.

Mówił: „To jest prawdziwy dzień Najświętszej Panny – dzień Jej zmiłowania i dzień Jej opieki – dzień cudu Jej nad Polską”. Natomiast polskie wojsko chronił płaszcz Maryi, dostarczony we własnej osobie i okrywający polską stolicę: „Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam przez ręce Tej, która Polski jest Królową. Mówił mi kapłan, pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawą widzieli Najświętszą Pannę, okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa”.

W ten sposób abp. Teodorowicz w ważnym kazaniu odbierał zasługi dowódcom Bitwy Warszawskiej, a szczególnie środowiskom piłsudczykowskim, z którymi - jako narodowcowi - nie było po drodze. Nie robił tego wprost. Mówił, że modlitwy „nie ujęły zasługi wodzom ni chwały męstwa żołnierzy”. Rozmywał jednak znaczenie roli Naczelnego Wodza i odrzucał wyjaśnienie istoty zwycięstwa wyłącznie wojskowymi planami.

„Deus vicit – Bóg zwyciężył! – zawołamy tym wszystkim, którzy by ludzkiej mocy czy zręczności wyłącznie przypisywać chcieli zwycięstwo i wiązać je nie z nadziemską pomocą Bożą, ale tylko z wojennymi planami”.

A przecież owe „plany wojenne” były akceptowane przez Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego.

Narracje religijne nie powstały znikąd i nie zaczęły się od kazania abp. Teodorowicz. Wpisywało się w atmosferę religijnego uniesienia, obecną znacznie wcześniej wśród cywilów i żołnierzy. 16 sierpnia 1920 r., w trakcie trwającej bitwy, komunikat Sztabu Generalnego Wojska Polskiego przedstawiał śmierć ks. Ignacego Skorupki pod Ossowem w niezwykły sposób: kapelan miał - w stule i z krzyżem w ręku - iść na czele wojska, tuż przed nacierającymi żołnierzami bolszewickimi.

Są też bardziej banalne i mało symboliczne szczegóły związane ze śmiercią ks. Skorupki. Księdza poraziła zabłąkana kula, gdy udzielał kapłańskiego wsparcia rannemu żołnierzowi. Do tej pory historycy nie znaleźli jednoznacznych dowodów jak naprawdę zginął ks. Skorupko.

fot. IPN
fot. IPN

Wiedza to potęga

Tak naprawdę znaczącą rolę w zwycięstwie nad bolszewikami odegrał wywiad. Polskie radiostacje prowadziły systematyczny nasłuch rosyjskich sieci radiowych już od końca 1918 r., a od lata 1919 r. polski radiowywiad systematycznie łamał używane przez Armię Czerwoną szyfry. Twórcą i organizatorem komórki kryptoanalitycznej był por. Jan Kowalewski,

współpracujący m.in. z wybitnymi matematykami Stefanem Mazurkiewiczem, Wacławem Sierpińskim i Stanisławem Leśniewskim.

Z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że w ciągu kilku miesięcy polski zespół złamał ponad sto kluczy szyfrowych, których używała nie tylko Armia Czerwona, ale również m.in. walczącą z bolszewikami Armię Ochotniczą Denikina, „białą” Flotę Czarnomorską i siły Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Zatem latem 1920 r. polskie dowództwo było świetnie przygotowane informacyjnie. Wywiad dostarczał mu informacje o położeniu przeciwnika, ale także planowanych ruchach, problemach logistycznych i organizacyjnych oraz zamierzeniach dowódców.

12 sierpnia 1920 r. radiowywiad przechwycił wielostronicowy szyfrogram 16. Armii zawierający rozkaz operacyjny. Sowieci zastosowali nowy szyfr o kryptonimie „Rewolucja”. Zespół natychmiast rozpoczął jego łamanie. Por. Kowalewski wspominał: „Jeszcze depesza ta nie była w pełni odczytana, gdy już wiedzieliśmy z fragmentów, że jest to wielki rozkaz o decydującym natarciu na samą Warszawę”. Treść depeszy przekazano do Belwederu jeszcze przed zakończeniem pracy. Piłsudskiego ucieszyły zamiary przeciwnika, bo odpowiadały polskiej koncepcji operacyjnej: chodziło o związanie jak największych sił bolszewickich pod Warszawą i rozgromienie ich uderzeniem znad Wieprza.

Jak wspominał Kowalewski: „Dzięki otrzymanym w ten sposób informacjom sztab polski był lepiej zorientowany o ruchach, siłach i zamiarach nieprzyjaciela, aniżeli dowódcy poszczególnych grup sowieckich”.

fot. PAP/Alamy
fot. PAP/Alamy

Ateiści zagłuszani Ewangelią

Polskie wojska łączności także odegrały ważną rolę podczas samej Bitwy Warszawskiej. Polacy znali bowiem częstotliwości i sygnały wywoławcze sowieckich radiostacji. Dowództwo zdecydowało więc, że trzeba zakłócić rosyjską łączność. Gdy sowiecka radiostacja próbowała nadawać na określonej częstotliwości, polska - mocniejsza stacja - rozpoczynała transmisję na tej samej fali. Nakładające się sygnały alfabetu Morse’a uniemożliwiały poprawne odczytanie depeszy przez Rosjan. Potrzebny był bardzo długi tekst, który radiotelegrafiści mogli bez ustanku wystukiwać.

Bolszewicy byli ateistami więc wykorzystano Pismo Święte.

Do popularnej legendy przeszła opowieść o nadawaniu Księgi Rodzaju. Prof. Nowik prostuje jednak, że przez około 36 godzin nadawano Ewangelię według św. Jana. 

Por. Kowalewski po latach twierdził: „Przez te dwie krytyczne doby cały front Tuchaczewskiego nie był w stanie nadać czy odebrać ani jednej depeszy radiowej”.

To wspomnienie, być może, wyraża zbytni optymizm, jednak zakłócanie sowieckiej łączności radiowej było bardzo skuteczne. Prof. Nowik, badacz i znawca polskiego radiowywiadu, zaznacza jednak, że „wojny nie wygrywa się jedynie przechwyconymi informacjami”.

fot. PAP
fot. PAP

Zwycięstwo rękami wielkiego wodza?

Spór o to kto naprawdę wygrał Bitwę Warszawską trwa. Jest tematem dyskusji historyków i analityków życia politycznego od ponad wieku.

Ignacy Daszyński w wydanym w 1925 r. eseju o Józefie Piłsudskim „Wielki człowiek w Polsce. Szkic psychologiczno-polityczny” zarzucał przeciwnikom Naczelnego Wodza, głównie narodowcom, że kolejno robili zwycięzcami Weyganda, Hallera, Sikorskiego, ks. Skorupkę i wreszcie Matkę Boską, „byle tylko nie zawdzięczać Piłsudskiemu ocalenia”.

Żaden ze współczesnych historyków nie kwestionuje kluczowej roli Józefa Piłsudskiego. Jednak spór o autorstwo koncepcji operacyjnej i podział zasług między nim, a gen. Tadeuszem Rozwadowskim pozostaje nierozstrzygnięty.

Bitwa Warszawska była ogromną operacją. Składała się z kilku równocześnie prowadzonych działań strategicznych: obrony przedmościa warszawskiego, ofensywy 5. Armii nad Wkrą oraz uderzenia znad Wieprza. To ostatnie miało znaczenie rozstrzygające w skali strategicznej, ale mogło się udać między innymi dlatego, że pozostałe polskie armie zatrzymały i związały siły Tuchaczewskiego.

Nie do przecenienia jest również rola Polskiego wywiadu. Naczelny Wódz podjął ryzyko i zaakceptował kontrowersyjną koncepcję skoncentrowania silnej grupy manewrowej nad Wieprzem. Osobiście stanął na czele wojsk rozpoczynających 16 sierpnia kontruderzenie.

Polscy żołnierze trafili w miękkie podbrzusze Armii Czerwonej i weszli w tyły wojsk gen. Michaiła Tuchaczewskiego.

Np. biogram Instytutu Pamięci Narodowej określa gen. Rozwadowskiego autorem planu kontrnatarcia i koncepcji bitwy oraz głównym koordynatorem jego realizacji. Spór o autorstwo i zasługi zaczął się właściwie natychmiast po bitwie, gdy popioły jeszcze dobrze nie wystygły, i już w II Rzeczypospolitej był przedmiotem poważnych analiz wojskowych i polemik. Znaczenie mieli również generałowie Józef Haller i Władysław Sikorski.

Środowiska nieprzyjazne Piłsudskiemu przyznawały też na pewnym etapie laur zwycięzcy Francuzowi - gen. Maxime’owi Weygandowi. Taka narracja pojawiła się przede wszystkim we Francji. Szybko została przejęta przez środowiska narodowe i funkcjonowała również w polskim sporze o zasługi.

Weygand rzeczywiście uczestniczył w alianckiej misji w Polsce i doradzał polskiemu dowództwu, ale sam dementował, jakoby był zbawcą Warszawy. 

Pisał: „To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim”. Francuska misja pomagała w organizacji, doradztwie i pracy sztabowej, jednak, jak pisał później Weygand, „zwycięstwo było polskie, plan polski, armia polska”.

Po Bitwie Warszawskiej zaczęły więc funkcjonować konkurencyjne opowieści i mity.

Środowiska krytyczne i wrogie Piłsudskiemu akcent przesuwały na Matkę Boską, naród, ks. Skorupkę, Weyganda czy Hallera. Czyli wszystkich, byle nie na Piłsudskiego, jak ironicznie opisywał to Ignacy Daszyński. Spór o rzeczywisty wkład Rozwadowskiego należy jednak oddzielić od samej propagandy, bo pozostaje przedmiotem poważnej debaty historiograficznej.

Piłsudczycy odpowiadali oczywiście swoją legendą. W niej genialny Naczelny Wódz obmyśla manewr znad Wieprza, sam dowodzi i osobiście ratuje Polskę, a pozostali dowódcy stają się narzędziami w jego rękach i wykonawcami jego woli.

Taka opowieść spłyca realny wkład gen. Tadeusza Rozwadowskiego, gen. Władysława Sikorskiego oraz innych dowódców utrzymujących front w polu.

Źródła

  1. Adam Bańdo, „Bitwa Warszawska 1920 r. w serwisie informacyjnym «Ilustrowanego Kuriera Codziennego» (w setną rocznicę «Cudu nad Wisłą»)”, „Rocznik Historii Prasy Polskiej” 2020, t. 23, nr 2, s. 155–168.

  2. Wiesław Władyka, „«Z fachu profesor…» (Stanisław Stroński)”, „Kwartalnik Historii Prasy Polskiej” 1992, t. 31, nr 3–4, s. 155–161.

  3. Marek Mikołajczyk, Olga Morozova, „Bitwa Warszawska 1920 r. w opiniach i komentarzach zachodnich uczestników i obserwatorów”, „Pamięć i Sprawiedliwość” 2022, nr 1 (39), s. 491–521.

  4. Józef Teodorowicz, „Cud nad Wisłą”, w: Na przełomie. Przemówienia i kazania narodowe, Poznań 1923.

  5. Józef Piłsudski, Rok 1920, Warszawa 1924.

  6. Ignacy Daszyński, Wielki człowiek w Polsce. Szkic psychologiczno-polityczny (rzecz o J. Piłsudskim), Warszawa 1925.

  7. Władysław Sikorski, Nad Wisłą i Wkrą. Studium z polsko-rosyjskiej wojny 1920 roku, Lwów 1928.

  8. Grzegorz Nowik, Zanim złamano „Enigmę”… Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920, t. 1, Warszawa 2004.

  9. Grzegorz Nowik, Zanim złamano „Enigmę”… rozszyfrowano „Rewolucję”. Polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920, t. 2, Warszawa 2010.

  10. Bartłomiej Kluska, Jan Kowalewski. Oto jest ktoś, kto odczytuje bolszewickie szyfry, Instytut Pamięci Narodowej, Łódź 2020.

  11. Wojciech Grott, Podpułkownik Jan Kowalewski (1892–1965), Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk 2019.

Nasi autorzy