„Prostytutki”, „arcykapłanki”, „świnie”. Jak politycy oswajają agresję wobec dziennikarzy

Personalne ataki na dziennikarzy coraz częściej zastępują odpowiedzi na niewygodne pytania. Analizujemy przykłady wypowiedzi polityków z Polski i zagranicy oraz sprawdzamy, co o skutkach takiej retoryki mówią eksperci zajmujący się komunikacją i wolnością mediów. 

„Prostytutki”, „arcykapłanki”, „świnie”. Jak politycy oswajają agresję wobec dziennikarzy
fot. Unsplash, Sprawdzam To

W marcu 2026 r., tuż przed wyborami na Węgrzech, prezydent Karol Nawrocki udał się do Budapesztu, by publicznie poprzeć Viktora Orbana. Podczas konferencji dziennikarz TVN24 Mateusz Półchłopek zapytał go o relacje węgierskiego premiera z Władimirem Putinem. Nawrocki zszedł z mównicy, podniesionym głosem odpowiedział na pytanie, a następnie wskazał dziennikarza palcem: „Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”. Części komentatorów zachowanie prezydenta nie oburzyło, lecz wręcz zaimponowało.

Nie był to odosobniony przypadek. Podczas kampanii prezydenckiej w 2025 r. Krzysztof Stanowski nazwał prowadzącą debatę TVP Dorotę Wysocką-Schnepf „arcykapłanką propagandy”. Po tym wydarzeniu na Dorotę Wysocką-Schnepf wylała się fala internetowego hejtu i agresji.  

Sympatycy Stanowskiego obrażali dziennikarkę oraz jej rodzinę – w tym dzieci – w ostrych, wulgarnych i krzywdzących słowach. Dorota Wysocka-Schnepf była porównywana do rosyjskich propagandystek, a niemal każde jej wystąpienie stanowiło dla prawicowych mediów okazję do personalnych ataków.

Stanowskiego chętnie cytowali politycy PiS. Pod wpisem Piotra Muellera z 29 listopada 2025 r., który wyświetliło 105 tys. użytkowników Facebooka pojawiły się sformułowania „komusza arcykapłanka”, „wstrętne babsko”, „gnida”, „hiena”. Sam Stanowski w stosunku do dziennikarki używał również określenia „wiedźma”.  

Politycy potrafią dziennikarzom grozić i ubliżać. W 2024 r. – po tym jak został pozbawiony immunitetu – Jarosław Kaczyński zaatakował dziennikarkę. – Jak macie w ogóle czelność ze mną w ten sposób rozmawiać? Szczególnie pani. Zapamiętamy to – mówił.  

– Was nie można w ogóle traktować jako dziennikarzy, tylko jako funkcjonariuszy bardzo złej sprawy – powiedział reporterom w Sejmie.

Sławomir Mentzen w kampanii prezydenckiej stwierdził, że „dziennikarz to jest obecnie najbardziej podły zawód, jaki istnieje”.  

– Wolałbym mieć córkę prostytutkę niż syna dziennikarza, patrząc na to, co dziennikarze w tym momencie robią. Za pieniądze kłamią tak bardzo, że bardziej się nie da – powiedział.  

Podobnego zdania jest Ewa Zajączkowska-Hernik, która poszła jeszcze dalej w nagonce na dziennikarzy, twierdząc, że „niektórzy dziennikarze zachowują się gorzej niż niż prostytutki.

Głośna była także sprawa zachowania senatora PiS Wojciecha Skurkiewicza, który w trakcie rozmowy z Justyną Dobrosz-Oracz próbował wyłączyć jej mikrofon przyczepiony na wysokości klatki piersiowej.

Portal Sprawdzamto.pl zwrócił się z prośbą o komentarz na temat agresywnych zachowań wobec dziennikarzy do prof. Ewy Marciniak.  

– Wydaje mi się, że takim fundamentem tej werbalnej agresji jest przekonanie o nadwładzy polityki nad mediami – wskazała, dodając, że jest to charakterystyczne dla systemów autorytarnych, demokracji wadliwych lub hybrydowych. 

Przykład idzie z góry 

Podobna agresywna retoryka wobec mediów od lat jest obecna w polityce amerykańskiej, czego emanacją jest Donald Trump. Prezydent USA potrafi nazwać dziennikarkę, zadającą niewygodne dla niego pytania „świnką”, ostentacyjnie przerwać wywiad, czy powiedzieć – jak było w przypadku dziennikarki ABC News Rachel Scott – „jesteś najbardziej wstrętną reporterką tutaj. Jesteś wstrętną, straszną, naprawdę straszną reporterką. I zawsze tak jest z tobą”. 

Prof. Marciniak: To wynika z przekonania o nadwładzy polityków

– Mamy liderów politycznych – takich jak prezydent Donald Trump i niektórzy jego akolici – którzy prezentują niewybredne zachowania wobec dziennikarzy. Opinia publiczna zwraca uwagę na to, co ma charakter personalny, bo jest to widoczne, spektakularne i nasycone negatywizmem – powiedziała prof. Marciniak. 

– Uważam, że wynika to z przekonania o nadwładzy polityki czy polityków nad mediami [...], żeby uzyskiwać przewagę polityczną czy emocjonalną nad dziennikarzem. Mamy różne sposoby uzyskiwania tej przewagi – wskazała. 

Zdaniem prof. Marciniak agresywne zachowania polityków mogą normalizować lekceważący stosunek do dziennikarzy.

– Dzisiaj pozycja dziennikarza jest niezwykle trudna, dziennikarstwo społeczne i polityczne staje się dzisiaj wyzwaniem – skonkludowała.

Czym jest SLAPP? 

Presja na dziennikarzy nie kończy się jednak na publicznych wyzwiskach czy próbach dyskredytacji. Innym narzędziem mogą być działania prawne, których celem nie jest wygranie sporu, lecz zniechęcenie dziennikarza do zajmowania się określonym tematem.

Dziennikarze, piszący o faktach, które są dla polityków niewygodne padają ofiarą zastraszania. Część spośród polityków próbuje powoływać się na przepisy kodeksu karnego, które mówią o zniesławieniu (art.212) w przypadkach, w których absolutnie do czegoś takiego nie dochodzi.  

Samo wezwanie do sprostowania lub wysokie roszczenia finansowe mogą wywołać efekt mrożący, zmuszając dziennikarzy do angażowania czasu i środków w spory prawne kosztem pracy redakcyjnej.

Takie działania mogą przyjmować formę SLAPP – strategicznych powództw zmierzających do stłumienia debaty publicznej. Politycy, firmy lub inne grupy interesu wykorzystują je przeciwko dziennikarzom, mediom i aktywistom zajmującym się m.in. korupcją, ochroną środowiska czy prawami człowieka.

Unijna dyrektywa anty-SLAPP (UE 2024/1069) ma chronić dziennikarzy, aktywistów i naukowców przed nękającymi pozwami transgranicznymi. Przewiduje m.in. możliwość wcześniejszego oddalania bezpodstawnych roszczeń oraz sankcje wobec ich inicjatorów.

Polska wdrożyła dyrektywę z opóźnieniem. Ustawa obowiązuje od 8 lipca 2026 r. 

Bez wolnych mediów nie ma demokracji 

Pocieszeniem może być pozycja Polski w rankingu wolności prasy Reporterów bez Granic. W 2026 r. zajęła 27. miejsce na 180 państw, awansując o cztery pozycje. Globalna sytuacja wygląda jednak gorzej: po raz pierwszy warunki pracy mediów w ponad połowie badanych krajów oceniono jako „trudne” lub „bardzo poważne”, a wskaźnik pogorszył się w 110 państwach.

W Polsce wolność słowa i prasy chroni Konstytucja. Jej art. 54 gwarantuje wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także zakazuje cenzury prewencyjnej. Prawo prasowe przewiduje natomiast odpowiedzialność za utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej.

Prof. Marciniak zwraca uwagę na paradoks: politycy atakują media, choć jednocześnie są od nich zależni. Agresja może przy tym wykraczać poza relacje polityków z dziennikarzami.

– To przypomina efekt domina: „skoro polityk może, to dlaczego ja, obywatel, nie mogę?”. Agresywne zachowanie staje się negatywnym wzorem – powiedziała.

Prof. Ewa Maria Marciniak to polska politolożka, doktor habilitowana nauk społecznych w zakresie nauki o polityce, wykładowczyni na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, od 2023 dyrektor Centrum Badania Opinii Społecznej. 

Źródła

  1. portal Sprawdzamto.pl

  2. TVN24

  3. wp.pl

  4. portal tvp.info

  5. eur-lex.europa.eu

Nasi autorzy