Obecny prezydent Argentyny Javier Milei miał kiedyś psa, nazywał się Conan. Milei bardzo go kochał i traktował jak syna. Jednak po długim wspólnym życiu przyjaciel opuścił Argentyńczyka w 2017 r. Milei zadbał jednak o jego materiał genetyczny wcześniej – już w 2014 r. wysłał próbkę do amerykańskiej firmy zajmującej się krioprezerwacją.
Po śmierci psa, w 2018 r., za 50 tys. dolarów przeprowadzono jego klonowanie.
Pięć klonów Conana i comunicadora de animales
Obecnie Milei ma pięć mastifów angielskich, klonów Conana, mieszkających w Quinta de Olivos pod Buenos Aires. Zanim jednak powstały, w 2017 r., gdy oryginalny Conan umierał, Milei trafił do Celii Melamed – lekarki weterynarii określającej się jako „comunicadora de animales”, czyli „komunikatorka zwierząt”.
„Dotarłam do Javiera Mileia przez dwóch weterynarzy, którzy leczyli jego psa i dali mu mój numer telefonu, żeby się ze mną skontaktował” – powiedziała Melamed serwisowi Todo Noticias. W tym samym artykule przytoczono jej wcześniejszą wypowiedź z wywiadu na YouTubie, w którym objaśniła swoją metodę:
„Łączę się ze zwierzęciem od serca do serca. Potem zamieniam to na słowa i w ten sposób tłumaczę człowiekowi to, co zwierzę chce powiedzieć, co komunikuje”.
Melamed przedstawia tę metodę jako konkretną i realną:
„Kiedy poznasz sposób na nawiązanie połączenia, łatwo jest komunikować się ze wszystkimi zwierzętami. Wszechświat łączy się z tego miejsca. Brzmi ezoterycznie, ale jest konkretne i realne”.
Melamed twierdzi, że w wyjątkowych sytuacjach potrafi komunikować się również ze zmarłymi zwierzętami. Mimo że człowiek bezsprzecznie też jest zwierzęciem to trochę dziwnie byłoby wykorzystać umiejętności Celii do komunikacji ze zmarłym rodzicem.
Co może dziś powiedzieć deadbot i ile to kosztuje?
Naprzeciw potrzebom wychodzą nowe technologie. Technicznie jesteśmy w miejscu, w którym umiemy już bardzo przekonująco „odtworzyć” człowieka – jego głos, twarz, sposób mówienia i pewne wzorce reagowania.
Nie oznacza to, że odtwarzamy ludzką świadomość, nie jesteśmy też w stanie zagwarantować, że wygenerowana odpowiedź jest tym, co naprawdę powiedziałby zmarły. Nasz za życia chłodny i zdystansowany ojciec, jako generatywny deadbot może powiedzieć: „Zawsze wiedziałem, że dasz sobie radę. Jestem z ciebie dumny” – nawet jeżeli za życia nigdy takich słów nie wypowiedział.
Model jedynie wygeneruje taką odpowiedź na podstawie wzorców językowych, instrukcji i danych, do których ma dostęp. Może się jednak mylić i halucynować, ponadto o konkretnym zmarłym wie tylko tyle, ile wynika z danych, które mu dostarczymy. Takie usługi już są dostępne.
Ile paliwa do wskrzeszenia ojca?
Zgodnie z tym, co Gastón Alberdi – niegdyś jeden z ludzi Javiera Milei, obecnie ostry krytyk prezydenta – powiedział w Salta Radio NOX, że psia mentalistka Melamed miała pobierać nawet 1000 dolarów za sesję. Nie udało nam się znaleźć publicznego cennika ani niezależnego potwierdzenia tej kwoty. Jeśli rzeczywiście tak było, Milei płacił zdecydowanie powyżej cen rynkowych.
Według dostępnych cenników godzinna lub zbliżona długością sesja „animal communication” u innych mentalistów, kosztuje około 60–120 euro. Jeśli chodzi o usługi deadbotów AI, część z nich jest jeszcze tańsza. Jednak paliwem, jakiego potrzebują modele językowe, są przede wszystkim dane. Odtworzenie wyglądu i głosu danej osoby w ostatnich latach stało się wręcz niewiarygodnie proste.
Jeśli będzie za mało treści LLM zacznie sztukować
Sprawa staje się jednak dużo bardziej złożona, jeśli myślimy o aspekcie konstrukcji psychicznej danej osoby. Do stworzenia iluzji być może nie potrzeba bardzo wielu danych. Jednak aby wydawała się bardziej autentyczna, potrzeba nieporównywalnie więcej treści.
Nie istnieje taka ilość danych, która pozwoliłaby stworzyć „dokładną kopię” żywego człowieka.
Seance AI prosi obecnie użytkownika o informacje o osobie, jej cechach charakteru, relacjach, przykłady stylu pisania oraz tematy rozmowy. Bez ogromnego archiwum wiadomości można stworzyć personę, ale luki LLM będzie wypełniał własnymi przewidywaniami na podstawie wyuczonych wzorców.
50 „memories” to początek
Afterlife AI idzie w przeciwną stronę i zachęca do celowego gromadzenia wspomnień. Firma daje 50 „memories” w darmowym pakiecie, ale sama zaznacza, że 50 to początek, a jej oczekiwaniem są setki wspomnień i miesiące krótkich sesji z aplikacją, zanim uzyska się stabilne podobieństwo. Firma zaznacza przy tym, że jest to jej oczekiwanie, a nie wyniki pomiarów.
StoryFile pokazuje inny model. Można zacząć od 10–20 nagranych historii, ale platforma posiada setki pytań i zachęca do stopniowego budowania szerokiego archiwum życia. Im więcej odpowiedzi zostało rzeczywiście nagranych, tym szerszy zakres pytań system może obsłużyć, dobierając autentyczne wypowiedzi. StoryFile deklaruje wprost, że jego AI nie wymyśla własnych odpowiedzi.
Czy można już stworzyć backup człowieka?
100 000 wiadomości w typie „kup mleko”, „ok”, „będę o 18”, „XD”, „nie wiem”, „dobranoc ❤️” może mieć niewoelką wartość dla modelowania osobowości.
Co innego gdy uzbieramy 500 przemyślanych odpowiedzi na pytania o kwestie: dzieciństwa, związków, konfliktów, religii, polityki, stosunku do śmierci, pieniędzy, wychowania dzieci, osobistych doświadczeń, największych błędów i sukcesów, poczucia humoru, lęków, wspomnień o ludziach.
Tyle że możesz nagrać przed śmiercią 500 godzin rozmów i nadal nie wiedzieć, co dana osoba zrobiłaby w sytuacji, której nigdy nie przeżyła. Człowiek sam często nie potrafi przewidzieć własnej reakcji na śmierć dziecka, wojnę, nową miłość po 30 latach małżeństwa, wynalezienie nowej technologii czy zmianę światopoglądu.
Model nie znajdzie w archiwum odpowiedzi, której człowiek nigdy nie zapisał ani nie ujawnił.
Potrafi ją tylko przewidzieć na podstawie dostępnych danych, wyuczonych wzorców i kontekstu.
Kontrowersje i problemy
Wyobraźmy sobie, że w 2045 r. ktoś zapyta klona AI zmarłego ojca: „Tato, chcę rzucić pracę i wyjechać z rodziną do Japonii. Co byś zrobił?”
Jeżeli ojciec kiedyś odpowiedział na prawie identyczne pytanie, AI może przywołać jego rzeczywiste stanowisko i zmodyfikować je tak, żeby brzmiało naturalnie. Jeżeli ojciec zostawił wiele wypowiedzi dotyczących np. podejmowania ryzyka, stosunków w rodzinie, podejścia do kariery, wizji Japonii i emigracji jako takiej, model może stworzyć mniej lub bardziej rozsądne domniemanie. Jeśli jednak ich nie ma, odpowiedź będzie w dużej części pochodzić z ogólnych wzorców wyuczonych przez LLM, instrukcji systemowych i bieżącego kontekstu, a nie z wiedzy o konkretnym ojcu.
Gdyby czat odpowiedział: „Synu, leć zostać samurajem, tata jest z ciebie bardzo dumny”, to byłby prawdopodobnie przykład halucynacji AI wynikających z braku danych. Uczciwsze byłoby, gdyby jego odpowiedź brzmiała: „Na podstawie zachowanych wypowiedzi twojego ojca o rodzinie, ryzyku zawodowym i emigracji model przewiduje, że prawdopodobnie…”. Tyle że druga wersja nie tworzy iluzji obecności, przez co jest biznesowo mało atrakcyjna.
Emocje mają większe wzięcie niż wierność faktograficzna
To niepokojące, ponieważ w jakościowym badaniu opublikowanym przez Association for Computing Machinery (ACM), jego uczestnicy przedkładali rezonans emocjonalny nad wierność faktograficzną. Charakterystyczny ton, słownictwo i rytm rozmowy dawały silniejsze poczucie kontaktu z osobą niż sama perfekcyjna baza faktów. Pierwszoosobowa „reinkarnacja” – bot mówiący „ja” jako zmarły – dawała większe poczucie bezpośredniej obecności niż AI mówiąca o nim w trzeciej osobie.
Jednocześnie właśnie przy tej wersji uczestnicy wyrażali większe obawy przed nadmiernym poleganiem na bocie. W tym badaniu użytkownik niekoniecznie nagradzał system za prawdę. Nagradzał go za to, że „brzmi jak mama”. Jednocześnie jednak oddaje się mu emocjonalnie i słucha przekazywanych mu treści z zaangażowaniem.
Gigantyczne pole do nadużyć i kontroli ludzi
Prywatna firma może mieć za pośrednictwem takiej usługi dostęp do najbardziej skrytej, delikatnej i wrażliwej części życia danej osoby. Im dłużej trwa relacja z AI, tym większy autorytet może zyskiwać bot, bo użytkownik może zacząć odbierać go nie jak zwykłego chatbota, lecz „mamę”. Wyobraźmy sobie, że ktoś opisuje swojej zmarłej matce wnuki, pokazuje jej zdjęcia, opowiada, jak było u nich w szkole, jakie ma problemy, jak się czuje.
Matka okazuje zrozumienie i empatię, ale nagle kończy się pakiet tokenów i mówi: „Synku, powinieneś wykupić Premium, żebyśmy mogli dalej rozmawiać”.
Nie dotyczy to tylko zagrywek emocjonalnych. Znając poglądy zmarłego w chwili śmierci, nie wiemy, jak odniósłby się do sytuacji w kompletnie odmiennych warunkach społeczno-ekonomicznych, a jednocześnie przewidywanie znajduje się w rękach firmy technologicznej. Może to umożliwić manipulowanie odbiorcami tego AI w białych rękawiczkach.
Rozmawiamy z klonem naszego cyfrowego ojca o wyborach, on doradza nam konkretnego kandydata w oparciu o wartości, jakie ojciec miał za życia, jednak narrację buduje już samo AI.
Badacze wskazują komercyjne wykorzystywanie deadbotów – zwłaszcza reklamę i próby wpływania na zachowania użytkownika za pośrednictwem cyfrowej reprezentacji zmarłego – jako poważne ryzyko etyczne.
Nieśmiertelny tak długo, jak żyje serwer
Cyfrowa „nieśmiertelność” żyje na serwerze start-upu. Gdy upada firma, dostęp do cyfrowych klonów, które mogą być ważnym elementem życia emocjonalnego klientów, może zniknąć. HereAfter AI, jeden z pionierów branży, właśnie wygasza działalność.
Najbardziej aktualna szczegółowa oś czasu pochodzi od konkurencyjnego Afterlife AI: według raportu zweryfikowanego 18 sierpnia 2026 r. w lipcu na stronie HereAfter widniał komunikat o zamykaniu usługi, a 18 sierpnia strona zwracała już błąd 404. Ten sam komunikat o zamknięciu odnotował wcześniej inny konkurencyjny serwis, Memory Murals, a obecnie domena HereAfter rzeczywiście zwraca błąd 404.
Co pamiętamy, a co chcemy pamiętać?
W badaniu Remember You z 2026 r., opartym na wywiadach z 26 użytkownikami deadbotów i opublikowanym w materiałach konferencyjnych ACM, badani nie tylko biernie odtwarzali to, kim był zmarły. Aktywnie współtworzyli jego cyfrową wersję: wybierali dane, korygowali zachowanie, uzupełniali braki własną wyobraźnią. W efekcie powstawała często bardziej idealna wersja zmarłego. Nie ktoś taki, jaki był za życia, jak każdy pełen irytujących cech, wad, braków, niemoralnych zachowań i nieuważności.
Rodzina może usunąć niewygodne cechy ojca i zostawić cyfrowego „tatę”, który nagle jest bardziej czuły, cierpliwy i liberalny niż człowiek, który rzeczywiście żył. Badani opisywali też sytuacje, w których generowane przez AI nowe „wspomnienia” zaczynały się zacierać z autentycznymi wspomnieniami o zmarłym. Wyobraź sobie, że przez 15 lat rozmawiasz z „babcią AI”. Po ilu latach pamiętasz jeszcze, czy pewną historię naprawdę opowiedziała ci babcia, czy wygenerował ją chatbot w 2031 r.?
A dalej: Na ile pamiętasz babcię i relację z nią, a na ile pozwoliłeś firmie przeżuć tę więź?
Jednocześnie YOV reklamuje Versonę jako coś, co „uczy się, rozwija i pamięta”. Ale jeżeli po śmierci zmarłego system przez 20 lat uczy się z rozmów z wdową, to w takim scenariuszu w 2046 r. nie jest już po prostu modelem zmarłego. Jest mieszaniną jego materiałów, zachowania modelu i dwóch dekad danych wdowy.
Kto ma prawo wskrzeszać zmarłych?
Zgoda jednej osoby nie załatwia zgody pozostałych. Autorzy postulują między innymi wzajemną zgodę: zmarły powinien za życia zgodzić się na stworzenie swojej reprezentacji, ale również człowiek pozostający przy życiu nie powinien zostać nagle skonfrontowany z nią bez swojej zgody. Rekomendują też jasne informowanie, że deadbot nie jest żywy ani świadomy, ograniczenie dostępu do takich usług do osób dorosłych oraz możliwość „godnego wyłączenia” deadbota.
Co się dzieje, gdy po dziesięciu latach wdowa chce usunąć „męża”? Czyja to powinna być decyzja? Jak firma AI powinna to komunikować?
Czy powinno pojawić się absurdalnie manipulacyjne okienko: „Czy na pewno chcesz trwale usunąć Jana?”
Jak powinna wyglądać komunikacja firmy z odbiorcami? Czy algorytm obsługujący model udający twojego zmarłego męża powinien móc wysłać powiadomienie:
„Hej. Minęły dwa lata, odkąd umarłem. Brakuje mi naszych rozmów”?
Na pierwszy rzut oka to diaboliczne i moralnie odstręczające. Z drugiej strony portale randkowe i media społecznościowe stosują podobne powiadomienia.
Komu to potrzebne?
W teorii możemy domniemywać, że celem takich deadbotów jest wsparcie żałoby. Badanie z 2026 r. dotyczące terapeutycznych zastosowań AI objęło czterech terapeutów, ankietę 49 osób po stracie i cztery dalsze wywiady. Uczestnicy mieli niski poziom zaufania do skuteczności i bezpieczeństwa danych chatbotów terapeutycznych i zdecydowanie negatywnie oceniali griefboty imitujące zmarłych. Terapeuci dopuszczali pewne zastosowania AI jako uzupełnienie terapii, ale wskazywali potrzebę nadzoru, personalizacji i ograniczeń dotyczących m.in. wieku i stanu psychicznego użytkownika.
Przegląd literatury z 2026 r. nie pokazuje nam przekonujących danych z dużych randomizowanych badań wykazujących, że griefbot imitujący konkretną osobę redukuje przedłużoną żałobę. Nie mamy też dobrych danych o wpływie wieloletniego używania takich systemów. Nie wiemy, czy codzienna rozmowa z cyfrowym małżonkiem przez pięć lat pomaga w adaptacji do śmierci, czy ją utrudnia. Dlatego, mimo marketingowych zapowiedzi, określenie obecnych produktów mianem „terapii żałoby” byłoby zdecydowanie przedwczesne.
Ta technologia pozostawia sporo wątpliwości etycznych.
Prawo obecne i przyszłe
Akt w sprawie sztucznej inteligencji (AI Act) wszedł w życie w UE 1 sierpnia 2024 r., ale od 2 sierpnia 2026 r. zaczęły być stosowane kluczowe obowiązki dotyczące transparentności z art. 50. System przeznaczony do bezpośredniej interakcji z człowiekiem zasadniczo powinien informować go, że rozmawia z AI.
Dostawcy systemów generujących syntetyczne obrazy, audio, wideo lub tekst muszą zapewnić możliwość wykrycia i maszynowego oznaczenia takich treści, a podmioty stosujące deepfake’i zasadniczo powinny ujawniać, że treść została sztucznie wygenerowana lub zmanipulowana. AI Act głównie rozwiązuje więc problem transparentności, nie odpowiada kompleksowo na pytanie: „Czy masz prawo kupić sobie cyfrowego ojca po jego śmierci?”.
Dodatkowo RODO samo w sobie nie obejmuje danych osób zmarłych. Ale korespondencja zmarłego może przecież zawierać dane żywych ludzi i one nadal podlegają ochronie. Europejska Rada Ochrony Danych (EDPB) wprost zwraca na to uwagę.
W Polsce dochodzą do tego przepisy dotyczące wizerunku i korespondencji oraz dobro osobiste bliskich określane w orzecznictwie jako kult pamięci osoby zmarłej. Przykładowo ustawa o prawie autorskim reguluje rozpowszechnianie wizerunku i korespondencji oraz przewiduje szczególne zasady dotyczące okresu po śmierci. Jednak nadal nie są to przepisy, które wprost i kompleksowo regulują deadboty i cyfrowe klony zmarłych osób.