„Skandal! Usiądźcie i czytajcie. Polski kierowca, który wrócił z Węgier, powiedział, że nie było żadnej pomocy ze strony polskiej – nie było konsula, nie było tłumaczy i lekarzy. Mogły być dużo mniejsze szkody na zdrowiu poszkodowanych, gdyby byli polscy tłumacze, bo mniej by było błędnych diagnoz lekarzy węgierskich. Były konferencje prasowe, a pomocy dla polskich obywateli zero. Czy ten rząd jest nam do czegokolwiek potrzebny?!” – napisał na portalu X Kazimierz Smoliński.
Skąd pan to wie?
Jego wpis wyświetlono ponad 60 tys. razy, doczekał się ponad tysiąca polubień oraz powyżej 400 udostępnień i komentarzy. W większości z nich pojawiała się krytyka i niedowierzanie, że w tak dramatycznej i tragicznej chwili poseł decyduje się przypuścić atak na rząd.
„A jednak nie wytrzymaliście. Czekałem tylko, kiedy zaczniecie walić w rząd – to było do przewidzenia. Wykorzystujecie kolejną tragedię ludzi do swojej propagandy, jakby nie było żadnych granic przyzwoitości. Jak można tak bezczelnie kłamać? Wy już nie macie żadnych hamulców” – napisał jeden z internautów.
Kłamstwo było zresztą bodaj najczęściej pojawiającym się słowem. Nie brakowało też zarzutów innej maści.
„Panie pośle, proszę o informację o źródło Pana wiedzy, jakoby węgierscy lekarze popełnili błędy medyczne. Ilu osób dotyczyły te błędy medyczne oraz kto konkretnie (inny lekarz w Polsce?) stwierdził, że błędnie zdiagnozowano poszkodowanych. Zakładam, że jako poseł polskiego Sejmu, w obliczu tak ogromnej tragedii, Pan sobie tego nie wymyślił” – pytał komentator Piotr Leski.
Żal i brak pomocy?
Poseł Smoliński powołał się na słowa drugiego kierowcy i jednego z organizatorów Grzegorza Wojtonia. Mężczyzna, który od 30 lat jeździ do Medjugorje, rzeczywiście miał sporo uwag do pomocy zaoferowanej przez polskie władze.
– Węgierska strona robi, co może, chociaż uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało sprawniej – mówił mężczyzna w rozmowie z TVN24. Zaznaczył, że jako pierwsza z pomocą ruszyła miejscowa Polonia, która pomagała w tłumaczeniach. To zrozumiałe – miała bliżej niż polskie służby krajowe.
Wcześniej inne zarzuty formułowała dziennikarka Kanału Zero Joanna Pinkwart, która rozmawiała z pielgrzymami. Rodziny poszkodowanych twierdziły, że miały problemy z uzyskaniem informacji o swoich bliskich, na miejscu brakowało tłumaczy, a konsul, chociaż był na miejscu, nie pofatygował się na konferencję prasową. Rzecznik MSZ odrzucał te oskarżenia.
„Konsul z zespołem działał od 6 rano. Był na każdym oddziale, rozmawiał z każdym lekarzem. Nasz zespół był cały czas z rodzinami poszkodowanych – rozmawiał, tłumaczył, pomagał, pocieszał. A kiedy trzeba było – po prostu przytulał. Konsul był stale wzywany przez lekarzy, załatwiał wszystkie formalności związane z wylotem 21-osobowej grupy, odbierał od policji bagaże poszkodowanych i dziesiątki, jeśli nie setki, telefonów – od wszystkich. Jeszcze przed briefingiem stał i rozmawiał z rodzinami. W trakcie konferencji wrócił do szpitala, żeby tam dalej pomagać” – wyjaśniał Maciej Wewiór na portalu X.
Informacja Pani @jpinkwart jest nie fair i po prostu zmanipulowana.
— Rzecznik MSZ - Maciej Wewiór (@RzecznikMSZ) August 17, 2026
Konsul z zespołem działał od 6 rano. Był na każdym oddziale, rozmawiał z każdym lekarzem. Nasz zespół był cały czas z rodzinami poszkodowanych - rozmawiał, tłumaczył, pomagał, pocieszał. A kiedy trzeba było - po…
Pinkwart nie uwierzyła i na dowód pokazała nagranie z wypowiedziami rodzin poszkodowanych i zmarłych. Główny zarzut dotyczył tego, że podczas briefingu padło zapewnienie, iż konsul wyjdzie do zainteresowanych, a tego nie zrobił.
Poważne oskarżenia. Smoliński broni swoich słów
Drugi kierowca i organizator wyjazdu miał pretensje do polskich władz o niewystarczającą pomoc, ale nie wspominał o potencjalnych błędach w diagnostyce węgierskich lekarzy wynikających z braku tłumacza. Tymczasem taki właśnie zarzut wysunął poseł Smoliński. Dlaczego i skąd miał tę wiedzę? O to zapytaliśmy u źródła.
„Źródłem mojej wypowiedzi była relacja drugiego kierowcy, którą osobiście słyszałem w wywiadzie dla TVN24. To on mówił o problemach z komunikacją z węgierskimi lekarzami i o błędach w diagnozowaniu poszkodowanych. Nie przedstawiałem tego jako własnej wiedzy medycznej ani nie twierdzę, że taką ocenę sformułowali wszyscy uczestnicy pielgrzymki. Odwołałem się do relacji osoby bezpośrednio uczestniczącej w zdarzeniu” – napisał nam poseł PiS.
W słowach Wojtonia nie ma jednak mowy o „błędnym diagnozowaniu”. Dopytaliśmy zatem, skąd poseł o tym wie, bo to bardzo poważne oskarżenie.
„Sam słyszałem kierowcę i na gorąco, w emocjach, to napisałem, bo tak to odebrałem, że brak tłumacza i polskiego lekarza mogły spowodować błędne diagnozy lekarzy węgierskich” – dodał.
To nadal tylko interpretacja, by nie powiedzieć nadinterpretacja, słów drugiego kierowcy. Jeśli taka wypowiedź z ust uczestnika zdarzenia rzeczywiście by padła, nie pisałby o niej tylko jeden poseł, a lekarzom mogłaby grozić odpowiedzialność karna. Nawet TVN24 nie cytuje w swoich materiałach takiej wypowiedzi, podobnie jak inne portale piszące o tej sprawie w odniesieniu do materiału stacji.
Kazimierz Smoliński ponadto sugerował w swoim wpisie, że rodziny poszkodowanych i pacjenci w ogóle nie mogli liczyć na wsparcie strony polskiej. To nieprawda.
Szybka reakcja władz
Kilka godzin po wypadku premier Donald Tusk ogłosił, że „podjął decyzję o wysłaniu na Węgry polskiego samolotu specjalnego z przedstawicielami MSZ i służb medycznych”. Dodał, że „wszystkim poszkodowanym zostanie udzielona niezbędna pomoc medyczna i konsularna”.
Na miejsce pojechali m.in. Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia, oraz Wojciech Zajączkowski, wiceminister spraw zagranicznych. Polska delegacja rozdzieliła się i odwiedziła wszystkich poszkodowanych w szpitalach, by ocenić ich stan i zakwalifikować do transportu. Pierwsza 21-osobowa grupa wróciła do kraju w poniedziałek wieczorem. 16 z nich nie wymagało dalszej hospitalizacji, pięć pozostałych trafiło do dwóch podkarpackich szpitali.
Konsekwencje wypadku na Węgrzech
Do wypadku polskich pielgrzymów wracających autokarem z Medjugorje w Bośni i Hercegowinie doszło w nocy z soboty na niedzielę (ok. godz. 1) w miejscowości Mezőkeresztes na wschodzie Węgier.
Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że kierowca zjechał do rowu na prostym odcinku drogi, co może świadczyć o tym, że zasnął za kółkiem. Zginęło 12 osób, a ponad 40 trafiło do czterech węgierskich szpitali.
Kierowca został zatrzymany i przesłuchany, ale nie złożył wyjaśnień. W obawie przed ucieczką sąd rejonowy w Miszkolcu wydał decyzję o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na okres 30 dni. Kierowca usłyszał zarzut zaniedbania, które doprowadziło do katastrofy w ruchu lądowym.