manipulacja

Węgierscy lekarze popełnili błędy? Smoliński tłumaczy się ze swoich słów

Węgierscy lekarze stawiali błędne diagnozy, bo z powodu braku tłumaczy nie byli w stanie porozumieć się z poszkodowanymi w wypadku polskiego autobusu w miejscowości Mezőkeresztes – sugeruje poseł PiS Kazimierz Smoliński, powołując się na rzekome słowa drugiego kierowcy. Ale czy takie słowa naprawdę padły?

Węgierscy lekarze popełnili błędy? Smoliński tłumaczy się ze swoich słów
fot. PAP/EPA/ZOLTAN MATHE

„Skandal! Usiądźcie i czytajcie. Polski kierowca, który wrócił z Węgier, powiedział, że nie było żadnej pomocy ze strony polskiej – nie było konsula, nie było tłumaczy i lekarzy. Mogły być dużo mniejsze szkody na zdrowiu poszkodowanych, gdyby byli polscy tłumacze, bo mniej by było błędnych diagnoz lekarzy węgierskich. Były konferencje prasowe, a pomocy dla polskich obywateli zero. Czy ten rząd jest nam do czegokolwiek potrzebny?!” – napisał na portalu X Kazimierz Smoliński.

Wpis Kazimierza Smolińskiego (fot. X.com)
Wpis Kazimierza Smolińskiego (fot. X.com)

Skąd pan to wie? 

Jego wpis wyświetlono ponad 60 tys. razy, doczekał się ponad tysiąca polubień oraz powyżej 400 udostępnień i komentarzy. W większości z nich pojawiała się krytyka i niedowierzanie, że w tak dramatycznej i tragicznej chwili poseł decyduje się przypuścić atak na rząd.

„A jednak nie wytrzymaliście. Czekałem tylko, kiedy zaczniecie walić w rząd – to było do przewidzenia. Wykorzystujecie kolejną tragedię ludzi do swojej propagandy, jakby nie było żadnych granic przyzwoitości. Jak można tak bezczelnie kłamać? Wy już nie macie żadnych hamulców” – napisał jeden z internautów.

Kłamstwo było zresztą bodaj najczęściej pojawiającym się słowem. Nie brakowało też zarzutów innej maści.

„Panie pośle, proszę o informację o źródło Pana wiedzy, jakoby węgierscy lekarze popełnili błędy medyczne. Ilu osób dotyczyły te błędy medyczne oraz kto konkretnie (inny lekarz w Polsce?) stwierdził, że błędnie zdiagnozowano poszkodowanych. Zakładam, że jako poseł polskiego Sejmu, w obliczu tak ogromnej tragedii, Pan sobie tego nie wymyślił” – pytał komentator Piotr Leski.

Żal i brak pomocy? 

Poseł Smoliński powołał się na słowa drugiego kierowcy i jednego z organizatorów Grzegorza Wojtonia. Mężczyzna, który od 30 lat jeździ do Medjugorje, rzeczywiście miał sporo uwag do pomocy zaoferowanej przez polskie władze.

– Węgierska strona robi, co może, chociaż uważam, że gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało sprawniej – mówił mężczyzna w rozmowie z TVN24. Zaznaczył, że jako pierwsza z pomocą ruszyła miejscowa Polonia, która pomagała w tłumaczeniach. To zrozumiałe – miała bliżej niż polskie służby krajowe.

Wcześniej inne zarzuty formułowała dziennikarka Kanału Zero Joanna Pinkwart, która rozmawiała z pielgrzymami. Rodziny poszkodowanych twierdziły, że miały problemy z uzyskaniem informacji o swoich bliskich, na miejscu brakowało tłumaczy, a konsul, chociaż był na miejscu, nie pofatygował się na konferencję prasową. Rzecznik MSZ odrzucał te oskarżenia.

„Konsul z zespołem działał od 6 rano. Był na każdym oddziale, rozmawiał z każdym lekarzem. Nasz zespół był cały czas z rodzinami poszkodowanych – rozmawiał, tłumaczył, pomagał, pocieszał. A kiedy trzeba było – po prostu przytulał. Konsul był stale wzywany przez lekarzy, załatwiał wszystkie formalności związane z wylotem 21-osobowej grupy, odbierał od policji bagaże poszkodowanych i dziesiątki, jeśli nie setki, telefonów – od wszystkich. Jeszcze przed briefingiem stał i rozmawiał z rodzinami. W trakcie konferencji wrócił do szpitala, żeby tam dalej pomagać” – wyjaśniał Maciej Wewiór na portalu X.

 

Pinkwart nie uwierzyła i na dowód pokazała nagranie z wypowiedziami rodzin poszkodowanych i zmarłych. Główny zarzut dotyczył tego, że podczas briefingu padło zapewnienie, iż konsul wyjdzie do zainteresowanych, a tego nie zrobił.

Poważne oskarżenia. Smoliński broni swoich słów 

Drugi kierowca i organizator wyjazdu miał pretensje do polskich władz o niewystarczającą pomoc, ale nie wspominał o potencjalnych błędach w diagnostyce węgierskich lekarzy wynikających z braku tłumacza. Tymczasem taki właśnie zarzut wysunął poseł Smoliński. Dlaczego i skąd miał tę wiedzę? O to zapytaliśmy u źródła.

„Źródłem mojej wypowiedzi była relacja drugiego kierowcy, którą osobiście słyszałem w wywiadzie dla TVN24. To on mówił o problemach z komunikacją z węgierskimi lekarzami i o błędach w diagnozowaniu poszkodowanych. Nie przedstawiałem tego jako własnej wiedzy medycznej ani nie twierdzę, że taką ocenę sformułowali wszyscy uczestnicy pielgrzymki. Odwołałem się do relacji osoby bezpośrednio uczestniczącej w zdarzeniu” – napisał nam poseł PiS.

W słowach Wojtonia nie ma jednak mowy o „błędnym diagnozowaniu”. Dopytaliśmy zatem, skąd poseł o tym wie, bo to bardzo poważne oskarżenie.

„Sam słyszałem kierowcę i na gorąco, w emocjach, to napisałem, bo tak to odebrałem, że brak tłumacza i polskiego lekarza mogły spowodować błędne diagnozy lekarzy węgierskich” – dodał.

To nadal tylko interpretacja, by nie powiedzieć nadinterpretacja, słów drugiego kierowcy. Jeśli taka wypowiedź z ust uczestnika zdarzenia rzeczywiście by padła, nie pisałby o niej tylko jeden poseł, a lekarzom mogłaby grozić odpowiedzialność karna. Nawet TVN24 nie cytuje w swoich materiałach takiej wypowiedzi, podobnie jak inne portale piszące o tej sprawie w odniesieniu do materiału stacji.

Kazimierz Smoliński ponadto sugerował w swoim wpisie, że rodziny poszkodowanych i pacjenci w ogóle nie mogli liczyć na wsparcie strony polskiej. To nieprawda.

Szybka reakcja władz 

Kilka godzin po wypadku premier Donald Tusk ogłosił, że „podjął decyzję o wysłaniu na Węgry polskiego samolotu specjalnego z przedstawicielami MSZ i służb medycznych”. Dodał, że „wszystkim poszkodowanym zostanie udzielona niezbędna pomoc medyczna i konsularna”.

Na miejsce pojechali m.in. Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia, oraz Wojciech Zajączkowski, wiceminister spraw zagranicznych. Polska delegacja rozdzieliła się i odwiedziła wszystkich poszkodowanych w szpitalach, by ocenić ich stan i zakwalifikować do transportu. Pierwsza 21-osobowa grupa wróciła do kraju w poniedziałek wieczorem. 16 z nich nie wymagało dalszej hospitalizacji, pięć pozostałych trafiło do dwóch podkarpackich szpitali.

Konsekwencje wypadku na Węgrzech 

Do wypadku polskich pielgrzymów wracających autokarem z Medjugorje w Bośni i Hercegowinie doszło w nocy z soboty na niedzielę (ok. godz. 1) w miejscowości Mezőkeresztes na wschodzie Węgier.

żródło PAP
żródło PAP

Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że kierowca zjechał do rowu na prostym odcinku drogi, co może świadczyć o tym, że zasnął za kółkiem. Zginęło 12 osób, a ponad 40 trafiło do czterech węgierskich szpitali.

Kierowca został zatrzymany i przesłuchany, ale nie złożył wyjaśnień. W obawie przed ucieczką sąd rejonowy w Miszkolcu wydał decyzję o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na okres 30 dni. Kierowca usłyszał zarzut zaniedbania, które doprowadziło do katastrofy w ruchu lądowym.

Źródła

  1. TVN24

  2. X

  3. Polsat News

  4. Sprawdzamto.pl

Nasi autorzy