„Wychodzi na to, że Mieszko R. za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, rozprucie ciała i wyciąganie na zewnątrz wnętrzności nie poniesie kary. Prokuratura chce umorzenia” – czytamy w jednym z postów na portalu X.
Podobne wpisy pojawiły się na innych kontach w mediach społecznościowych. W jednym z nich autor zauważył wprawdzie, że umorzenie postępowania może wiązać się ze skierowaniem sprawcy do zamkniętego zakładu psychiatrycznego z powodu stwierdzonej przez biegłych niepoczytalności, ale zaraz potem dodał: „chłopak, chociaż niepoczytalny, okazał się na tyle przytomny, że nic nie napisał na Owsiaka. Praworządność za czasów Tuska”. Powiela też treść o uniknięciu kary.
Część internautów poszła jeszcze dalej w swoich osądach, twierdząc, że „jeśli tak się stanie, to Żurek powinien za to odpowiadać karnie”.
Mieszko niepoczytalny. Prokuratura miała związane ręce?
Wstępna obserwacja Mieszka R. zakończyła się w lipcu 2025 r. i nie zawierała konkluzji, więc konieczne było jej przedłużenie. 12 stycznia 2026 r. analiza przypadku studenta prawa dobiegła końca, a w lutym 2026 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie w komunikacie przedstawiła wyniki obserwacji.
Biegli orzekli, że w chwili popełniania morderstwa 22-latek był w pełni niepoczytalny.
Pełnomocnik pokrzywdzonych wniósł zastrzeżenia i wystąpił o sporządzenie opinii uzupełniającej.
Wtedy poznaliśmy więcej szczegółów diagnozy.
„Na popełnienie przez Mieszka R. czynów zabronionych złożyło się współdziałanie min. nieprawidłowych cech osobowości oraz rozwiniętej psychozy z zaburzeniami oceny rzeczywistości i poczuciem wyższej konieczności popełnienia takich czynów” – napisano w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie z dnia 17 kwietnia 2026 roku. „(...) biegli psychiatrzy i psychologowie wskazali na podwyższone, wieloczynnikowe ryzyko przyszłych problemów w kilku obszarach” – dodano.
Po uzyskaniu obu opinii prokuratura uznała, że nie ma podstaw do kwestionowania ich i w tym momencie miała ograniczone pole manewru. Osoba uznana za niepoczytalną nie może być sądzona i walka o skazanie nie miałaby żadnego uzasadnienia. Zgodnie z Art. 324. § 1 [Umorzenie w przypadku niepoczytalności sprawcy], „jeżeli zostanie ustalone, że podejrzany dopuścił się czynu w stanie niepoczytalności, a istnieją podstawy do zastosowania środków zabezpieczających, prokurator po zamknięciu śledztwa kieruje sprawę do sądu z wnioskiem o umorzenie postępowania i zastosowanie środków zabezpieczających”.
Dokładnie tak stało się w przypadku Mieszka R.
Prokuratura już w kwietniu złożyła wniosek do sądu o umorzenie śledztwa i zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Uzasadniała to faktem, że „pozostawanie podejrzanego na wolności z dużym prawdopodobieństwem grozi ponownym popełnieniem przez niego czynu zabronionego o znacznej społecznej szkodliwości, związanego z jego chorobą psychiczną”.
W informacji prasowej znalazło się również zastrzeżenie, że mężczyzna może charakteryzować się niską motywacją do leczenia w celu skrócenia izolacji.
Prokurator zastrzegł, że sprawca mordu na UW nie będzie mógł trafić do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, mimo że taka możliwość znalazła się w lutowym komunikacie warszawskiej prokuratury. Takie rozwiązanie można zastosować jednak tylko wobec przestępców odsiadujących wieloletnie wyroki, a Mieszko R. nie podlega procesowi z uwagi na niepoczytalność.
Zakład psychiatryczny to nie kara?
Skąd zatem przekonanie, że Mieszko R. „nie poniesie kary”? W rozumieniu Kodeksu karnego pobyt w zakładzie psychiatrycznym, choćby trwał całe życie, nie jest karą, lecz środkiem zabezpieczającym. To niepodważalny fakt.
Dalej można tylko dywagować. Część społeczeństwa jest przekonana, że karą dla przestępcy, nawet niepoczytalnego, jest tylko więzienie, a może i proponowania przez tych najbardziej radykalnych kara śmierci. W polskim systemie prawnym nie można jednak skazać osoby niepoczytalnej. Można orzec m.in. terapię, ale w przypadku Mieszka R. zawnioskowano o umieszczenie go w ośrodku zamkniętym.
W przestrzeni publicznej podważana jest też sama opinia biegłych i niepoczytalność sprawcy.
Wszystko przez fakt, że jego ojciec jest znanym prawnikiem. To jednak tylko domysły, nieznajdujące potwierdzenia w faktach.
Zbrodnia na UW
Do zabójstwa doszło 7 maja 2025 roku w kampusie Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskim Przedmieściu. Mieszko R. siekierą zaatakował wówczas 53-letnią portierkę, która zamykała drzwi do Auditorium Maximum. Kobieta zginęła na miejscu od ciosów w głowę, szyję, tułów i ręce.
22-letni student prawa na UW został zatrzymany na terenie uczelni. Usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, znieważenia zwłok i usiłowania zabójstwa pracownika ochrony, który ruszył kobiecie na pomoc. Na komisariacie zachowywał się irracjonalnie, gryząc jednego z policjantów w nogę. Takie też były jego wyjaśnienia.
– W jego głowie pojawił się podział na różne osoby typu ofiara i drapieżnik. I albo jest się ofiarą, albo drapieżnikiem, a drapieżnik musi pozbawiać życia ofiary. Twierdzi też, że jakieś super ekstra moce może też posiadać od pewnego czasu i posiadał. Jakie to supermoce, to na tym etapie jeszcze tajemnica śledztwa, natomiast to będzie musiało być dość głęboko zweryfikowane i przez psychologa, i przez psychiatrów. Podczas składania wyjaśnień żadnego płaczu nie było, nie było też skruchy – mówił w maju 2025 roku rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Piotr Antoni Skiba.
Po zbrodni pojawiły się podejrzenia o możliwych „czynach kanibalistycznych”.
Tych prokurator nie wykluczył, ale postawiono mu zarzut znieważenia zwłok.