Przez Dąbrowę Górniczą 23 kwietnia jechał na rowerze poseł Łukasz Litewka. Nagle jadące z naprzeciwka mitsubishi zjechało na przeciwległy pas ruchu i czołowo uderzyło w jadącego prawidłowo rowerzystę. Mimo trwającej ponad godzinę resuscytacji polityk zmarł. Cały polski internet nagle się zatrzymał.
Poseł Nowej Lewicy z Sosnowca był postacią ogólnie znaną i cenioną. Szczególnie kojarzono go z akcjami pomocowymi skierowanymi do dzieci chorych na nowotwory oraz zwierząt w schroniskach. Jego kampania opierała się między innymi na tym, że na plakatach wyborczych poza jego twarzą były zdjęcia piesków do adopcji z sosnowieckiego schroniska.
Jego śmierć wstrząsnęła sceną polityczną. Media społecznościowe zalała fala kondolencji, smutku, żalu, tęsknoty i teorii spiskowych sugerujących, że wypadek nie był przypadkiem.
Jak podaje Onet, autorką fotografii jest Jagoda Owczarek, a sama sesja zdjęciowa została zlecona przez Łukasza Litewkę. Zdjęcie zaczęło być szeroko wykorzystywane w mediach i internecie po nagłej śmierci posła. Zdaniem fotografki część udostępniających nie miała zgody na jego wykorzystanie. Teraz, cztery miesiące po śmierci posła, na skrzynki polskich organizacji pozarządowych przyszły pisma od kancelarii reprezentującej autorkę zdjęcia.
Fotografka zażądała po 2000 zł od instytucji, które użyły zdjęcia Litewki, między innymi Fundacji z Rąk do Rąk oraz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (KTOZ).
Cytując za Onetem część instytucji, do których skierowano zawiadomienie zapłaciło żądaną kwotę. Inne organizacje uważają, że roszczenia za niemoralne, i nagłośniły sprawę.
Teraz profile fotografki w mediach społecznościowych zalała fala hejtu.
Jak sama twierdzi, użytkownicy internetu grożą jej, wyklinają ją i domagają się „ludzkiego odruchu” polegającego na rezygnacji z roszczeń wobec organizacji.
Kto jest w prawie, a kto nie
Niestety nie mamy wystarczających danych, by uczciwie stwierdzić, że artystka ma w tej sprawie stuprocentową rację. Fotografka może mieć podstawy do domagania się pieniędzy za wykorzystanie zdjęcia bez zgody, ale trzeba rozdzielić autorskie prawa majątkowe od osobistych.
Roszczenie dotyczące naruszenia praw majątkowych przysługuje jej tylko wtedy, jeśli to ona je posiada. Nie znamy treści jej umowy z Łukaszem Litewką, więc nie wiemy, czy autorskie prawa majątkowe zostały na niego przeniesione, czy otrzymał on jedynie licencję na dysponowanie zdjęciem.
Samo zlecenie sesji nie oznacza automatycznego przeniesienia praw majątkowych. Autorskie prawa osobiste czyli między innymi prawo do oznaczenia autorstwa i integralności utworu – pozostają natomiast przy twórcy i są niezbywalne.
Jak donosi „Rzeczpospolita”, autorka oczekuje 1000 zł, czyli dwukrotności hipotetycznego wynagrodzenia licencyjnego, do tego 500 zł zadośćuczynienia za brak oznaczenia jej autorstwa i 500 zł zadośćuczynienia za ingerencję w integralność zdjęcia, czyli – według wezwania – nieuprawnione kadrowanie. Taki podział roszczeń znajduje podstawę w prawie autorskim.
Jeśli autorka dochodziłaby 1000 zł jako dwukrotności stosownego wynagrodzenia, trzeba byłoby wykazać, że 500 zł stanowi stosowne wynagrodzenie za licencję w takim zakresie. W przypadku dwóch roszczeń po 500 zł trzeba natomiast wykazać przesłanki zadośćuczynienia za naruszenie praw osobistych.
Z kolei sam fakt, że zdjęcie było dostępne na Facebooku albo że post miał charakter niekomercyjny i żałobny, nie oznacza automatycznie prawa do opublikowania fotografii bez zgody autorki.
Dyskusyjne jest także żądanie dodatkowych 500 zł za kadrowanie – nie każda zmiana kadru stanowi bowiem naruszenie prawa do integralności utworu.
W tej sprawie można więc powiedzieć, że fotografka ma podstawy prawne do wysunięcia części roszczeń, ale na podstawie samych publikacji medialnych nie da się przesądzić, czy należy jej się dokładnie 2000 zł.
Jeżeli któraś ze spraw trafi do sądu, to on oceni zarówno podstawę do poszczególnych roszczeń, jak i ewentualną wysokość należnych kwot.
Fala hejtu
Pod postem, w którym autorka tłumaczy, dlaczego wystosowała wezwania do zapłaty za wykorzystanie swojej fotografii, jest w chwili pisania tego tekstu prawie 900 komentarzy. Wśród nich dominują głosy krytyczne. Posty z hejtem na fotografkę pojawiają się również na zamkniętych grupkach facebookowych, szczególnie tych związanych z domorosłym wyjaśnianiem okoliczności śmierci posła. Zdaniem wielu internautów jest to wstyd, że fotografka żąda pieniędzy za publikację tej fotografii.
Jednak czy wymaganie od zwykłego człowieka, by ze względu na dramatyczne okoliczności rezygnował z roszczeń, które uważa za należne, jest w porządku? W tej sytuacji trudno też mówić o samej fotografii jako o próbie zarabiania na śmierci, ponieważ Łukasz Litewka sam zamówił sesję za życia, a fotografia została jego zdjęciem profilowym. Po jego śmierci ta sama fotografia zaczęła pełnić funkcję zdjęcia żałobnego, bez wiedzy i woli autorki.
Czy Chris Niedenthal powinien godzić się na wykorzystywanie jego legendarnego zdjęcia transportera opancerzonego spod kina Moskwa, w którym grano „Czas Apokalipsy”, ze względu na pamięć ofiar stanu wojennego?
Nie ona jedna
Fotografowie często muszą mierzyć się z wykorzystywaniem ich pracy za darmo.
W kulturze obrazkowej, w której media społecznościowe opierają się na ogromnej liczbie zdjęć i krótkich filmików, łatwo kopiowanych i przekazywanych dalej przez kolejnych użytkowników, zapomina się o tym, że autor ma prawa do swoich zdjęć i co do zasady nie można używać ich jak dusza zapragnie, nawet jeśli nie mówimy o działalności stricte komercyjnej. Takie błędy popełniają czasem nawet bardzo poważne instytucje.
W sprawie dotyczącej podobnego problemu znana krakowska fotografka Judyta Papp, specjalizująca się w portretach znanych Polaków, wygrała w 2020 r. proces z Ministerstwem Spraw Zagranicznych. MSZ publikował wykonane przez nią fotografie Czesława Miłosza bez oznaczenia jej autorstwa, ministerstwo przerbiało również wykonane przez nią zdjęcia zgodnie ze swoją wizją artystyczną. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że w ten sposób doszło do naruszenia jej autorskich praw osobistych.
Mam nadzieję, że ten wyrok będzie służył polskim autorom i podmiotom uprawnionym: producentom, wydawcom” – powiedziała wówczas „Presserwisowi” Papp.
Nie był to jedyny taki proces, który wytoczyła Papp. Press.pl pisał wówczas, że fotografka systematycznie pozywa firmy i instytucje wykorzystujące jej portrety znanych Polaków. W internetowych dyskusjach zarzucano jej z kolei, że uczyniła z dochodzenia roszczeń dotyczących swoich fotografii formę zarobku. Jednak Jagoda Owczarek nie była dotychczas znana z dochodzenia swoich praw autorskich.