brak dowodów

„Polacy dyskryminowani we własnym kraju”? Nie ma na to dowodów

Atak młodego mężczyzny w okolicy Złotych Tarasów w Warszawie stał się pretekstem do rozpowszechniania przekazu, że „Polacy są marginalizowani i dyskryminowani we własnym kraju”. Dowodem na to ma być rzekoma opieszałość policji. Taka narracja nie znajduje potwierdzenia w faktach.

„Polacy dyskryminowani we własnym kraju”? Nie ma na to dowodów
fot. Neil Milton/SOPA/LightRocket/Getty, zdjęcie ilustracyjne

Młody mężczyzna przez moment kręci się wokół dwóch osób stojących przy schodach pod Złotymi Tarasami, by za chwilę ruszyć w kierunku jednego z nich i uderzyć z pełnym impetem w twarz. Siła ciosu jest tak duża, że poszkodowany przewraca się na stopnie. Tyle widać na filmie, który kilka dni temu szeroko rozpowszechniano w mediach społecznościowych.

Internauci rozpoczęli własne śledztwo i próbowali „namierzyć” podejrzanego. To się ponoć udało, ale informacji tej nie potwierdziły oficjalne źródła. Od razu pojawiła się narracja, że to „imigrant bije Polaków”. Nie brakowało sugestii, że może to być ustawka, o czym miała świadczyć gotowość innej osoby do nagrywania incydentu oraz brak reakcji ze strony kolegi ofiary.

„Gdyby to Polak pobił Ukraińca…”

Zdarzenie wykorzystano później do budowania i wzmacniania narracji o rzekomym relatywizmie władz i służb, które mają skutecznie ścigać Polaków dopuszczających się przestępstw na obcokrajowcach, głównie na Ukraińcach, a nie radzić sobie w sytuacjach odwrotnych. W tego typu kampanię zaangażowali się także politycy.

„Gdyby podobne nagranie pojawiło się z Polakiem uderzającym Ukra bądź murzyna, blackhawkow byście użyli, żeby Polaka aresztować” (pisownia oryginalna – red) – napisał na platformie X poseł Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki.

Ewa Zajączkowska-Hernik również dopuściła możliwość „ustawki”, ale przy okazji uderzyła w cały aparat państwowy. „Oberwało się” też prezydentowi miasta Rafałowi Trzaskowskiemu. „Warszawa nie może stawać się miejscem, w którym człowiek boi się przejść ulicą, zrobić zakupów czy zwrócić komuś uwagę, żeby za chwilę nie zostać zaatakowanym” – podkreśliła europosłanka. Pytała również, „gdzie jest policja”, i apelowała, by „gówniarz poniósł konsekwencje”.

Komunikat policji nie przerwał domysłów

Policja już po rozpowszechnieniu się tego nagrania wydała komunikat. Poinformowano, że to nie jest nowa sytuacja – miała ona miejsce w czerwcu. Nie udało się jeszcze schwytać podejrzanego. „Policjanci zabezpieczyli nagranie przekazane przez świadka oraz prowadzą intensywne czynności zmierzające do ustalenia tożsamości i zatrzymania sprawcy” – napisano.

To nie zatrzymało fali podejrzeń o stronniczość policji. Można wręcz odnieść wrażenie, że ten komunikat przyniósł skutek odwrotny do zamierzonego. Część komentatorów zwróciła bowiem uwagę, że skoro zdarzenie miało miejsce w czerwcu, to dlaczego sprawca nie został jeszcze namierzony, złapany, a może i ukarany.

„Nagranie z czerwca... gdyby powiedział coś Ukraince, to by go znaleźli w 24h” – przekonywał na portalu X YouTuber o pseudonimie „Uszi”. „Mamy dobitną próbę zabójstwa w centrum miasta, a policja wydaje informację, że miała o tym świadomość, bo zdarzenie wydarzyło się w czerwcu i oni po tych 2 miesiącach jeszcze go nie złapali. Szkoda, że nikt na tym nagraniu nie powiedział czegoś na Owsiaka czy Tuska, wtedy policja ruszyłaby od razu” – ironizował Konrad Ignasiak, sympatyk Konfederacji Korony Polskiej z Częstochowy.

Przykłady przeczące tezie o bezczynności

W opieszałość policji nie wierzą nawet ci, którzy sieją tego typu dezinformację.
10 sierpnia Dariusz Matecki, który jeszcze trzy dni wcześniej pośrednio strofował policjantów w sprawie incydentu w Warszawie, opublikował informację o zatrzymaniu obywatela Ukrainy, który w Janówku Pierwszym metalową pałką zaatakował kobietę i mężczyznę. Jak wynika z doniesień lokalnego portalu legio24.pl, ofiary są Polakami. Podejrzanego zatrzymano już dobę później.

W lipcu głośno było o pobiciu ze skutkiem śmiertelnym w Bytowie. Tu ofiarą był młody Polak, a napastnikami obcokrajowcy. Trzech obywateli Ukrainy zatrzymano wkrótce po zdarzeniu (komunikat Policji pojawił się 14 lipca – red.) i postawiono im zarzuty, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat 15. Napastnicy trafili do aresztu na trzy miesiące.

Takie przypadki można mnożyć. Osoby, które jednego dnia mają pretensje do policji o reagowanie tylko w sytuacjach ataków na obcokrajowców, kolejnego dnia publikują materiały przeczące tej tezie. Wtedy pojawiają się jednak inne zarzuty – do władz, że komentują takie sprawy, wywierając presję na służby, i nagłaśniają tylko sprawy dotyczące ataków Polaków na Ukraińców, albo że polityka migracyjna nie zdaje egzaminu i trzeba zamknąć granicę.

Władze komentują tylko sprawy przeciwko Polakom?

Można odnieść takie wrażenie, natomiast nie da się tego zweryfikować. Premier Donald Tusk po pobiciu ze skutkiem śmiertelnym w Bytowie mówił, że zajście najpewniej nie miało związku z narodowością, lecz z alkoholem.

– Dla mnie nie jest ważne, kto bije, nie jest ważne, kto gardzi innymi ludźmi, czy to jest Ukrainiec czy Polak. Jak ktoś robi takie rzeczy, powinien odpowiadać karnie – tłumaczył szef rządu.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński w ostatnim okresie chwalił policjantów za szybką reakcję na ataki na tle narodowościowym we Wrocławiu i Bielsku-Białej. Jednocześnie zarówno on, jak i premier Tusk ostro wypowiadali się w mediach społecznościowych o Ukraińcu, który wjechał samochodem na Morskie Oko.

Takie przykłady mogą budzić podejrzenia o stronniczość, ale trzeba pamiętać o tym, że władze nie są od „grania w narrację narzuconą w mediach społecznościowych”, lecz od tonowania takich nastrojów. Te antyimigranckie i tak są coraz mocniejsze. 

Twierdzenie, że policjanci i rządzący inaczej traktują sprawy związane z popełnianiem przestępstw przeciwko Polakom od tych popełnianych przez Polaków na cudzoziemcach, jest co najmniej nadinterpretacją. Nie ma dowodów na systemowe uprzywilejowanie obcokrajowców.

Źródła

  1. WP

  2. X

  3. Facebook

Nasi autorzy