W 1816 r. nie było lata. W kwietniu 1815 wybuchł wulkan Tambora w Indonezji. Była to jedna z największych erupcji wulkanicznych w czasach historycznych. Ogromne ilości dwutlenku siarki, które dostały się do stratosfery, doprowadziły do powstania aerozoli siarczanowych i przyczyniły do globalnego ochłodzenia.
Tego lata 18-letnia Mary Godwin, po ślubie znana jako Mary Shelley, była na wakacjach nad Jeziorem Genewskim ze swoim przyszłym mężem, Percym Bysshe Shelleyem. Często spotykali się tam z Lordem Byronem i jego lekarzem Johnem Polidorim.
Od historii grozy do fundamentów fantastyki naukowej
Pogoda była fatalna. W czerwcu nie odnotowano ani jednego całkowicie bezchmurnego dnia. W ciągu całego lata w okolicach Genewy takich dni było tylko 15. Przyjaciele spędzali czas w domu, czytali zbiór niemieckich historii o duchach w przekładzie francuskim, dyskutowali. Wtedy Byron zaproponował konkurs: napisanie historii grozy. Polidori zaczął pisać „Ernestus Berchtold”. Później stworzył „The Vampyre”, rozwijając pomysł zaczerpnięty z fragmentu Byrona. Utwór zapoczątkował archetyp wampira arystokraty.
Fałszywa historia, której uczą nas w szkołach
Tyle że – według zwolenników teorii Wielkiego Resetu – nic z tego tak naprawdę się nie wydarzyło. Tego roku Ziemię miał opanować kataklizm. Błotna powódź zalała budynki, które rzekomo były napędzane prądem przekazywanym bez kabli za pośrednictwem kopuł i iglic. Wtedy miały upaść ostatnie szańce superrozwiniętego królestwa Tartarii.
Zalało je błoto, ludzkość w dużej części zniknęła, a mroczne siły kontrolujące nasze życie dały nam sztuczną, alternatywną wersję historii, której uczymy się w szkołach. Sfałszowały niemal wszystkie dokumenty historyczne.
Przynajmniej tak to wygląda w jednej z najbardziej skomplikowanych teorii spiskowych, na jakie zdarzyło mi się trafić. Rok 1816 jako data Wielkiego Resetu jest tylko jedną z hipotez; niektórzy mówią o okolicach 1812 r., wiążąc go z wojnami napoleońskimi, inni cofają się do XVIII lub nawet XVII wieku. Wszystkie te teorie łączy przekonanie, że byliśmy niezwykle zaawansowaną technicznie cywilizacją, która upadła i straciła łączność ze swoją technologią.
To nie budowle obronne tylko generatory energii
Według tych spekulacji współcześni ludzie są jak porzucone dzieci we mgle, kręcące się dookoła kopuł kościołów i świeckich budynków, które miały być przekaźnikami energii eteru, pozyskiwanej za pośrednictwem piramid albo fortów gwiaździstych, czyli specyficznych budowli obronnych.
Wielkie Imperium, czyli Ruś-Horda Fomienki
Teoria Wielkiego Resetu to nie jedna spójna ideowo i koncepcyjnie myśl. To cały ekosystem spekulacji i hipotez na temat przeszłości, oparty na wspólnym przekonaniu, że wszystkich nas oszukano i sfabrykowano naszą historię, przez co teraz zwolennicy tej idei muszą odkryć prawdę na temat naszych losów.
Jednego z ważnych źródeł tego ekosystemu można szukać w rosyjskiej pseudohistorii.
Anatolij Fomienko i jego współpracownicy rozwijali jeszcze w XX wieku pseudohistoryczną teorię Nowej Chronologii, według której ogromna część tradycyjnej chronologii starożytności i średniowiecza została błędnie wydatowana, sztucznie wydłużona albo sfabrykowana, podobnie jak wiele źródeł historycznych.
W rekonstrukcji Fomienki ogromne znaczenie ma wielkie słowiańsko-tureckie imperium, określane m.in. jako Ruś-Horda lub po prostu Wielkie Imperium, które miało dominować nad znaczną częścią Eurazji. Duża część tego, co uznajemy za starożytność, miała się w ogóle nie wydarzyć albo wydarzyć znacznie później. Akademia nie zostawiła na Fomience suchej nitki. Nowa Chronologia to pseudohistoria na granicy fantastyki. Książki Fomienki zdobyły jednak w Rosji ogromną popularność.
Potęga Tartarii – przemilczana historia Rosji
W podobnym duchu działał rosyjski ezoteryk Nikołaj Lewaszow. W 2004 r. opublikował tekst „Замалчиваемая история России” („Przemilczana historia Rosji”), w którym pojawia się „Wielka Tartaria” jako rzekomo ukryte wielkie imperium powiązane z alternatywną historią Rosji. Łatwo łączy się to z imperium z Nowej Chronologii. Później teorie dalej rozwijały się w internecie.
Współczesna internetowa wersja teorii błotnej powodzi zaczęła nabierać rozpędu około 2016 r., a wyraźny wzrost zainteresowania nią nastąpił pod koniec 2018 r. i na początku 2019 r. Dużą rolę odgrywały materiały blogowe, społeczności internetowe i przede wszystkim YouTube.
Teoria została również przełożona na wiele różnych, czasem wykluczających się wzajemnie opowieści o historii ludzkości.
Tartarianie zatopili Atlantydów a mapy dowodzą fałszerstwa
To autentyczna nazwa. Pojawia się na dawnych mapach. Jej nazwa jest zapisywana różnie, zresztą granice także; mówi się o Tartary, Tartaria, Great Tartary, Chinese Tartary, Independent Tartary itd. Było to zmienne, szerokie określenie różnych części północnej i środkowej Azji oraz zamieszkujących je ludów. Takie mapy istnieją, ale nigdy nie było jednego imperium na tym terenie używającego tej nazwy – oczywiście według oficjalnej narracji.
W mitologii było to potężne, ekstremalnie nowoczesne państwo korzystające z darmowej energii eteru, często konkurujące z innym zniszczonym i zapomnianym państwem – Atlantydą. Czasem to właśnie dobrzy Tartarianie zatopili złych Atlantydów.
Mimo że oficjalna narracja mówi, że nie było zarówno Atlantydy, jak i Tartarii, mapy są już dowodem spisku. Jednak jeśli wszystkie dokumenty dawnej Tartarii i prawdziwej historii świata zostały ukryte i zastąpione przez sfabrykowane fałszerstwa, to dlaczego zostawiono wiele map, które są główną poszlaką poszukiwaczy prawdy?
Błoto pokryło znaczną część świata
Mud Flood to kluczowy mechanizm całej teorii Tartarii. Odpowiada na pytanie: skoro niedawno istniała wielka cywilizacja, dlaczego nie widzimy jej miast i infrastruktury? Odpowiedź brzmi: widzimy je – tylko błędnie uznajemy za nasze XIX-wieczne i starsze miasta, a ich najniższe kondygnacje znajdują się pod ziemią.
Niektórzy wyobrażają ją sobie dosłownie jako gigantyczną falę błota. Inni mówią o upłynnieniu gruntu na skutek wpływu naturalnych procesów lub wrogiej siły, podczas którego budynki częściowo zapadły się w ziemię. Jeszcze inni – o wielu regionalnych katastrofach, które dopiero później zaczęto zbiorczo nazywać Mud Flood.
Wielki Reset z chrześcijaństwem albo walki o imperium Tartarian
Popularną wizją jest też deszcz ziemi spowodowany przez niezadowolone moce metafizyczne, szczególnie popularny w wersjach wiążących Wielki Reset z chrześcijaństwem, szczególnie w odmianach neoprotestanckich. Czasem oskarża się też erupcje wielkich wulkanów, które miałyby wyrzucić w niebo tyle ziemi. Moją ulubioną jest hipoteza ostrych walk w miastach, gdy niszczono imperium Tartarian, w których broniący się używali nagminnie geo-guns – broni strzelającej ziemią lub zmieniającej jej właściwości fizyczne.
Nawet społeczność Tartarii nie potrafi ustalić, czym ten proces właściwie był. W 2018 r. Korben Dallas jeden z najważniejszych autorów tej teorii, pisał wprost, że nie wie, skąd pochodziła ziemia. W kolejnym tekście przyznawał, że nie wiadomo nawet, czy chodziło o jedną katastrofę, kilka różnych wydarzeń ani czy były naturalne, czy sztuczne.
W 2019 r., gdy użytkownik Reddita zapytał o związek między Tartarią a Mud Floodem, dostał odpowiedź: „No one has figured it out yet” — „Nikt jeszcze tego nie rozgryzł”. Nie przeszkadza im to jednak w niezachwianej wierze w tę teorię.
Odnajdują dane – piwnice nie wzięły się z przypadku
Społeczność na razie zbiera „anomalie”, a dopiero później znajdzie wyjaśnienie, gdy archiwum będzie wystarczająco obszerne, by dostrzec wspólne wytłumaczenie ich tezy. Zwolennicy fotografują budynki, w których górna część okna wystaje nad chodnik, a reszta tkwi pod ziemią. Jeszcze lepsze są okna starych budynków w całości znajdujące się poniżej ziemi. Zamurowane drzwi w piwnicy. Jeśli podczas remontu odsłonięto niższą, starszą kondygnację, to już w ogóle dzień dziecka.
Tego się nie da zbudować
Potwierdzeniem tej teorii są zdjęcia budynków, które zdaniem jej zwolenników musiały być elementem dawnej cywilizacji skradzionym przez ludzi, którzy przyszli po Tartarianach. Dlatego że są zbyt zaawansowane technicznie jak na to, co ludzkość mogła wówczas zbudować. Zaczynając od „oczywistych” przykładów jakimi są np. piramidy, Koloseum, wielkie gotyckie katedry i zamki, po obiekty, które w trakcie budowy zostały sfotografowane, a ich plany są dostępne w bibliotekach.
Przykładem mają być World's Columbian Exposition i Tesla
Szczególnie popularne w amerykańskiej odmianie mitu jest pokazywanie w tym świetle budynków World's Columbian Exposition w Chicago z 1893 r. Pikanterii dodaje fakt, że to na tej wystawie zaprezentowano system prądu zmiennego Nikoli Tesli. Jednak według wielu odmian teorii dla jej wyznawców Tesla nie był wynalazcą, a odkrywcą dawnej technologii Tartarian, za co został „uciszony”.
Mimo że Library of Congress ma kolekcję 62 fotografii z lat 1891–1893 ukazujących roboty ziemne, palowanie, stalowe szkielety i budowę terenów wystawy, to zdaniem wyznawców teorii, tak naprawdę zostawiła ja po sobie poprzednia cywilizacja.
Archives of American Art Smithsonian Institution opisuje dwa albumy oficjalnego fotografa C.D. Arnolda, przechowywane w Chicago History Museum, obejmujące 383 zdjęcia kolejnych faz budowy, pracowników i wykonywania dekoracji. Tyle że Smithsonian jest uznawany za jądro ciemności – instytucję ukrywającą prawdę. Archiwum partycypuje w globalnym fałszerstwie, by pozyskiwać prawdziwe pamiątki przeszłości, ciała i kości olbrzymów, broń plazmową, magiczne miecze. Sądzę, że to natchnienie pochodzi z Indiany Jonesa i Arki Przymierza, która na końcu ląduje zamknięta w drewnianej skrzyni w magazynie.
Odzyskane z błota: Sankt Petersburg wieża Eiffla i Luwr
Jeśli chodzi o Europę, to u nas za największy przykład miasta wykopanego, a nie zbudowanego, uchodzi Sankt Petersburg. To, jak jest olśniewający, mimo że zbudowany w trudnym terenie na bagnach, kojarzy się z teorią błotną. Jednocześnie teoria Tartarii jest ściśle związana z terytorium Rosji. Gdzie indziej miałoby zostać odkryte olśniewające miasto wydobyte z bagien? Wszystko do siebie pasuje. Innymi zabytkami, wobec których słyszałem teorię odzyskania po dawnej cywilizacji, są na pewno wieża Eiffla, ale też Luwr.
Nowojorskie metro – na eter i prąd. Turcja też się przyznała
Co ciekawe, metro również uznawane jest za pamiątkę po Tartarii. W przypadku Nowego Jorku można trafić na twierdzenia, że tunele zostały odkopane i wstawiono tam tylko pociągi zasilane prądem, a nie energią eteru jak wcześniej. Tyle że budowa nowojorskiego metra jest bardzo dobrze udokumentowana: zachowały się dziesiątki tysięcy fotografii, plany i dokumentacja inżynieryjna dokumentujące kolejne etapy robót.
Krąży też twierdzenie, jakoby w Turcji oficjalnie przyznano, iż jakieś metro zostało jedynie odkopane. Zdaniem wtajemniczonych budowanie takich tuneli na przełomie XIX i XX w. było niemożliwe. Nawet teraz jest trudne.
Tylko spójrzcie: miasta były w XIX w. kompletnie puste
Wszyscy ludzie zniknęli, więc miasta w XIX w. musiały być puste. No i rzeczywiście XIX-wieczne fotografie potrafią przedstawiać ruchliwe ulice tak, że nie widać na nich żadnego człowieka, stoją tylko puste dorożki obok pustych kramów. „Oficjalną” przyczyną w przypadku najwcześniejszych fotografii robionych metodą dagerotypu jest długi czas ekspozycji. Poruszające się osoby i pojazdy nie pozostawały w jednym miejscu wystarczająco długo, by wyraźnie zarejestrować się na obrazie.
Klasyczny przykład: zdjęcie Daguerre'a przedstawiające Boulevard du Temple wymagało wielominutowej ekspozycji. Ruch uliczny zniknął, bo ludzie i pojazdy nie pozostawali wystarczająco długo w jednym miejscu.
Jak oni wszyscy zniknęli?
Jeśli miasta po kilkudziesięciu latach wciąż były niemal puste, to co zdarzyło się w okolicach Wielkiego Resetu? Teoria dotyczy zwykle Europy, fragmentów Azji i Ameryki Północnej, traktując po macoszemu półkulę południową i Daleki Wschód. Samą Europę w okolicach 1812 r. zamieszkiwało około 208 mln ludzi. Jednocześnie nie znajdujemy żadnych masowych grobów ani śladów zniszczeń świadczących o tym, że dokonała się masakra, w której zginęło od 3 do 4 razy więcej ofiar niż na wszystkich frontach II wojny światowej, wliczając w to straty militarne, ludobójstwo oraz zmarłych w wyniku głodu i chorób. A mówimy tylko o Europie.
Błoto, pożary, powodzie i wojny o przetrwanie
Najpopularniejszy scenariusz mówi o kolejności, w której najpierw jest Mud Flood, potem na jego skutek rozpoczynają się inne katastrofy: pożary, powodzie i tym podobne. W tak trudnych warunkach życie staje się nie do zniesienia, dlatego rozpoczynają się wojny o zasoby. Superzaawansowane technicznie armie dziesiątkują się nawzajem, ginie też wielu cywili. Wygrywają siły, które zwalczały Tartarię. Zaczynają wprowadzać nowe porządki. Tyle że nie da się wszystkich przekonać, żeby nie rozmawiali o tym: „Wiesz, jeszcze 10 lat temu istniało globalne imperium z darmową energią, metrem, metodą roztapiania i formowania kamieni, a potem pół świata zostało zasypane błotem”. Dlatego rozpoczęto ludobójstwo całej dorosłej populacji. Zostawiono tylko dzieci – to zdecydowanie poniżej potrzeb do odbudowy nowego świata.
Przerzucanie i produkcja dzieci po Wielkim Resecie
Sieroctwo i porzucanie dzieci przez rodziców były w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych poważnym problemem społecznym. Duża śmiertelność osób w młodym wieku, duże rodziny przy słabych zarobkach robotników i farmerów generowały całe armie dzieciaków, które musiały radzić sobie same. Dlatego powstał program pomocy społecznej Orphan Train Movement. Polegał na rozdysponowywaniu głównie porzuconych i osieroconych dzieciaków z sierocińców i ulic wielkich miast Wschodniego Wybrzeża do rodzin w innych częściach kraju, by zapewnić im opiekę, jakiej potrzebowały. Ruch działał od 1854 do 1929 r.
Uznano go jednak za dowód na to, że rozwożono dzieci po miastach, w których nikt nie przetrwał, by stworzyć w przyszłości równo rozłożoną populację.
Teoria ta jest czasem rozwijana o zdjęcia dzieci w inkubatorach ustawionych w miejscach publicznych. Ma być to dowód na to, że po Wielkim Resecie produkowano dzieci na potrzeby świata. Tyle że ta praktyka ma logiczne wytłumaczenie.
Martin Couney, zwany „Doktorem Inkubatorem”, prowadził publiczne wystawy inkubatorów z wcześniakami, m.in. w parkach rozrywki, popularyzując tę technologię w Stanach Zjednoczonych. Zresztą z sukcesem.
Giganci, podróże w czasie i odebrane nam technologie
W ramach teorii Wielkiego Resetu podkreśla się zawsze, że stary świat był dużo bardziej technologicznie i magicznie rozwinięty niż świat obecny. Wielkie drzwi w kościołach albo zamkach mają być dowodem istnienia olbrzymów, których kości skrzętnie ukrywa Muzeum Watykańskie albo Smithsonian. Tak samo jest z technologią: najbardziej symboliczna dla tej teorii jest wizja energii bez kabli, za to z eterem, którym zasilano wszystkie urządzenia. Także nowoczesnej broni, podróży w czasie i przestrzeni.
Tyle, ile jest osób wyznających tę teorię, tyle jest zaginionych, odebranych nam rozwiązań, które napędzały nasz świat i nadal mogłyby, gdyby Oni nie odebrali nam połączenia z naszą przeszłością. Przez to musimy pracować w znoju i korzystać z paliw kopalnych. Fascynacja Tartarią i starym światem to tak naprawdę tęsknota za baśniowością i chęć posiadania prostych rozwiązań na skomplikowane sytuacje problemów – prostych odpowiedzi na trudne zagadki.