Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen uczestniczyła 27 sierpnia w spotkaniu francuskich przedsiębiorców w Paryżu, gdzie wygłosiła przemówienie.
Fragment jej wystąpienia wywołał prawdziwą burzę w mediach społecznościowych. Kilkanaście sekund z kilkuminutowego przemówienia stało się punktem zapalnym i okazją do alarmistycznych wpisów.
– Europa ma oszczędności, ale znaczna ich część leży bezczynnie na rachunkach bankowych lub jest inwestowana poza naszym kontynentem. Musimy wykorzystać te środki na rzecz europejskich firm. Taki jest cel „unii oszczędnościowo-inwestycyjnej”, która mogłaby odblokować nawet 470 mld euro dodatkowych inwestycji – powiedziała przewodnicząca KE.
Na platformie X pojawiły się pełne oburzenia komentarze. Kanadyjski użytkownik Tablesalt ostrzega „Europo, idą po twoje oszczędności”. Twierdzi także, że von der Leyen powiedziała, że „konta oszczędnościowe ludzi to problem”. Jego wpis wyświetliło 5,5 mln osób, doczekał się prawie 50 tys. polubień oraz 20 tys. podań dalej.
Co powiedziała von der Leyen?
By w pełni wyjaśnić to, o czym mówiła przewodnicząca Komisji Europejskiej, przytoczmy cały fragment jej przemowy w Paryżu dotyczący zagadnień związanych z oszczędnościami.
„W Europie nie brakuje technologii ani oszczędności. Nadal jednak brakuje możliwości rozwoju europejskich przedsiębiorstw. Zbyt wiele projektów utyka w martwym punkcie, ponieważ początkowa inwestycja jest zbyt ryzykowna, popyt jest zbyt niepewny lub kapitał jest zbyt drogi. [...] Europa ma oszczędności. I niestety, te oszczędności leżą bezczynnie. Obecnie 10 bln euro oszczędności gospodarstw domowych jest przechowywanych na rachunkach bankowych. Znaczna część europejskich oszczędności jest inwestowana poza naszym kontynentem. Europa musi teraz wykorzystać te oszczędności na rzecz swoich firm. To jest cel „unii oszczędnościowo-inwestycyjnej”. [...] Łącznie te środki mogłyby odblokować nawet 470 mld euro dodatkowych inwestycji” – powiedziała von der Leyen.
Zdania ekonomistów są podzielone
Sprawdzamto zapytało ekonomistów, jak należy rozumieć słowa Ursuli von der Leyen i czy mogą one oznaczać zagrożenie dla oszczędności Europejczyków.
Andrzej Sadowski, ekonomista, publicysta gospodarczy i prezydent Centrum im. Adama Smitha, ocenił, że wypowiedź szefowej KE świadczy o świadomości trudnej sytuacji europejskiej gospodarki. Jego zdaniem problemem nie jest jednak brak pieniędzy, lecz warunki prowadzenia inwestycji w Unii Europejskiej.
– Łatwiej jakąkolwiek nową technologię i rozwiązanie prowadzić i skomercjalizować w Chinach czy nawet w USA, ale nie w Unii Europejskiej – stwierdził.
Sadowski przekonywał, że samo skierowanie większej ilości kapitału do europejskich przedsiębiorstw nie rozwiąże problemu. Jego zdaniem najpierw należałoby zmienić unijny system regulacyjny. Krytycznie odniósł się również do Zielonego Ładu.
Pytany, czy wypowiedź von der Leyen można interpretować jako zapowiedź sięgnięcia po pieniądze obywateli, odpowiedział:
– Jeszcze po te pieniądze nie sięgnęła, ale jest to zapowiedź, że władza w desperacji może sięgnąć po pieniądze obywateli, po oszczędności, które są na razie jeszcze w ich dyspozycji.
Inaczej słowa przewodniczącej KE interpretuje ekonomista i analityk Marek Zuber. Nie uważa ich za przejaw desperacji, choć przyznaje, że Europa stoi przed poważnym wyzwaniem.
Jego zdaniem problemem jest m.in. większa niechęć Europejczyków do ryzyka inwestycyjnego.
– Europejczycy, w tym Polacy, są bardzo zachowawczy. My nie lubimy ryzyka. Oczywiście mamy wyjątki, które są gotowe zaryzykować, a więc mają pełną świadomość, że mogą środki stracić – powiedział.
Zdaniem Zubera Europa powinna więc zachęcać do większej aktywności inwestycyjnej i stopniowo zmieniać podejście do ryzyka.
Zuber zaznaczył, że banki przechowujące depozyty klientów nie mogą być zmuszane do podejmowania większego ryzyka. Jego zdaniem instytucje publiczne mogą zachęcać do inwestowania oszczędności, ale nie powinny narzucać sposobu ich wykorzystania.
– Polityk nie ma prawa zabrać pieniędzy z banku po to, żeby wykorzystać je na przyspieszenie wzrostu albo na rozwój jakichś obszarów w Unii Europejskiej – podkreślił.
Jednocześnie zgodził się z von der Leyen, że warto stworzyć warunki, które zachęcą Europejczyków do inwestowania większej części zgromadzonego kapitału.
– Pojawia się pytanie, czy to bogactwo pracuje i w jaki sposób pracuje. [...] Wszelkie decyzje, które mają zmierzać do tego, żeby zachęcać, żeby próbować uruchomić te pieniądze do budowy nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy, to jak najbardziej dobry kierunek – powiedział.
Pytany wprost, czy wypowiedź przewodniczącej KE można uznać za zapowiedź „zamachu” na oszczędności Europejczyków, odpowiedział, że ma nadzieję, iż tak nie jest. Sprzeciwił się jednocześnie ewentualnym próbom zmuszania obywateli lub instytucji do określonego sposobu inwestowania.