Dzisiaj zginą na drogach cztery osoby
Choć ryzyko ucierpienia w wypadku drogowym jest w codziennym życiu znacznie wyższe, w nastrojach społecznych silnie obecne są obawy przed wojną czy uchodźcami. Wynika to ze specyfiki ludzkich lęków. Szczególnie obawiamy się zagrożeń nagłych, globalnych i katastroficznych, nad którymi nie mamy kontroli. W przypadku wypadku samochodowego częściej wydaje nam się, że mamy wpływ na własne bezpieczeństwo. Politycy dobrze znają ten mechanizm i potrafią go wykorzystywać, podsycając społeczne obawy.
Z badania United Surveys by IBRiS dla „Dziennika Gazety Prawnej” wynika, że aż 60,2 proc. Polaków odczuwa obawę myśląc o przyszłości. Jedynie 39,8 proc. ankietowanych wyraża nadzieję, z czego 20,7 proc. deklaruje „zdecydowaną nadzieję”. Największe lęki to wojna i kryzys finansowy – aż 51,6 proc. uczestników badania wskazało te zagrożenia. Inne to m.in. zdrowie i dezinformacja.
Tymczasem według Komendy Głównej Policji w 2025 r. na polskich drogach doszło do 21 519 wypadków, w których zginęło 1651 osób. To 4,52 osoby dziennie. Nie jesteś jednak bezpieczny także poza samochodem. Osobną grupę ofiar stanowią piesi – każdego dnia na polskich drogach ginie co najmniej jeden. W 78 proc. przypadków „najechania na pieszego” to kierowca ponosił winę. Oznacza to z 334 pieszych zabitych z winy kierującego tylko jednym roku. Ponadto na polskich drogach w 2025 r. wykryto 95 tys. pijanych za kółkiem.
A jednak to nie kierowców się boimy, a uchodźców.
Lęki stymulowane i te prawdziwe
W badaniach dotyczących codziennych, osobistych obaw (np. w cyklicznym raporcie „Mapa ryzyka Polaków” realizowanym przez PIU) śmierć lub kalectwo w wyniku wypadku drogowego regularnie przeraża około 70 proc. Polaków. Jest to, jak definiują psycholodzy, lęk powszechny, osobisty i niezależny od poglądów politycznych.
Te same badania wskazują, że obawy stymulowane przez media czy polityków, choć w zderzeniu z faktami mogą być nieracjonalne, bywają bardzo silne.
Przykład? Aż 75 proc. badanych obawia się migrantów ekonomicznych. Boimy się dronów i „obcych”, którzy mogą nas skrzywdzić, choć statystycznie większym zagrożeniem jest Krzysztof Stanowski za kierownicą.
Szybko, ale „bezpiecznie”
Dlaczego akurat Stanowski? Właściciel Kanału Zero przez najbliższe trzy miesiące nie usiądzie za kierownicą – stracił prawo jazdy za rażące przekroczenie prędkości. Policjanci ukarali go mandatem w wysokości 3 tys. zł i 13 punktami karnymi.
Co ciekawe, jakiś czas wcześniej Stanowski sam stwierdził, że „chore zapie*dalanie jest oznaką deficytów intelektualnych. Mówiąc prościej – debilizmu”.
– Nawet małpa, i to przygłupia, potrafi wcisnąć pedał – dodał na antenie.
Stanowski jechał 110 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h. Mimo to część fanów chwali go za to, że posypał głowę popiołem i „przyjął sprawę na klatę”. Inni próbują umniejszać jego winę, argumentując, że do zdarzenia doszło tuż przed znakiem kończącym teren zabudowany, na co wskazywał również sam Stanowski. Pojawiają się też argumenty o „złym ustawieniu policji” czy ograniczeniach prędkości niedostosowanych do realiów.
Skąd ten mechanizm w naszej głowie?
Katastrofy lotnicze są niezwykle rzadkie, jednak media natychmiast nagłaśniają każdą z nich. W efekcie obrazy płonących wraków łatwo zapadają w pamięć. Wiele osób panicznie boi się przez to latać, choć statystycznie o wiele bardziej niebezpieczna jest codzienna jazda samochodem na zakupy. Psychologowie Amos Tversky i Daniel Kahneman opisali to zjawisko jako heurystykę dostępności: bardziej boimy się zdarzeń, które łatwo przywołać do świadomości i które są emocjonalnie nacechowane, niż tych, które statystycznie są dużo bardziej prawdopodobne.
Obraz działa silniej niż statystyka
Podobnie jest z uchodźcami. Pokazywane przez polityków obrazy z Ceuty czy hiszpańskiej plaży, do której dobija łódź pełna młodych mężczyzn, działają na wyobraźnię. Tyle że Polska leży nad Morzem Bałtyckim, a nie Śródziemnym. Nie graniczy z Afryką. Sam pomysł, że migranci dopływają bezpośrednio z Afryki do Polski statkami, jest geograficznym absurdem. Ale działa na wyobraźnię. I tak rodzi się strach.
Najpierw strach, potem „jedyny ratunek”
Twój strach jest politykom potrzebny, bo pozwala mobilizować wyborców. Mechanizm jest prosty: najpierw podsyca się obawy, np. pokazując obrazy migrantów, a następnie przedstawia siebie jako „jedyny ratunek”, który może zapewnić bezpieczeństwo.
W 2015 r., w trakcie kryzysu migracyjnego w UE, PiS uczynił z uchodźców centralny motyw kampanii, łącząc go z narracją o utracie suwerenności na rzecz „brukselskich elit”. PiS wybory wygrał, a rząd Jarosława Kaczyńskiego nie zrealizował zobowiązań relokacyjnych. Po inwazji Rosji na Ukrainę opłacało się utrzymywać narrację wsparcia i solidarności, ale już w kampanii 2023 r. pojawiły się akcenty o „nadużyciach” i „potrzebie kontroli”. To pokazuje, jak temat migracji bywa elastycznie dopasowywany do celów politycznych, oraz że mobilizacja przez zagrożenie tożsamości i suwerenności ma się świetnie.
Kiedy przechodzisz przez ulicę, wiesz, co masz zrobić: spojrzeć w lewo, w prawo, znowu w lewo. Twój mózg podpowiada: „Okej, auto to zagrożenie, ale ja wiem, jak się przed nim obronić”. Masz plan i kontrolę. Żaden polityk nie zdobyłby głosu, krzycząc: „Głosuj na mnie, a nauczę cię jak nie ginąć na drodze”. W przypadku migrantów widzisz w telewizji setki filmów z groźnie wyglądającymi ludźmi z dalekich krajów i twój mózg zaczyna panikować. Nie znasz tych ludzi, nie wiesz, czego się po nich spodziewać ani jak się przed nimi obronić. I wtedy wchodzi polityk, który mówi: „Bez nas sobie nie poradzicie. Zagłosujcie na mnie, a zbuduję wielki mur i was obronię”.
Psychologowie z SWPS ostrzegają, że medialne straszenie i podsycany w lęk szybko mija, ale wywołany przez polityków i media głęboki niepokój pozostaje w nas na długie lata.
Migracja w przekazie Konfederacji
Dziś mechanizm zarządzania strachem, przez lata wykorzystywany przez PiS, w ostrzejszej formie stosuje Konfederacja. Partia regularnie przedstawia migrację jako „najazd obcych”, łącząc ją z zagrożeniem dla bezpieczeństwa, kultury i polskiej tożsamości. W mediach społecznościowych buduje obraz migranta jako potencjalnego terrorysty czy „wroga wewnętrznego”. Jednocześnie proponuje radykalne rozwiązania, takie jak całkowite zamknięcie granic i pełna izolacja.
Tak będzie aż do wyborów. Kiedy zaś opadną emocje wywołane przez nagłówki i krzyki polityków, okaże się, jak zwykle, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Gdy karty do urn zostaną wrzucone, kamery odjeżdżają, sytuacja zwykle się stabilizuje. Głównie dzięki procedurom państwowym. Jednak w pamięci widzów zostaje lęk, choćby przed „niekontrolowaną falą”. Przyda się on politykom przy następnych wyborach. Dlatego sprawdzanie faktów, sięganie do oficjalnych statystyk i chłodna analiza mają takie znaczenie. Bo pozwalają odróżnić realne zagrożenia od tych sztucznie nadmuchanych. Boisz się? Zweryfikuj fakty. To najlepsza tarcza obronna.
Przeczytajcie też: Bunkry, drony i coraz większa świta. Czego boi się dziś Putin?