Kreml nie oszczędza na „prawdzie”. 3 mld rubli dla propagandystów

W rosyjskiej telewizji wojna jest słuszna, Zachód upada, a Władimir Putin zawsze ma rację. Za pilnowanie tego obrazu Kreml płaci słono. Niezależny portal „Wiorstka” prześwietlił dochody 63 propagandystów, prezenterów i szefów państwowych mediów.

Kreml nie oszczędza na „prawdzie”. 3 mld rubli dla propagandystów
Władimir Putin i Margarita Simonjan, jedna z kluczowych postaci rosyjskiej propagandy rządowej, fot. Contributor/Getty Images

628 mln za pilnowanie przekazu

Niezależny rosyjski portal „Wiorstka” zebrał dane o dochodach 63 osób związanych z kremlowską machiną medialno-propagandową. Na liście płac są prezenterzy telewizyjni, korespondenci wojenni, blogerzy oraz menedżerowie państwowych i kontrolowanych przez państwo mediów. Tylko w ostatnim roku, objętym dostępnymi danymi, zarobili razem około 3 mld rubli.

Najwięcej – 628 mln rubli – zainkasował Kiriłł Kowalczuk, prezes National Media Group (NMG). To bratanek Jurija Kowalczuka, miliardera i wieloletniego znajomego Władimira Putina. Do NMG należą m.in. Pierwszy Kanał, REN TV i dziennik „Izwiestija”.

Drugie miejsce na liście zajmuje Aleksandr Żarow – były szef Roskomnadzoru, a obecnie dyrektor generalny Gazprom-Media – którego roczny dochód sięgnął niemal 470 mln rubli. Niewiele mniej, bo ponad 400 mln rubli, zarobiła Swietłana Bałanowa stojąca na czele National Media Group.

Ogromne dysproporcje w zestawieniu najlepiej obrazuje fakt, że zaledwie trzy pierwsze osoby zgarnęły aż połowę łącznej puli zarobków wszystkich 63 uwzględnionych propagandystów.

fot. Getty Images
fot. Getty Images

Simes i 300 mln rubli

Wśród twarzy znanych z rosyjskiej telewizji wyróżnia się Dmitrij Simes, prowadzący program „Wielka gra” w Pierwszym kanale. Urodził się w Moskwie, ale w 1973 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Był doradcą Richarda Nixona i przez lata kierował waszyngtońskim think tankiem Center for the National Interest. Dziś w rosyjskiej telewizji oskarża USA o prowadzenie wojny przeciwko Rosji „ukraińskimi rękami”.

Według „Wiorstki” w 2025 r. Simes otrzymywał ponad 8 mln rubli miesięcznie. Rocznie w Pierwszym Kanale zarabia 97,3 mln rubli (4,25 mln złotych). Od września 2022 r. do końca lipca 2026 r. stacja miała wypłacić mu łącznie prawie 300 mln rubli.

W roku 2024 amerykański Departament Sprawiedliwości oskarżył Simesa i jego żonę o obchodzenie sankcji. Według aktu oskarżenia Pierwszy Kanał płacił mu wtedy 67 tys. dolarów miesięcznie, a dodatkowo pokrywał koszty mieszkania, samochodu z kierowcą, prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego i tzw. wydatków reprezentacyjnych.

Imperium finansowe na nienawiści buduje również Artiom Szejnin. Za prowadzenie programu „Czas pokaże” na antenie Pierwszego Kanału inkasował rocznie około 60 mln rubli.

Na oficjalnej liście płac skromniej wypada szefowa anglojęzycznej telewizji informacyjnej RT, Margarita Simonjan, z zarobkami rzędu 37,5 mln rubli. W jej przypadku ta suma stanowi jednak wierzchołek góry lodowej, ponieważ Simonjan wraz z rodziną od lat drenuje państwowy budżet za pośrednictwem sieci prywatnych firm, realizujących intratne, rządowe zamówienia.

fot. Getty Images
fot. Getty Images

Im dalej od studia, tym taniej

Na samym dole piramidy płac znaleźli się korespondenci wojenni i blogerzy relacjonujący rosyjską inwazję. Do tej grupy trafiła najskromniejsza część z gigantycznej puli 3 miliardów rubli – łącznie zaledwie 6 procent całej kwoty.

Choć w skali globalnego budżetu to niewiele, zarobki poszczególnych korespondentów i tak przyprawiają o zawrót głowy. Grigorij Wdowin z państwowej telewizji Rossija inkasował miesięcznie około 435 tys. rubli. Z kolei absolutny celebryta wśród kremlowskich reporterów wojennych, Jewgienij Poddubny, mógł liczyć na pensję sięgającą miliona rubli każdego miesiąca.

fot. Mikhail Svetlov/Getty Images
fot. Mikhail Svetlov/Getty Images

Znacznie większe pieniądze płynęły do autorów programów nadawanych ze studia. Prezenterzy zgarnęli około jednej czwartej całej kwoty, a ich przeciętny roczny dochód był trzykrotnie wyższy od dochodu propagandystów pracujących na froncie. „Wiorstka” podsumowała tę zależność krótko: im bliżej Kremla i samego Putina, tym więcej pieniędzy.

To nie są pełne dochody

Podstawą zestawienia były dane przekazane przez projekt Manticore, który gromadzi informacje z nieoficjalnych źródeł oraz głośnych wycieków danych. Publikowane statystyki obejmują okres do końca lipca 2025 r.

Dziennikarze „Wiorstki” zweryfikowali część tych zapisów za pomocą niepublicznych wyciągów bankowych. W przypadkach, gdy w dokumentacji brakowało wypłaty za pojedyncze miesiące, redakcja wyliczała średnią z pozostałego okresu i na tej podstawie oszacowała roczny dochód. Podane w rankingu kwoty nie zawsze są więc prostą sumą dwunastu oficjalnych przelewów.

Istnieje jednak znacznie ważniejsze ograniczenie tego raportu. Upublicznione dane pokazują wyłącznie bezpośrednie pensje wypłacane konkretnym osobom, od których pracodawcy odprowadzali składki. Zestawienie całkowicie pomija ogromne strumienie pieniędzy trafiające do prywatnych firm propagandystów, ich jednoosobowych działalności, fundacji, a także ukryte płatności w kryptowalutach.

Źródła

  1. Wiorstka

  2. Departament Sprawiedliwości USA

Nasi autorzy