„Najważniejsze, to podzielić”. Tak może wyglądać wojna Rosji z NATO

Analitycy wojskowi NATO i UE oraz eksperci think tanków od Waszyngtonu po Tallinn nie zastanawiają się już, czy Rosja zaatakuje Sojusz, ale czy udało jej się na tyle go rozbić, że w razie zbrojnego ataku nie będzie wspólnej odpowiedzi.

„Najważniejsze, to podzielić”. Tak może wyglądać wojna Rosji z NATO
fot. Getty Images, Sprawdzam to

Eksperci militarni i wojskowi ostrzegają od miesięcy: Kreml nie musi wygrywać bitwy o przesmyk suwalski, żeby wygrać wojnę ze sparaliżowanymi przez wewnętrzne podziały kraje NATO.
 

Wyobraźmy sobie taki scenariusz:

  • Sukces AfD i wzrost znaczenia skrajnej prawicy: Przełomowe wygrane w wyborach regionalnych (np. w Saksonii-Anhalt) paraliżują tradycyjną scenę polityczną i dają partii realny wpływ na politykę krajową RFN.
  • Rozbicie jedności w Unii Europejskiej: Dochodzenie do głosu populistów zaostrza wewnętrzną polaryzację, podsycając konflikty narodowościowe i kryzysy migracyjne, co drastycznie ogranicza kompetencje decyzyjne struktur unijnych.
  • Rozłam spójności operacyjnej krajów NATO: Prorosyjski kurs rządu (lub landów) skutkuje sabotowaniem pomocy logistycznej; pojawiają się blokady administracyjne, które utrudniają transporty wojsk sojuszniczych i wymianę danych wywiadowczych na wschodniej flance.
  • Rozdział strategiczny na linii USA – Europa: Podważanie transatlantyckich gwarancji bezpieczeństwa przez Berlin doprowadza do paraliżu decyzyjnego w Radzie Północnoatlantyckiej i głębokiego pęknięcia geopolitycznego między Waszyngtonem a stolicami europejskimi.
  • Agresja militarna: Wykorzystując całkowity chaos, agresor (Rosja) decyduje się na uderzenie zbrojne na jeden z krajów granicznych (nadbałtyckich, np. Estonię).
  • Brak reakcji państw sprzymierzonych: Zdezorientowane, wewnętrznie skłócone i pozbawione amerykańsko-europejskiego konsensusu kraje członkowskie nie decydują się na uruchomienie realnej pomocy w ramach Artykułu 5.
  • Kampania wojenna kończy się szybkim zwycięstwem Rosji. To ostatecznie grzebie dotychczasowy ład bezpieczeństwa w Europie.

Tak. Ten scenariusz jest przez analityków uważany za możliwy. 

Natomiast poszczególne jego punkty, to przedmioty jak najbardziej realnych symulacji, a także ostrzeżeń ze strony najważniejszych think tanków geopolitycznych. Postanowiliśmy sprawdzić, czy i jak dalece eksperci oceniają to prawdopodobieństwo.
 

Rosja cieszy się ze zwycięstwa skrajnie prawicowej AfD

6 września 2026 roku Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła 43,8 proc. głosów w wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt. O 23 punkty procentowe więcej niż pięć lat temu, to najlepszy wynik partii w historii wyborów krajowych. Ugrupowanie zdobyło 39 z 83 mandatów (tylko trzech zabrakło do samodzielnej większości). CDU (do której należy obecny kanclerz Friedrich Merz) spadło z 37 do 17,2 proc.

Premier Polski Donald Tusk skomentował ten wynik jako sygnał alarmowy. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski nazwał go „bardzo niepokojącym”.

Chociaż to wybory tylko w jednym z szesnastu niemieckich landów, do tego w byłym NRD, a nie wybory do Bundestagu, wynik traktowany jest jako zapowiedź tego, co może wydarzyć się w kolejnych landach (Berlin i Meklemburgia-Pomorze Przednie głosują za dwa tygodnie) apotem w wyborach federalnych.

Premier Donald Tusk napisał po sukcesie AfD, że ze zwycięstwa mogą cieszyć się „tylko idioci albo zdrajcy”, dodał, że są to „neofaszyści zblatowani z Rosją”. W podobnym tonie wypowiadali się inni politycy europejscy.

Teza, że triumf AfD to konsekwencja rosyjskich działań, byłaby jednak uproszczeniem. Popularność partii wynika (również) z konkretnych, krajowych problemów: kryzysu migracyjnego, drożyzny, spowolnienia gospodarczego i zwyczajnego zmęczenia wyborców rządzącą koalicją. To, czy Rosja jest współodpowiedzialna za stworzenie tych problemów, nikogo z prawicy nie interesuje.
 

„Rosyjskie służby nie tworzą fal (problemów społecznych, lęków przed migracją czy eurosceptycyzmu), ponieważ nie mają takiej mocy. Oni jedynie „surfują” na falach, które już istnieją w zachodnich społeczeństwach. Wzmacniają je, dolewają oliwy do ognia i finansują skrajne środowiska, aby destabilizować Zachód” – wyjaśnia Mark Galeotti, brytyjski politolog i ekspert ds. rosyjskich służb bezpieczeństwa, profesor University College London.

Inni eksperci to potwierdzają. 

Putinowi wyjątkowo sprzyja obecna sytuacja polityczna na zachodzie Europy, w tym rosnące w siłę populistyczne partie, w typie polskiej Konfederacji czy niemieckiej AfD. Konstantin von Notz, poseł Partii Zielonych i wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji nadzorującej działalność wywiadowczą, mówi, że oczywiste jest, iż Rosja i skrajna prawica „dzielą się pracą”. „Narracja rozprzestrzeniana z Rosji do Niemiec, przy budżecie liczonym w milionach, jest następnie celowo retransmitowana przez AfD w ukierunkowany sposób” – mówi w rozmowie z AFP. Dodaje, że dziś tego typu działania są „powszechne w czasie wyborów”.

Rosyjska logika jest prosta: twarde uderzenie militarne to mimo wszystko ryzyko odpowiedzi całego Sojuszu (na mocy Artykułu 5). Znacznie tańszym i bezpieczniejszym narzędziem będzie osłabianie NATO od wewnątrz, np. wspieranie sił politycznych sceptycznych wobec wspierania Ukrainy, integracji europejskiej czy samego sojuszu atlantyckiego. I wtedy zaatakowanie.
 

Jeśli jednak dojdzie do konfliktu militarnego między Rosją a NATO, celem głównym Kremla nie musi być zdobycie jakiegoś terytorium, lecz to, by w kluczowym momencie sojusz nie potrafił się zjednoczyć wokół wspólnej odpowiedzi – argumentuje John Hardie, Foundation for Defense of Democracies (FDD).

Rosyjskie służby i sieci dezinformacyjne już od lat nie tworzą nastrojów antyimigranckich czy eurosceptycznych od zera, to już jest załatwione. Dziś tylko wzmacniają przez finansowanie wybranych kanałów i infrastruktury propagandowej, eskalację istniejących podziałów społecznych poprzez zmasowane kampanie w mediach społecznościowych. To raczej „wykorzystywanie kryzysu”, a nie „wywoływanie kryzysu”. 

Jak byśmy zresztą tego nie nazwali, jest to działanie – co widać po wyborach w Niemczech – skuteczne.

A więc wojna

Rosja może zaatakować państwa bałtyckie (Litwę, Łotwę, Estonię) lub Mołdawię. Potwierdzają to liczne raporty zachodnich wywiadów i think tanków. Region ten jest zagrożony z powodu strategicznego położenia. Ich opanowanie pozwoliłoby Moskwie na odcięcie wschodniej flanki NATO, natomiast Mołdawia stanowi bezpośrednie zaplecze geopolityczne Ukrainy. Kreml od dawna dąży do zablokowania integracji tych krajów ze strukturami Zachodu.

Kaliningrad i przesmyk suwalski. Dwa najważniejsze strategicznie miejsca. Rosja patrzy na Kaliningrad jak na strategiczne, ale trudne do obrony miejsce – porównywane czasem do zachodniego Berlina z czasów zimnej wojny. Odcięte od reszty kraju, łatwe do izolowania przez NATO. Z drugiej strony analitycy sojuszu od lat wskazują na 65-kilometrowy przesmyk suwalski, jedyny lądowy korytarz łączący państwa bałtyckie z resztą NATO, jako miejsce, które Rosja mogłaby próbować odciąć na wczesnym etapie konfliktu, uniemożliwiając wzmocnienie Litwy, Łotwy i Estonii drogą lądową.

Eksperckie warianty wojny

1. Uderzenie na przesmyk suwalski. Rosyjskie wojska ruszyłyby przez Białoruś w kierunku przesmyku, próbując połączyć go z Kaliningradem i odciąć państwa bałtyckie od reszty NATO drogą lądową, jednocześnie blokując dostęp morski Bałtyckiej Flocie NATO poprzez system obrony przeciwrakietowej i pociski przeciwokrętowe rozmieszczone w Kaliningradzie (Iskander-M o zasięgu do tysiąca kilometrów, hipersoniczne Kindżały na MiG-ach-31 sięgające dwóch tysięcy kilometrów, systemy S-400).

2. Uderzenie przez Łotwę i Estonię. Część rosyjskich analityków, cytowanych przez Crisis Group, sugeruje inny kierunek: uderzenie nie na sam przesmyk, lecz szerszym frontem przez Łotwę, wykorzystując bezpośrednią granicę lądową Rosji z tym krajem oraz Estonią, z pominięciem wąskiego i trudnego logistycznie gardła suwalskiego (gęste lasy, bagna, tylko dwie drogi i jedna linia kolejowa).

Kto pomoże Rosji (i za ile?)

Skąd Rosja, targana kryzysem, miałaby wziąć amunicję na taką wojnę? Przeciwne kremlowi media wskazują, że rosyjski przemysł zbrojeniowy wielokrotnie zwiększył produkcję pocisków artyleryjskich, systemów Iskander, dronów i sprzętu pancernego, ale Moskwa zwiększyła też jednocześnie uzależnienie od zewnętrznych dostawców.

Nie obyłoby się więc bez pomocy Korei Północnej. Dziś 40 do nawet 70 proc. amunicji zużywanej przez rosyjskie wojska pochodzi z KRLD. W zamian Pjongjang otrzymuje rosyjskie technologie wojskowe (np. w dziedzinie obrony powietrznej czy programu kosmicznego)

Iran dostarcza drony (m.in. rodzinę „Szahed”) oraz komponenty do produkcji rakiet balistycznych.

Chiny oficjalnie nie dostarczają broni śmiercionośnej, ale są kluczowym źródłem podzespołów elektronicznych, mikroprocesorów i technologii podwójnego zastosowania, bez których rosyjski przemysł zbrojeniowy miałby poważne problemy z produkcją precyzyjnej broni.

Ryzyko eskalacji nuklearnej

Pragnący zachować anonimowość jeden z polityków ukraińskich (cytowany przez japońską agencję Kyodo) określił tę sieć – Korea Północna, Chiny i Iran – jako „filar”, który pozwala obecnie Rosji kontynuować wojnę z Ukrainą. Gdyby doszło do konfliktu z NATO, zapotrzebowanie na amunicję wzrosłoby drastycznie.

Wszystkie analizowane źródła zgadzają się co do jednego: niemal każdy scenariusz konfliktu na Bałtyku niesie ryzyko eskalacji nuklearnej. Jak przypomniał niedawno rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, rosyjska doktryna wojskowa przewiduje możliwość użycia broni jądrowej w odpowiedzi na próbę odcięcia dostępu do newralgicznych szlaków transportowych czy izolację części terytorium kraju. Czyli np. blokadę Kaliningradu. W odpowiedzi sekretarz generalny NATO Mark Rutte podkreślił, że zablokowanie przesmyku suwalskiego przez Rosję spotkałoby się z „druzgocącą” odpowiedzią Sojuszu.

Czy w razie konfliktu Zachód odpowie jednym głosem? 

Niedawna wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie wywołała spekulacje, że USA miało ostrzec Rosję przed prowokacjami wobec państw bałtyckich. Jednocześnie prezydent Donald Trump zbagatelizował ją, nazywając „półrutynową”, pozostawiając pewną niewiadomą: z jednej strony amerykańskie zaangażowanie w wysyłanie sygnałów odstraszających do Moskwy jest samo w sobie zachęcające, a z drugiej – gotowość administracji Trumpa do daleko idących ustępstw wobec Rosji może na Kremlu budzić wrażenie, że deklaracje takie, jak Johna Ratcliffe'a nie mają realnego pokrycia w działaniach. 

Zdecydowana większość ekspertów, w tym John Hardie z Foundation for Defense of Democracies (FDD) ocenia bezpośredni rosyjski atak na państwo NATO jako wciąż mało prawdopodobny, zwłaszcza dopóki trwa wojna w Ukrainie. Jednocześnie eksperci dodają, że wojna w Iranie obniżyła gotowość USA w Europie, a działania administracji Trumpa to szereg wątpliwości co do woli politycznej Waszyngtonu, jeśli chodzi o obronę Europy.

Putin testuje NATO nie dlatego, że wierzy w łatwe zwycięstwo militarne, lecz liczy na to, iż Zachód się zawaha?

Nie chodzi o to, że partie takie jak AfD w Niemczech czy formacje im bliskie „staną po stronie Rosji” w razie ataku. Prawdopodobieństwo, że którykolwiek rząd NATO formalnie odmówiłby zastosowania Artykułu 5, pozostaje wciąż bardzo niskie, a każda próba zajęcia terytorium państwa Sojuszu niemal na pewno uruchomiłaby ten artykuł. Chodzi raczej o coś subtelniejszego: o opóźnienie decyzji, spory o skalę i tempo reakcji, osłabienie determinacji opinii publicznej, podważenie sensu sankcji czy dalszego wsparcia dla Ukrainy. To gra o to, czy Sojusz pozostanie „skałą” w oczach Moskwy, czy okaże się podzielony w kluczowym momencie – wyjaśnia John Hardie z Foundation for Defense of Democracies.

Pomoc Ukrainy

Ukraina, choć sama nie należy do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego, posiada unikalne i potężne zasoby umożliwiające natychmiastowe, kluczowe wsparcie dla państw NATO w razie agresji Moskwy. Podpisane przez Kijów umowy o bezpieczeństwie (np. z Estonią) wprost zakładają wzajemną pomoc militarną w przypadku ataku. Jak Kijów może pomóc? 

  • Związanie sił rosyjskich na drugim froncie. Odciągnięcie armii: Jeśli Rosja uderzy na kraje bałtyckie, Ukraina – dysponująca ogromną, ostrzelaną i zmobilizowaną armią lądową – automatycznie stanie się drugim, potężnym frontem.
  • Atak na rosyjskie zaplecze: Zintensyfikowanie ukraińskich działań ofensywnych w regionach granicznych (np. Kursk, Briańsk) oraz uderzenia w głąb Rosji zmuszą Kreml do rozproszenia wojsk, co drastycznie osłabi impet uderzenia na kraje NATO.
  • Wojna asymetryczna i drony dalekiego zasięgu. Ukraina posiada sprawdzoną technologię masowej produkcji dronów uderzeniowych, rozwijaną m.in. w ramach umów koalicyjnych z Łotwą. Kijów może natychmiast wesprzeć obronę państw bałtyckich, niszcząc swoimi dronami i pociskami rosyjskie lotniska, rafinerie oraz węzły kolejowe na terenie Rosji, paraliżując linie zaopatrzeniowe idące w stronę Litwy czy Estonii.
  • Doświadczenie w walce elektronicznej i obronie powietrznej. Siły Zbrojne Ukrainy posiadają największe na świecie wiedzę i doświadczenie w strącaniu rosyjskich rakiet balistycznych, manewrujących oraz dronów typu „Szahed”, ukraińscy specjaliści od wojny elektronicznej potrafią skutecznie zakłócać rosyjskie systemy nawigacji i łączności, co byłoby kluczowe do sparaliżowania rosyjskiej technologii w wąskim korytarzu państw bałtyckich.
  • Transfer wiedzy i procedury antykryzysowe. Ukraina już teraz aktywnie dzieli się z krajami bałtyckimi gotowymi rozwiązaniami z zakresu przetrwania infrastruktury pod ostrzałem (np. budowa podziemnych szpitali i schronów). Ukraińscy oficerowie mogą zasilić centra dowodzenia NATO, oferując natychmiastową wiedzę o taktyce i słabościach konkretnych rosyjskich jednostek.
  • Kontrofensywa informacyjna i cybernetyczna. Ukraińskie służby wywiadowcze stale monitorują i rozpracowują operacje psychologiczne Kremla. W obliczu konfliktu Ukraina gwarantuje pomoc w neutralizowaniu rosyjskich cyberataków na infrastrukturę krytyczną Litwy, Łotwy i Estonii.

Jedność ponad wszystko

W zachodniej debacie politycznej, szczególnie w Berlinie i Brukseli panuje silne przekonanie, iż sukces AfD to poważny sygnał ostrzegawczy, jednocześnie uważa się, że im większa presja wewnętrzna (AfD) czy zewnętrzna (administracja Trumpa), tym szybciej Europa i NATO muszą zacieśniać współpracę, budować własny przemysł zbrojeniowy i uniezależniać się od kaprysów politycznych pojedynczych partii czy przywódców.

„Europa nie może oglądać się na wewnętrzne zawirowania i musi działać wspólnie” - stwierdził kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który podkreślił też, że „bez względu na wewnętrzne poparcie dla skrajnej prawicy w niektórych landach, Niemcy muszą pozostać filarem transatlantyckiej i europejskiej architektury bezpieczeństwa, a rząd federalny przygotowuje plany awaryjne, by lokalne sukcesy AfD w żaden sposób nie paraliżowały mobilizacji i działań logistycznych NATO na wschodniej flance”.

Szefowa dyplomacji Unii Europejskiej Kaja Kallas, podczas niedawnego szczytu europejskich liderów, wprost określiła rosnące w siłę partie polityczne (w tym AfD), jako „ślepe” na rosyjskie zagrożenia. 

„Rosja stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy (...). Ale możemy poradzić sobie z tymi problemami, jeśli będziemy działać wspólnie. Omawiamy mapę drogową obrony i to, jak możemy zmusić państwa członkowskie do ściślejszej współpracy, dołączania do projektów i naprawdę osiągać cele wyznaczone w ramach NATO” - powiedziała Kallas.

Źródła

  1. Foundation for Defense of Democracies (FDD)

  2. The Guardian

  3. RIA

  4. X

  5. The Spectator

  6. Euractiv.com

  7. Crisis Group

  8. Kyodo

  9. NATO

  10. Kiev Independent

Nasi autorzy