„Pawło Hrodi, prezydent Światowego Kongresu Ukraińców: około 25 milionów Ukraińców mieszka za granicą, niemal tyle samo, ile w samej Ukrainie. Czy pozwolimy, by ten proces niszczenia państw i narodów był rozciągnięty na Polskę, tak jak chce tego koalicja chętnych?” – napisał na portalu X Włodzimierz Skalik, wiceprezes Konfederacji Korony Polskiej oraz poseł na Sejm.
Pawło Hrodi, o którym wspomina poseł, naprawdę nazywa się Paul (Pawło) Grod, jednak prawdą jest, że od 2018 r. pełni funkcję prezydenta Światowego Kongresu Ukraińców. To urodzony w Kanadzie syn ukraińskich migrantów. Ma wykształcenie z zakresu politologii, prawa i biznesu. Jest również przedsiębiorcą – założycielem i prezesem firmy Rodan Energy Solutions – a działalność zawodową łączy z aktywnością na rzecz diaspory ukraińskiej w Kanadzie i na świecie. W latach 2007–2018 zarządzał Kongresem Ukraińsko-Kanadyjskim. Jak powiedział w wywiadzie dla Radia Swoboda 1 września 2026 r., poza Ukrainą, w 85 krajach, mieszka 25 mln Ukraińców, czyli niemal tyle samo co w kraju.
Zgodnie z danymi demografki Elli Libanovej z lipca tego roku na terenach kontrolowanych przez Ukrainę mieszka 29 mln ludzi, plus minus 300 tys. Tyle że nie oznacza to, że połowa Ukraińców opuściła kraj w wyniku wojny. 25 mln to populacja całej diaspory ukraińskiej na świecie.
Masowa emigracja ukraińska rozpoczęła się już pod koniec XIX w. W roku 2017, według danych Światowego Kongresu Ukraińców, liczebność diaspory wynosiła 20 mln.
Narracja wiceprezesa Skalika sugeruje, że przedłużająca się wojna to „proces niszczenia państw i narodów”, na skutek którego Ukraina straciła prawie połowę populacji. To nieprawda. Owszem, według danych biura Wysokiego Komisarza ONZ do spraw uchodźców (UNHCR), na skutek bandyckiej napaści rosyjskich zagonów prawie 6 mln osób z Ukrainy zostało zmuszonych do uchodźstwa za granicę. Kolejne, według różnych szacunków, 3–5 mln osób zostało w pułapce rosyjskiej okupacji. Tyle że to skutek rosyjskiej agresji, a nie działań rządu w Kijowie albo Unii Europejskiej czy, patrząc szerzej, całej koalicji chętnych.
Koalicja chętnych
Koncepcja koalicji chętnych powstała w 2025 r., początkowo pod egidą Francji i Wielkiej Brytanii, obecnie spotkaniom przewodniczą także Niemcy.
Skład koalicji nie jest stały. Liczba uczestników zmienia się zależnie od spotkania. W ostatnim, 24 sierpnia, uczestniczyli przedstawiciele ponad 30 krajów. Ukraina jest oczywiście centralnym uczestnikiem całego formatu.
Cele koalicji definiuje Deklaracja Paryska z 6 stycznia 2026 r., która określa pięć głównych elementów przyszłych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy.
- Pierwszy to monitorowanie ewentualnego zawieszenia broni.
- Drugi – dalsze uzbrajanie i finansowanie ukraińskich sił zbrojnych. To one mają odstraszać Rosję.
- Trzeci to przygotowanie Multinational Force for Ukraine (MNF-U), czyli wielonarodowych sił mogących działać na lądzie, morzu i w powietrzu. Dokument stawia tutaj jednak dwa istotne warunki: siły mają zostać uruchomione na wniosek Ukrainy i po zaprzestaniu działań wojennych.
- Czwarty to stworzenie wiążących gwarancji pomocy w przypadku ponownej rosyjskiej agresji po zawarciu pokoju lub rozejmu. Wsparcie może wtedy obejmować m.in. zdolności wojskowe, ale również wywiad, logistykę, działania dyplomatyczne i sankcje.
- Piąty filar to długotrwała współpraca z ukraińskimi siłami zbrojnymi – szkolenie, produkcja uzbrojenia i współpraca wywiadowcza.
W lipcu 2026 r. koalicja ponownie zaznaczyła, że przyszłe gwarancje mają charakter defensywny, a ich zadaniem jest zapobieżenie kolejnej rosyjskiej agresji.
Wśród planów koalicji nie ma „niszczenia narodów i państw”. Deklarowany cel jest dokładnie odwrotny: zakończenie wojny, zabezpieczenie Ukrainy przed kolejną agresją i stworzenie gwarancji bezpieczeństwa po rozejmie.
Polska w upadku
Jeśli liczyć diasporę równie szeroko jak Światowy Kongres Ukraińców, to poza Polską mieszka niewiele mniej Polaków niż Ukraińców poza Ukrainą. Główny Urząd Statystyczny wraz z Ministerstwem Spraw Zagranicznych mówią o społeczności polonijnej i Polakach za granicą liczących ponad 22 mln osób. Czy w takim razie „proces niszczenia narodów i państw” został już rozciągnięty na Polskę? Według posła Skalika najpewniej tak, i to nawet bez wrogiej inwazji.