„Nowy super-kartel w Polsce. Kolumbijczycy i Ukraińcy łączą siły w narkobiznesie!” – napisał na Facebooku Paweł Usiądek z Konfederacji. Polityk połączył rosnącą liczbę przejmowanych narkotyków ze wzrostem liczby podejrzanych obywateli Kolumbii i wydawanych im zezwoleń na pracę. Jego zdaniem efektem są „obce struktury przestępcze zadomowione w polskich miastach”.
W małej wsi Orla, na wschodnich rubieżach Polski, 40 km od białoruskiej granicy, we wrześniu 2024 r. pojawiło się czterech Meksykanów. Wynajęli dom na jednej z internetowych platform. Na początku nie wzbudzili zainteresowania. Lokalni mieszkańcy są przyzwyczajeni do zagranicznych turystów. Zaciekawili jednak Centralne Biuro Śledcze Policji w Łodzi.
Okazało się, że mężczyźni nie byli turystami, a pracownikami na delegacji ze stanu Sinaloa w Meksyku, pracującymi w kartelu o tej samej nazwie – jednej z najbrutalniejszych organizacji przestępczych w historii, założonej przez legendarnego El Chapo Guzmana, obecnie zarządzanej m.in. przez jego synów Los Chapitos. Trzech podejrzanych aresztowano na miejscu, czwartego po krótkim pościgu. Za szpalerem tuj, na wynajętej posesji, działało laboratorium metamfetaminy. Funkcjonariusze zabezpieczyli blisko 120 litrów narkotyku w płynnej postaci, a według prokuratury możliwości laboratorium pozwalały na wyprodukowanie około 800 kg krystalicznej metamfetaminy.
Polska zagłębiem przemysłu
Sołtys Chmielewski ze wsi Orla był świadkiem zatrzymania Meksykanów. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” powiedział: „Gdy zobaczyłem na posesji balię, ogromne beczki, to pomyślałem sobie, że pędzili tu bimber, jak wielu naszych w okolicy”. Jednak nie tylko pędzenie bimbru jest teraz słynną gałęzią polskiego czarnorynkowego przemysłu chemicznego
Polska w ostatnich latach stała się ważnym ogniwem międzynarodowego rynku narkotykowego. Meksykanie produkowali tu metamfetaminę – jeden z narkotyków, z których od lat znany jest kartel Sinaloa. Metamfetamina nie należy w Polsce do najpopularniejszych narkotyków syntetycznych. Znacznie większe znaczenie mają syntetyczne katynony, w tym mefedron i jego pochodne. Polska stała się jednym z głównych europejskich centrów ich produkcji.
Według EUDA w 2024 r. w Unii Europejskiej zlikwidowano 63 miejsca produkcji syntetycznych katynonów – aż 47 z nich znajdowało się w Polsce. Dla porównania w Niderlandach było ich 11, a w Niemczech trzy.
W jednym Usiądek ma więc rację: polskie służby przejmują coraz większe ilości narkotyków. Przytoczone przez niego dane pochodzą z publikacji „Rzeczpospolitej”, opartych na statystykach CBŚP.
W Polsce produkuje się nie tylko syntetyczne stymulanty. CBŚP zlikwidowało również pierwsze w swojej historii laboratorium metadonu, którym zarządzali Ukraińcy. Usiądek przywołuje tę sprawę jako przykład działalności zagranicznych grup przestępczych. Jednocześnie CBŚP podkreśla, że na polskim rynku narkotykowym nadal dominują rodzime organizacje.
„Prawo karzące za posiadanie narkotyków ułatwia producentom rekrutowanie osób, które mają już za sobą drobne przestępstwa. Gangi wykorzystują ten mechanizm, by łatwiej kontrolować nowych członków” – mówi SprawdzamTo.pl dr Filip Duski, adwokat specjalizujący się w prawie narkotykowym. Jego zdaniem praktyka karania może też premiować działalność na większą skalę: „Prawo wysyła przestępcom narkotykowym jednoznaczny komunikat: «albo grubo, albo wcale»”.
Za wszystkim stoją migranci?
Usiądek łączy wzrost liczby zezwoleń na pracę dla Kolumbijczyków z rosnącą przestępczością i skalą narkobiznesu. Dane nie potwierdzają jednak takiego związku.
Liczba podejrzanych obywateli Kolumbii rzeczywiście wzrosła ze 127 w 2024 r. do 324 w 2025 r. Jednak tylko 24 osoby z tej drugiej grupy były podejrzane o przestępstwa narkotykowe. Najwięcej – 154 – o prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, a 44 o jazdę mimo zakazu.
Co więcej, między 2024 a 2025 r. liczba zezwoleń na pracę dla Kolumbijczyków nie wzrosła, lecz nieznacznie spadła – z 37 987 do 37 337. W tym samym czasie liczba podejrzanych wzrosła ponad dwukrotnie. Nie ma więc podstaw, by na podstawie tych danych łączyć napływ pracowników z Kolumbii z 29 tonami narkotyków przejętymi przez służby.
Superkartel
Jedynym źródłem mówiącym o ukraińsko-kolumbijskim „superkartelu” jest portal NCzas, który powołuje się na rzekomy tajny raport amerykańskiej DEA. Dokument miał informować o spotkaniach ukraińskich i kolumbijskich gangsterów w Polsce oraz wymianie dostępu do kokainy na broń i amunicję. Raport nie jest jednak publicznie dostępny, więc tych informacji nie można niezależnie zweryfikować.
Jawne dane CBŚP nie potwierdzają natomiast, że zagraniczne grupy przejęły polski narkobiznes. W 2025 r. CBŚP rozbiło 157 zorganizowanych grup przestępczych: 131 polskich, 20 międzynarodowych i sześć rosyjskojęzycznych.
Nawet ewentualna współpraca ukraińskich i kolumbijskich przestępców nie oznacza jeszcze powstania jednego „superkartelu”. Handel narkotykami ma charakter międzynarodowy i opiera się na sieciach grup oraz pośredników odpowiadających za różne etapy produkcji, transportu i dystrybucji.
Natura rynku zglobalizowanego
Rynek narkotyków ma charakter globalny. Jak wskazuje EUDA, grupy przestępcze rozlokowują produkcję i punkty przerzutowe w różnych państwach, a większe laboratoria w Europie produkują zarówno na rynek lokalny, jak i na eksport. Dlatego rosnąca skala konfiskat w Polsce nie oznacza automatycznie równie dużego wzrostu krajowego spożycia. Polska jest jednocześnie miejscem produkcji, rynkiem konsumenckim oraz krajem tranzytowym w międzynarodowym handlu narkotykami.
Dane przytaczane przez Usiądka częściowo są prawdziwe: polskie służby przejmują coraz więcej narkotyków, a w kraju działają również zagraniczne grupy przestępcze. Nie potwierdzają jednak, że Kolumbijczycy i Ukraińcy stworzyli w Polsce „superkartel” ani że cudzoziemcy przejęli krajowy narkobiznes. Jawne dane CBŚP wskazują, że nadal dominują w nim polskie grupy przestępcze.