Skargi kalki
W jednej ze skarg chodziło o zniszczenie stacji paliw w obwodzie sumskim. Inna dotyczyła eksplozji magazynów w Wysznewem. Były też zarzuty wobec ukraińskich przedsiębiorców oraz historia o rzekomym otruciu amerykańskiego senatora Lindseya Grahama. Nadawcy żądali od władz pilnej interwencji i ukarania winnych.
Pisma miały pochodzić od obywateli z wielu części Ukrainy. Łączył je jednak język i styl. Najpierw opis sprawy i jej znaczenia dla państwa, później odwołanie do ustawy o skargach obywateli. Na końcu lista żądań oraz prośba o przesłanie pisemnej odpowiedzi na wskazany adres.
Bardzo często nie zgadzały się dane nadawców. Skarga od obywatela przedstawiającego się jako Swiatosław Podlenski przyszła ze skrzynki zarejestrowanej na Wierę Sawieljewą. Później z tego samego adresu napisał „Stanisław Karpenko”. Dziennikarze RBC-Ukraina przeanalizowali skargi. Według ich ustaleń rozsyłają je rosyjskie oddziały operacji psychologicznych, GRU oraz FSB. Akcja otrzymała nazwę „Pocztylion”.
Redakcja nie ujawniła dokumentów pozwalających przypisać operację tym trzem strukturom. Powołuje się na własne źródła oraz materiały, do których dotarli jej dziennikarze.
Najpierw kradną nazwisko
Nadawca nie musi istnieć. Rosjanie zbierają dane prawdziwych Ukraińców, a następnie wykorzystują je do stworzenia fałszywej tożsamości autora skargi. Informacje mają pochodzić m.in. z wycieków, przejętych kont, słabo zabezpieczonych dokumentów i otwartych źródeł.
– Dawniej funkcjonariusze wywiadu jeździli po cmentarzach i spisywali dane zmarłych, żeby później działać pod ich nazwiskami. Teraz wszystko, czego potrzebują Rosjanie, znajdują w internecie – powiedział RBC-Ukraina generał dywizji Ilja Pawlenko, były zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego.
Treść pisma opiera się często na wydarzeniu, które naprawdę miało miejsce. Rosjanie sięgają po doniesienia o korupcji, nieprawidłowej mobilizacji, sporach w wojsku albo trudnej sytuacji mieszkańców po ataku. Później dodają własne oskarżenia i wnioski.
Ukraińskie prawo pozwala złożyć skargę elektronicznie bez podpisu kwalifikowanego. Wystarczy podać imię, nazwisko, miejsce zamieszkania, opisać sprawę i zostawić dane kontaktowe.
Prawidłowo przygotowane pismo musi zostać rozpatrzone.
W czerwcu i lipcu Rosjanie mieli wysłać ponad 500 takich wiadomości. Trafiły m.in. do Ministerstwa Obrony, Sztabu Generalnego, kancelarii prezydenta, rządu, organów ścigania, parlamentarzystów i administracji obwodowych. Niespełna sto z nich doczekało się odpowiedzi.
Donos uruchamia kontrolę
Osobną grupę stanowią skargi na wojsko. RBC-Ukraina pisze o 17 jednostkach, które Rosjanie mieli wybrać ze względu na ich wysokie morale i skuteczność. Wśród nich znalazły się oddziały wojsk lądowych, desantowych, marynarki, Gwardii Narodowej oraz Sił Systemów Bezzałogowych.
Rosjanie szukają danych żołnierza służącego w konkretnej jednostce albo członka jego rodziny. Jeżeli ich nie znajdą, korzystają z fałszywych dokumentów. Później skarżą dowódcę do prokuratury, SBU, Państwowego Biura Śledczego lub wojskowej służby prawnej.
Zazwyczaj zarzuty dotyczą m.in. ukrywania strat, przywłaszczania pomocy przekazanej przez wolontariuszy, utraty pozycji i złego traktowania podwładnych.
– Naruszenia opisanego w skardze mogło w ogóle nie być, ale do jednostki i tak przychodzą z kontrolą. W ten sposób osiągany jest cel: oddział zostaje oderwany od podstawowej działalności, a jego dowództwo zdyskredytowane – mówi Pawlenko.
Podczas weryfikacji fałszywego zarzutu mogą wyjść na jaw inne, prawdziwe przewinienia w jednostkach czy urzędach. Takich przecież nie brakuje. Później każde z nich można przedstawić jako potwierdzenie oskarżeń wobec całej jednostki.
Niecałe sto odpowiedzi
Andrij Kowalenko, szef ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji, potwierdził, że podobne wiadomości trafiają do wielu instytucji. Jego zdaniem większość nie wywołuje żadnej reakcji.
– Te fałszywe zapytania rzeczywiście przychodzą, ale z reguły są napisane bez znajomości prawa. Wiele z nich nie spełnia wymogów formalnych, które zobowiązywałyby instytucję do udzielenia odpowiedzi – powiedział Kowalenko.
W praktyce odpowiedziano na ponad sto pism. Rosjan głównie interesują właśnie te przypadki. Z otrzymanej korespondencji zwrotnej dowiadują się, który urząd zajął się skargą, komu ją przekazał dalej i czy uruchomiło to procedurę kontroli. Źródła RBC-Ukraina twierdzą, że następne pisma mają częściej trafiać do instytucji, które już raz odpowiedziały. Tak właśnie działa „Pocztylion”.
Podejrzanego nadawcę można jednak szybko sprawdzić telefonicznie. Jeżeli właściciel danych nic nie wie o skardze, sprawa jest jasna – to prowokacja. Pawlenko rozważa możliwość weryfikacji przez aplikację Dija albo BankID. Rosjanom trudniej byłoby wtedy korzystać z kradzionych nazwisk. Tyle że dodatkowe formalności dotknęłyby również prawdziwych autorów skarg.