fałsz

Zakaz na brazylijskie mięso. Jak Zajączkowska-Hernik przypisała sobie cudzy sukces

Ewa Zajączkowska-Hernik ogłosiła w mediach społecznościowych „sukces” w sprawie ograniczenia importu brazylijskiego mięsa do UE. Sugerowała, że potrzebny był do tego „ogromny nacisk”. Sprawdzamy, co doprowadziło do decyzji i czy działania europosłanki Konfederacji miały na nią wpływ.

Zakaz na brazylijskie mięso. Jak Zajączkowska-Hernik przypisała sobie cudzy sukces
fot. PAP/Marcin Obara, Getty Images, Unsplash

Co twierdzi Zajączkowska-Hernik

W opublikowanym na Facebooku wpisie Ewa Zajączkowska-Hernik napisała, że od czwartku Brazylia „ma zakaz eksportowania drobiu i wołowiny do Unii Europejskiej w ramach umowy z Mercosur”, co nazwała efektem „dostarczania toksycznej żywności” i „naruszania norm dotyczących antybiotyków”. Podkreśliła, że przez ostatnie miesiące „wielokrotnie nagłaśniała” sprawę i „broniła zdrowia konsumentów”. „Potrzebny był ogromny nacisk, dzięki któremu udało się nałożyć szlaban”. Do wpisu europosłanki dołączono grafikę z przekreślonym napisem „Mercosur” – sugerującą, że to Konfederacja zablokowała szkodliwy import.

Co się rzeczywiście stało

Zakaz importu to efekt zwykłej procedury kontrolnej UE, nie zaś kampanii politycznej lub presji. Komitet SCOPAFF przy Komisji Europejskiej wykluczył Brazylię z listy krajów spełniających unijne normy sanitarne po standardowych audytach wykazujących niezgodności w stosowaniu antybiotyków u zwierząt.

Decyzję formalnie przyjęto już 4 czerwca 2026 r., a nowe zasady zaczęły obowiązywać od 3 września. Rzeczniczka KE potwierdziła to wprost, mówiąc, że Brazylia „została wykluczona z listy krajów przestrzegających unijnych norm bezpieczeństwa żywności”. Innymi słowy: to unijne instytucje kontrolne – te same, które Konfederacja regularnie oskarża o „lekceważenie interesów obywateli” – zadziałały zgodnie ze swoją procedurą i wykryły problem.

Obecny przypadek pokazuje coś przeciwnego do tej narracji. System kontroli zadziałał, zanim skażone mięso trafiło na sklepowe półki na masową skalę. Dokładnie tak, jak miał zadziałać z założenia. Wbrew wcześniejszym alarmom Konfederacji i europosłanki o „zalaniu rynku” żywnością niespełniającą norm, unijny system kontroli importu działał od początku. To właśnie audyty i monitoring sanitarny doprowadziły do wykrycia nieprawidłowości i zawieszenia importu. Gdyby to polska żywność nie spełniała unijnych norm, również zostałaby wstrzymana na tych samych zasadach. System kontrolny traktuje wszystkich eksporterów jednakowo, niezależnie od kraju pochodzenia.

Hipokryzja Zajączkowskiej-Hernik

Zajączkowska-Hernik i Konfederacja regularnie krytykują unijne instytucje, zarzucając im niekompetencję i działanie wbrew interesom Polski. Dotyczy to m.in. Zielonego Ładu, paktu migracyjnego czy umowy z Mercosur, którą przedstawiciele partii nazywali „przeforsowaną z pogwałceniem traktatów”.

Gdy jednak Komisja Europejska podejmuje decyzję w sprawie mięsa z Brazylii, jej działanie staje się argumentem potwierdzającym stanowisko Konfederacji.  

Zajączkowska-Hernik przedstawia decyzję o ograniczeniu importu w kontekście „ogromnego nacisku”, choć została ona podjęta przez Komisję Europejską w ramach procedury opartej na wynikach kontroli. W dostępnych informacjach dotyczących tej decyzji nie wskazano działań europosłanki ani Konfederacji jako jej przyczyny.

Komisja Europejska w komunikacie cytowanym przez AFP podkreślała, że traktuje sprawę jako element bieżącej współpracy: „Brazylia jest ważnym partnerem UE i ściśle, konstruktywnie i pozytywnie współpracujemy z brazylijskimi władzami, aby zapewnić zgodność z tymi wymogami. Gdy zgodność zostanie wykazana, eksport do UE będzie mógł zostać wznowiony”.

To język technicznej procedury, daleki od narracji o „nałożeniu szlabanu” dzięki politycznemu naciskowi. Sam fakt wprowadzenia ograniczeń jest prawdziwy. Brakuje natomiast dowodów, że były one efektem działań Zajączkowskiej-Hernik lub Konfederacji.

Wnioski

  1. Zakaz importu brazylijskiego mięsa od 3 września rzeczywiście obowiązuje. Wynika natomiast z formalnej procedury audytowej Komisji Europejskiej (decyzja z 4 czerwca), a nie z nacisku wywieranego przez Konfederację. Nie na to żadnych dowodów.
  2. Konfederacja miesiącami twierdziła, że nie da się skontrolować importu z Ameryki Południowej – tymczasem to właśnie kontrola sanitarna UE wykryła problem i doprowadziła do zawieszenia importu.
  3. Partia, która regularnie kwestionuje legalność i uczciwość instytucji unijnych, powołuje się na decyzję Komisji Europejskiej jako dowód swojej racji. To klasyczny przykład niespójności retorycznej.  

Przeczytajcie też: Referendum w Islandii: fakty kontra prawicowa narracja o „końcu projektu europejskiego”

Źródła

  1. Wpis Ewy Zajączkowskiej-Hernik na Facebooku (profil Konfederacja)

  2. Do Rzeczy

  3. Farmer.pl

  4. Parlament Europejski

Nasi autorzy