Cyberatak na Mołdawię. Czy za operacją stoi obcy wywiad?

Mołdawskie służby znalazły ponad 700 adresów IP wykorzystanych podczas cyberataku na państwowe systemy informatyczne. Hakerzy przez kilka dni pobierali dane obywateli, korzystając z luk w zabezpieczeniach. Sprawdziliśmy, co dotąd ustalono i na jakich przesłankach opierają się te podejrzenia.

Cyberatak na Mołdawię. Czy za operacją stoi obcy wywiad?
Budynek mołdawskiego parlamentu w Kiszyniowie (fot. Pierre Crom/Getty Images)

Nie potrzebowali haseł

22 października mołdawskie służby zauważyły nietypową aktywność w państwowych systemach informatycznych. Ktoś masowo wysyłał zapytania do usług publicznych, próbując wydobyć z nich dane osobowe. Dopiero później ustalono, że proceder rozpoczął się trzy dni wcześniej.

Hakerzy znaleźli luki w usługach, które nie wymagały logowania. Pobierali dostępne informacje, a następnie wykorzystywali je przy kolejnych zapytaniach. W ten sposób zdobywali kolejne dane bez konieczności przejmowania kont obywateli. 

Logo mołdawskiej Agencji e-Governance (AGE) fot. AGE
Logo mołdawskiej Agencji e-Governance (AGE) fot. AGE

23 października o godz. 11.30 udało się zatrzymać nieuprawnione pobieranie informacji. Mołdawska Agencja e-Governance (AGE), odpowiedzialna za państwowe usługi cyfrowe, zarządziła sprawdzenie 82 usług. Część systemów wyłączono, żeby uniemożliwić kolejne włamania. Dwa dni później około drugiej w nocy specjaliści wykryli następną próbę dostępu. Kolejną odnotowali dwa dni później, około godz. 7 rano. Obie zostały zablokowane.

Co wykradli hakerzy?

27 października mołdawska Agencja e-Governance (AGE) ujawniła, ile danych mogli wykraść hakerzy. Sprawcy sprawdzili około miliona numerów IDNP, które w Mołdawii pełnią podobną funkcję jak polski PESEL. W przypadku około 750 tys. numerów zdołali pobrać informacje z państwowych baz.

Zakres danych jest szeroki. Oprócz nazwisk i dat urodzenia hakerzy mogli zdobyć informacje o członkach rodzin, pobieranych emeryturach i innych świadczeniach. Do tego dane o samochodach, prawach jazdy, firmach, a nawet zaległościach podatkowych. AGE wymienia również numery rachunków bankowych IBAN i historię płatności w systemie MPay.

Co zabrali hakerzy?  (fot. AGE)
Co zabrali hakerzy? (fot. AGE)

Nie wiadomo jeszcze, ile informacji skradziono każdej z osób. Władze nie twierdzą zresztą, że hakerzy zdobyli 750 tys. kompletnych profili obywateli. Premier Vasile Tofan wyjaśnił to 31 października.

To nie znaczy, że włamano się na 750 tys. kont. Oznacza to, że w 750 tys. przypadków pobrano przynajmniej jeden element danych – imię, nazwisko, rok urodzenia lub inną taką informację – wyjaśnił Tofan, cytowany przez agencję MOLDPRES.

Kto kierował operacją?

Mołdawskie służby mają już pierwsze ślady, ale do ustalenia sprawców wciąż daleko. 29 października Mihai Lupașcu, szef Agencji Cyberbezpieczeństwa (ASC), poinformował w telewizji Moldova 1, że podczas ataku wykorzystano co najmniej 700 różnych adresów IP.

Tylko że adres IP nie musi wskazywać miejsca, z którego działał haker. Sprawcy mogli łączyć się przez serwery w innych krajach, ukrywając swoją rzeczywistą lokalizację. Lupașcu przyznał, że na podstawie dotychczasowych ustaleń nie można jeszcze wskazać konkretnej grupy odpowiedzialnej za włamanie.

Biorąc pod uwagę złożoność ataku i poziom jego zaawansowania, możemy mówić o osobach lub grupach bardzo dobrze przygotowanych w tej dziedzinie – ocenił Lupașcu w programie „În Context” telewizji Moldova 1.

Mihai Lupașcu, dyrektor mołdawskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa (fot. FB/Mihai Lupascu)
Mihai Lupașcu, dyrektor mołdawskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa (fot. FB/Mihai Lupascu)

Lupașcu nie ma wątpliwości, że hakerzy dobrze przygotowali całą operację. Mówił o tym również w wywiadzie dla Radia Wolna Europa. Kto jednak stał za atakiem? Na to pytanie szef mołdawskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa nie potrafił odpowiedzieć.

Premier Vasile Tofan dopuszcza, że sprawcy mogli działać na zlecenie obcego państwa. Nie podał jednak żadnych nazw ani dowodów na udział zagranicznego wywiadu. Rosja również nie została wymieniona. Śledczy muszą więc dopiero ustalić, czy była to operacja szpiegowska, czy kradzież danych przeprowadzona przez cyberprzestępców.

Ktoś może podać się za przedstawiciela instytucji publicznej albo banku. Mam tu na myśli fale oszustw, które miały miejsce już na początku roku – ostrzegał szef ASC. 

Nie ma jednak potwierdzonych informacji, że wykradzione dane posłużyły już do masowych wyłudzeń. Lupașcu przekazał ponadto, że hakerzy nie wybierali określonej grupy obywateli. Pobierali informacje masowo.

30 października prokuratura w Kiszyniowie wszczęła śledztwo w sprawie cyberataku. Sprawdza, czy doszło do naruszenia prywatności obywateli i ujawnienia informacji pochodzących z postępowań karnych. Nie wyjaśniła jednak, jakich dokładnie danych dotyczy drugi z tych wątków. Nie podała też nazwisk podejrzanych.

Siedziba Prokuratury Generalnej Mołdawii w Kiszyniowie (fot. Wikipedia)
Siedziba Prokuratury Generalnej Mołdawii w Kiszyniowie (fot. Wikipedia)

Tego samego dnia Agencja e-Governance (AGE) informowała, że przywrócono działanie 61 usług publicznych, ale 21 nadal pozostawało wyłączonych. Władze przygotowują też sposób indywidualnego powiadamiania obywateli o tym, jakie informacje na ich temat trafiły do hakerów.

Źródła

  1. Agencja e-Governance

  2. Radio Moldova, wypowiedzi Mihai Lupașcu, 29 października 2026 r.

  3. Europa Liberă, wywiad z Mihai Lupașcu, 28 października 2026 r.

  4. MOLDPRES, wypowiedź premiera Vasile Tofana, 31 października 2026 r.

  5. Moldova 1, informacja o wszczęciu śledztwa, 30 października 2026 r.

Nasi autorzy