prawda

USA. Rosyjskie służby przed wyborami zalały amerykańską sieć fejkami

W amerykańskiej sieci pojawiły się fałszywe filmy, podrobione materiały prasowe oraz zmyślone oskarżenia wobec kandydatów. Choć amerykański wywiad nie dostrzega prób manipulowania samym procesem głosowania, eksperci ostrzegają przed lekceważeniem tego zjawiska.

USA. Rosyjskie służby przed wyborami zalały amerykańską sieć fejkami
fot. Getty Images, Unsplash, Sprawdzam To

Oficjalnie głosowanie bezpośrednie w USA rozpocznie się we wtorek 3 listopada (nie licząc tzw. wczesnego oraz korespondencyjnego oddawania głosów). W tzw. wyborach połówkowych („Midterms”) Amerykanie wybierają wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów, 35 ze 100 senatorów (33 regularnie plus dwa mandaty uzupełniające, m.in. po Marku Rubio i JD Vansie) oraz gubernatorów w 36 stanach. Stawką jest kontrola Kongresu, dziś znajdującego się w rękach Republikanów. 

Co ma Rosja do Kongresu USA?

Całkiem sporo. To niemal jeden z kluczowych celów jej operacji geopolitycznych i wywiadowczych. Według odtajnionych raportów amerykańskich służb oraz analiz ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem, zainteresowanie to skupia się głównie na fakcie, iż to Kongres kontroluje pomoc finansową i wojskową dla Ukrainy. Osobnym celem może być pogłębianie polaryzacji politycznej, a więc paraliż decyzyjny.

To dlatego Rosja też bierze udział w Midterms. Według niejawnych analiz amerykańskiego wywiadu, przedstawionych 20 października Markowi Warnerowi i Jimowi Himesowi, czołowym demokratom z komisji wywiadu, Kreml dał „zielone światło” na rozpoczęcie nowej operacji dezinformacyjnej w mediach społecznościowych. We wrześniu opisał to m.in. „New York Times”. 21 października, podczas wspólnego briefingu dla mediów Warner i Himes ujawnili, że Rosja rzuciła gigantyczne siły do walki informacyjnej przed amerykańskimi wyborami.

Zaangażowanie Rosji w ingerencję wyborczą potwierdzili również niezależni badacze z organizacji takich jak Graphika, Alethea, Clemson czy NewsGuard. Wskazali oni na tzw. jednoznaczne ślady techniczne: wykorzystywanie tych samych kont co przy poprzednich operacjach, ukrywanie lokalizacji autora wpisu, nagły wysyp świeżych profili oraz działanie skoordynowanych sieci botów. Kreml tradycyjnie wszystkiemu zaprzecza.

Rosyjskie fabryki dezinformacji

Niezależne, wyspecjalizowane organizacje zajmujące się cyberbezpieczeństwem, analizą zagrożeń informacyjnych oraz walką z dezinformacją i fake newsami w sieci, takiej jak Alethea czy NewsGuard oceniają, że za Doppelgängerem (tworzącym klony stron prawdziwych mediów z nieprawdziwymi materiałami) stoją Social Design Agency i Structura, rosyjskie firmy technologiczne i agencje PR, działające jako wyspecjalizowane „fabryki dezinformacji”.

Alethea opisała m.in. nową falę ich działalności. Tylko w październiku powstało ponad 50 fałszywych kont, pojawiło się ponad 1000 botów oraz fałszywe strony dzienników, izraelskiego „Walla!”, a wcześniej, w związku z sytuacją we Francji, „Le Parisien” i „Le Point”. Storm-1516 odpowiada za inscenizowane nagrania z aktorami i twarzami podmienianymi przez AI. Ofiary to m.in. kandydat Demokratów w Teksasie James Talarico (fałszywe oskarżenia o napaść z 20 października). Według stacji NBC jeden z postów na temat jego rzekomej napaści miał ponad 1,3 mln wyświetleń. Z kolei Matrioszka tworzy dziesiątki fałszywych filmów pod szyldami CNN, BBC czy NYT oraz deepfejki z gwiazdami (w tym m.in. De Niro, Julią Roberts, Cher, czy Jamie Lee Curtis). Niektóre są tak dobrze wygenerowanie, że Lee Curtis publicznie musiała tłumaczyć, że nie brała udziału w nagraniu.

Miękkie podbrzusza Republikanów

W tych wyborach głównymi osobowymi celami Rosjan są przede wszystkim kandydaci demokratów do Senatu w tzw. stanach wahadłowych (czyli stanach, w których żadna z dwóch głównych partii politycznych nie ma stałej, wyraźnej przewagi wyborczej). Fałszywa narracja dotyczy korupcji, antysemityzmu, praw osób LGBT – to tematy rozpalające wyborców nie tylko w USA. Ponadto badacze tuż przed wyborami zaobserwowali wzrost fałszywych doniesień o przebiegu głosowania i liczeniu kart. Przewidują, że w dniach najbliższych po wyborach będzie ich jeszcze więcej.

Nadrzędnym celem jest także Ukraina. Warner i Himes twierdzą, że celem są politycy przychylni Kijowowi. Niezależni eksperci dodają, że do tej pory uderzano niemal wyłącznie w demokratów, obecnie fałszywe oskarżenia mają trafiać w miękkie podbrzusza republikanów, tych sprzyjających Ukrainie.

Działania obronne

Amerykańskie służby zdają sobie sprawę z zagrożenia. Już w maju wyznaczyły koordynatorów ds. zagrożeń wyborczych. Agencja ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury CISA opublikowała 24 września plan obronny („2026 Election Infrastructure Security Plan”), nawet portal X zawiesił konta rozpowszechniające część fejków. Ponadto służby rozszerzyły działania obronne o masowe, publiczne demaskowanie rosyjskich fałszywek w czasie rzeczywistym. Uruchomiono też specjalne centra operacji cybernetycznych współpracujące z lokalnymi komisjami wyborczymi we wszystkich stanach.

Rosja sprawdza co się przylepi

Jednak stacja CNN, powołując się na kilkunastu ekspertów, zwróciła uwagę, że, Kongres (stan na 21 X) nie dostał wymaganych ustawą ocen wywiadu (wywiad powinien je dostarczyć na 120, 60 i 30 dni przed wyborami). Ponadto dezinformację wyborczą ułatwia spór polityczny: Trump uparcie twierdzi, że systemy głosowania mają poważne luki, choć (według „NYT”) do tej pory żadne materiały tego nie potwierdziły.

Nie ma też dowodów, że sztaby świadomie wzmacniają rosyjskie fejki. Eksperci zwracają uwagę, że mechanizm jest inny: fałszywy materiał trafia do sieci przez boty i lewe konta, głównie płatne. Potem „przejmują” je prawdziwi użytkownicy. Nowe fejki powielają te tematy, których używają Trump i Republikanie. Według „NYT” zbieżność tematów nie musi wcale oznaczać współpracy.

Reuters wskazuje na niebezpieczną synergię między rosyjską dezinformacją a wewnętrznym sporem politycznym w USA. Agencja cytuje m.in. kongresmena Jima Himesa, który ostrzega, że Moskwa stosuje taktykę „rzucania wszystkiego w ścianę, żeby sprawdzić, co się przyklei”, a potem to wyolbrzymić. Główny przekaz brzmi: „Panuje chaos, nie ufajcie swoim maszynom do głosowania”. Media obawiają się, że te siane przez Rosję wątpliwości zostaną później wykorzystane politycznie, np. do kwestionowania legalności wyborów.

Pytanie, ilu wyborców da się złapać na te rosyjskie fejki? Eksperci uważają, że na tym etapie trudno już raczej kogoś przekonać. Można natomiast umocnić istniejące poglądy. Lisa Kaplan z Alethei podkreśla, że końcówka kampanii to głównie wywoływanie skrajnych emocji, bo to może wpłynąć na frekwencję wśród wyborców niezdecydowanych. Wywoływanie ich ma na celu przestraszenie lub całkowite zniechęcenie takich wyborców.

Mechanizmy dezinformacyjne używane przez Kreml w USA stanowią matrycę działań wymierzonych także w Polskę. 

Nie tworzą nowych podziałów, lecz perfidnie żerują na istniejących sporach. Celem Rosji nie jest fizyczna manipulacja, np. systemem liczenia głosów, ale raczej wywołanie poczucia powszechnego chaosu, zniechęcenie ich do udziału w życiu publicznym, czyli w tzw. kondycję społeczną.

Przeczytaj również: „Trump Ocean”. Żart na wiecu czy zapowiedź zmiany nazwy Pacyfiku lub Atlantyku?

Źródła

  1. BBC

  2. NEXTGOV

  3. NYT

  4. NPR.ORG

  5. GRAPHIKA

  6. ALETHEA

  7. NEWSGUARD

Nasi autorzy