Dług publiczny i deficyt – co to właściwie oznacza
Polska ma dług publiczny, bo przez lata kolejne rządy wydawały więcej pieniędzy niż wpływało do państwowej kasy. Brakujące kwoty rządzący pożyczali, najczęściej sprzedając obligacje. I nadal tak robią.
Czy to oznacza, że państwu grozi bankructwo? Nie. Większość zadłużenia nie jest przecież wymagalna od razu. Obligacje mają różne terminy wykupu, czasem odległe o kilkanaście lat. Kiedy nadchodzi termin wykupu obligacji, rząd nie musi od razu oddawać wszystkich pożyczonych wcześniej pieniędzy. Może sprzedać nowe obligacje i z uzyskanych pieniędzy wykupić te, których termin spłaty właśnie upływa. Stary dług zostaje wtedy zastąpiony nowym. Od takiej nowej pożyczki państwo również płaci odsetki.
Deficyt to jeszcze coś innego. Pokazuje, ile pieniędzy zabraknie w budżecie w konkretnym roku. Dług jest sumą zobowiązań, które pozostały do spłacenia. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy państwo musi zarezerwować coraz więcej pieniędzy na odsetki albo ma trudności ze znalezieniem chętnych (zewnętrznie lub wewnętrznie) do pożyczania mu pieniędzy.
Problemem nie jest nawet wysoki deficyt w jednym roku, ale jego utrwalenie w dłuższym okresie, oddziałujące na wysokie tempo narastania długu publicznego pomimo korzystnej sytuacji gospodarczej – powiedział 30 lipca 2026 roku Mariusz Haładyj, prezes Najwyższej Izby Kontroli.
NIK zaznaczyła wówczas, że Polska nie utraciła dostępu do finansowania. Ostrzegła jednak przed skutkami utrzymywania wysokiego deficytu przez kolejne lata.
PiS chce odrzucenia budżetu
8 października Sejm rozpatrywał projekt budżetu na 2027 rok. Prawo i Sprawiedliwość wystąpiło o jego odrzucenie już w pierwszym czytaniu. Wniosek nie uzyskał większości. Rząd planuje dochody w wysokości 696,4 mld zł i wydatki sięgające 977,6 mld zł. Różnica, czyli deficyt, ma wynieść 281,2 mld zł. Takie kwoty znalazły się w projekcie przekazanym Sejmowi 30 września. Jednym z polityków krytykujących projekt był poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Podczas debaty zarzucał obecnej koalicji dalsze zadłużanie państwa. Wskazywał na wysokie deficyty z kolejnych lat jej rządów.
Tyle że zadłużenie państwa nie zaczęło się w grudniu 2023 roku. Za rządów Zjednoczonej Prawicy część wydatków finansowano przez instytucje i fundusze działające poza budżetem. Należały do nich Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Polski Fundusz Rozwoju (PFR). Pieniądze pożyczano m.in. na działania związane z pandemią COVID-19.
Długi poza budżetem
Mechanizm był dość prosty. Zamiast finansować część wydatków bezpośrednio z budżetu, państwo korzystało z funduszy, które pozyskiwały pieniądze m.in. przez emisję własnych obligacji. Wydatki te nie powiększały wykazywanego deficytu budżetu państwa, ale zobowiązania nadal trzeba było spłacić. NIK od lat krytykuje takie rozwiązania.
Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia podejmowanie od 2020 roku, na dużą skalę, działań wpływających na obniżenie rangi budżetu państwa jako najważniejszego planu finansowego określonego w art. 219 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – mówił w Sejmie 25 lipca 2025 roku ówczesny prezes NIK Marian Banaś.
Według Izby praktyka ta ograniczała przejrzystość finansów państwa. Co więcej, nie skończyła się wraz ze zmianą rządu. NIK wskazała, że również w 2024 i 2025 roku część zadań nadal finansowano poza budżetem. Kontrolerzy ustalili też, że w 2025 roku państwo spłaciło z budżetu część wcześniejszych zobowiązań PFR i BGK. Zwiększyło to wykazany deficyt. NIK wskazała, że wzrost deficytu w 2025 roku wynikał głównie z finansowania z budżetu wykupu obligacji PFR i BGK wyemitowanych podczas pandemii. Wydatki, które wcześniej znajdowały się poza budżetem, zaczęły do niego wracać.
Do zobowiązań z lat 2020–2023 odniósł się również były premier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. W opublikowanym nagraniu zwraca uwagę na koszty spłaty długów zaciągniętych poza budżetem i zarzuca politykom, że w obecnej dyskusji pomijają wcześniejsze decyzje.
Spłaty po poprzednim rządzie
Ministerstwo Finansów zaplanowało na 2027 rok 107 mld zł na obsługę długu Skarbu Państwa. Są to koszty obsługi długu Skarbu Państwa, przede wszystkim odsetki. Ta pozycja nie jest tym samym co wykup obligacji emitowanych przez PFR i BGK. Nie można więc traktować 107 mld zł jako rachunku za długi zaciągnięte przez te instytucje za rządów PiS.
W lipcu 2026 roku NIK przedstawiła wyniki kontroli budżetu za poprzedni rok. Kontrolerzy zwrócili uwagę na spłatę zobowiązań Polskiego Funduszu Rozwoju i Banku Gospodarstwa Krajowego. Wcześniej instytucje te pożyczały pieniądze na zadania państwa finansowane poza jego budżetem, szczególnie w czasie pandemii. W 2025 roku, za rządów obecnej koalicji, część tych długów spłacono już z budżetu. Spłaty zwiększyły wykazany deficyt. NIK wskazała, że to właśnie sfinansowanie z budżetu wykupu obligacji PFR i BGK miało główny wpływ na jego wzrost w 2025 roku.
Podczas debaty nad budżetem na 2027 rok politycy PiS zarzucali rządowi nadmierne zadłużanie Polski. Dokumenty NIK pozwalają jednak prześledzić również zobowiązania zaciągnięte w latach 2020–2023. Spłaty tych zobowiązań wpłynęły na deficyt w 2025 roku.