manipulacja

Polska „sponiewierana”? Zajączkowska-Hernik manipuluje ws. UE

Europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik przekonuje, że Bruksela traktuje Polskę gorzej niż inne państwa członkowskie. Przedstawiając najnowsze informacje z Brukseli, europosłanka pominęła kluczowe fakty. 

Polska „sponiewierana”? Zajączkowska-Hernik manipuluje ws. UE
fot. PAP/Radek Pietruszka, Unsplash

„Poziom naszej polityki sięga dna – jesteśmy państwem poniewieranym zarówno przez Unię Europejską, jak i Ukrainę” – napisała na Facebooku europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik. Jej zdaniem świadczą o tym dwie czerwcowe informacje z Brukseli, które nazwała „uwłaczającymi ciosami wymierzonymi w nasze państwo”. 

Pierwszym „ciosem” ma być czterokrotne zmniejszenie pieniędzy dla Polski za sprzęt wojskowy przekazany Ukrainie. Drugim ciosem – lista nominacji na ambasadorów UE, na której nie znalazł się żaden Polak. „To pokazuje, jaka jest nasza faktyczna pozycja na unijnej arenie” – oceniła Zajączkowska-Hernik. Jej wpis na Facebooku zdobył 35 tys. polubień, a blisko 10 tys. kont podało go dalej. Ile jednak w twierdzeniach europosłanki jest prawdy? 

O czym naprawdę była propozycja Kai Kallas

„Grubo z nami jadą” – tak Zajączkowska-Hernik nazwała propozycję zmniejszenia pieniędzy za sprzęt wojskowy przekazany Ukrainie. Chodzi o pieniądze z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF) – unijnego funduszu finansującego działania z zakresu bezpieczeństwa i obronności. Po 2022 r. Unia refundowała z EPF sprzęt przekazywany Ukrainie przez państwa członkowskie. Wypłaty zostały zablokowane w 2024 r. z powodu weta Węgier, czego efektem było zamrożenie 6,6 mld euro. 

W czerwcu nowy węgierski rząd wycofał sprzeciw, a szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zaproponowała zmiany w EPF. Jak opisywał serwis Euronews, chce zmniejszenia puli na refundacje z 6,6 do 4,7 mld euro, by zaoszczędzone środki przekazać m.in. na zakupy uzbrojenia dokonywane przez sam Kijów. Zmienić ma się także poziom refundacji. Według dotychczasowych założeń państwa UE mogły liczyć na refundację rzędu ok. 43 proc. poniesionych kosztów. Nowa propozycja zakłada obniżenie jej do ok. 10 proc.  

O propozycji będą dyskutować ambasadorzy państw członkowskich przy UE. Według Euronews pomysł popierają m.in. Niemcy i Belgia, a przeciw są m.in. Warszawa i Słowacja. „Dla Polski oznaczałoby to znaczące straty” – zauważył serwis, dodając, że Warszawa oczekiwała wypłaty ok. 450 mln euro (ponad 1,9 mld zł), czyli 43 proc. środków wydanych na dozbrajanie Ukrainy. „Zamiast odzyskać ok. 43 proc. wydanych środków, mogłaby liczyć jedynie na zwrot rzędu 10 proc.” – dodał Euronews. 

Jak mają się do tego słowa Zajączkowskiej-Hernik? Z jej wpisu można wysnuć błędny wniosek, że propozycja Kallas – nazywanej przez europosłankę „koleżanką Tuska” – dotyczyła konkretnie Polski. „Kallas zaproponowała, by Polska dostała... 4 RAZY mniej pieniędzy ze zwrotu za pomoc wojskową udzieloną Ukrainie” – tak europosłanka przedstawiła propozycję odnoszącą się również do innych państw UE.  

Zajączkowska-Hernik nie wspomina, że także inne państwa występujące z roszczeniami mogły wcześniej oczekiwać zwrotu na poziomie 43 proc., opisując proponowane ograniczenie jego wysokości wyłącznie w kontekście Polski. „Według pierwotnych planów Polska miała otrzymać wsparcie odpowiadające 43% poniesionych kosztów (przy ogólnej puli kilku miliardów euro do podziału), ale po nowej propozycji ma to być… 10%” – napisała. 

Europosłanka twierdzi przy tym, że Polska ma zostać „najbardziej poszkodowana w ramach dzielenia zwrotów”. Nie możemy potwierdzić, czy rzeczywiście występowała z najwyższymi roszczeniami, bo ich lista nie została ujawniona. Według unijnego dyplomaty cytowanego przez RMF FM, państwa członkowskie poinformowały Brukselę, że wydały z własnych budżetów na broń dla Ukrainy 40 mld euro. Jak szacunkowo wyliczyło stacja, przy stawce zwrotu na poziomie ok. 40 proc. Bruksela powinna oddać stolicom ok. 13,5 mld euro. A więc odblokowane 6,6 mld euro mogą pokryć mniej niż połowę zobowiązań.

Czy brak Polaka na liście to blamaż?

Drugim „uwłaczającym ciosem” ma być brak Polaków na liście z nominacjami dla unijnych dyplomatów. „To jest kompletny blamaż naszej dyplomacji. Są nawet Czechy i Malta, ale nie Polska. To pokazuje, jaka jest nasza faktyczna pozycja na unijnej arenie” – oceniła Zajączkowska-Hernik. 

Chodzi o członków unijnych delegatur Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (EEAS), których na świecie funkcjonuje 145 i które pełnią funkcję przedstawicielstw UE za granicą. Jak to nazywa unijna dyplomacja – delegatury stanowią pierwszą linię obrony interesów UE za granicą. „Informują, wdrażają i promują priorytety UE oraz jej politykę zagraniczną i bezpieczeństwa” – czytamy w komunikacie EEAS o nominacjach z 3 czerwca. 

Ogłoszona wtedy przez Kallas lista zawiera nazwiska 33 przyszłych ambasadorów i siedmiu zastępców szefów misji. Osoby te otrzymają stanowiska w ramach tegorocznej rotacji, ale wcześniej muszą ich zaakceptować państwa przyjmujące. 

Z naszej analizy listy wynika, że najliczniej jest na niej reprezentowana Belgia (sześć osób), a następnie Włochy i Francja (po pięć osób). Na liście rzeczywiście są obywatele Czech i Malty, jak pisała europosłanka Konfederacji. Prawdą jest, że nie ma nikogo z Polski. 

Tyle że w tej samej turze nominacji nie ma przedstawicieli 10 innych państw UE. Na liście naliczyliśmy przedstawicieli 16 z 27 państw UE, a więc w sumie 11 państw nie zostało uwzględnionych: obok Polski to Słowacja, Łotwa, Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Rumunia, Chorwacja, Austria i Luksemburg. Brak nominacji dotyczy ok. 40 proc. państw UE. 

Dodatkowo chodzi tutaj tylko o osoby nominowane w ramach tegorocznej rotacji – dyplomaci pracują na jednej placówce 2–4 lata i podlegają wymianie. Takie rotacje odbywają się co roku i w latach wcześniejszych Polacy uzyskiwali nominacje. 

W 2025 r. Radosław Darski został ambasadorem UE w Tadżykistanie. Rok wcześniej stanowiska przypadły trzem Polakom: Przemysław Bobak został ambasadorem UE w Czadzie, Jacek Jankowski – ambasadorem UE w Sierra Leone, a Ewa Suwara – zastępczynią szefa delegacji UE w Indiach. W 2023 r. nominacje otrzymali Beata Pęksa (ambasador UE w Turkmenistanie) i Karolina Stasiak (ambasador UE w Zambii i COMESA). 

Źródła

  1. Wpis Ewy Zajączkowskiej-Hernik na Facebooku z 8 czerwca 2026 r.

  2. Europejski Instrument na rzecz Pokoju

  3. Politico, Hungary lifts two-year block on Ukraine arms reimbursements, 1 czerwca 2026 r.

  4. Euronews, Polska odzyska mniej pieniędzy za pomoc Ukrainie? Kontrowersyjny plan Brukseli, 8 czerwca 2026 r.

  5. RMF FM, Dlaczego Polska może nie dostać pełnego zwrotu z Brukseli za broń dla Ukrainy?, 9 czerwca 2026 r.

  6. Europejska Służba Działań Zewnętrznych, EEAS: High Representative Kaja Kallas announces new EU Ambassador nominations and senior management appointments, 3 czerwca 2026 r.

Nasi autorzy