Z raportu „Młodzież 2025”, przygotowanego i opracowanego przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom we współpracy z CBOS, wynika, że „20% uczniów otrzymało w ostatnim roku szkolnym obraźliwego SMS-a lub wiadomość w komunikatorze internetowym od innego ucznia ze szkoły – to wzrost o 7 punktów procentowych w stosunku do pomiaru z 2021 roku. 10% uczniów doświadczyło również upokorzenia związanego z publikacją przez innego ucznia ośmieszających lub kompromitujących ich materiałów – tutaj mamy do czynienia z 4-punktowym wzrostem względem 2021 roku”.
Raport „Nastolatki” przygotowany przez NASK wskazuje na głębszy problem. Jedna trzecia dzieci i młodzieży doświadczyła wyzywania w internecie, a niemal jedna czwarta – wyzywania i/lub ośmieszania.
Nowa forma cyberprzemocy
Obraźliwe i kompromitujące zdjęcia lub nagrania nie są już tylko domeną mediów społecznościowych. Zjawisko to „przeniosło się” w ostatnim czasie na platformy sprzedażowe, takie jak Vinted – aplikację służącą głównie do handlu używanymi rzeczami. Śledztwo portalu Dyżurnet.pl, działającego przy NASK, ukazało jeszcze jedną ciemną stronę tej platformy. Upodobali ją sobie młodzi użytkownicy, którzy „chcą sprzedać kolegę”.
Powołano się na poniższy przykład.
- [Imię dziecka] Pedał
- Cena: 112 zł
- Stan: zadowalający
- Opis: Trochę spier***ony, karmić tylko przez kij, gryzie i nie jest szczepiony
- Kategoria: sport -> części rowerowe -> pedały
W innym „ogłoszeniu” można było przeczytać wprost: „sprzedam kolegę”. Cena wynosiła 67,67 zł, ale wzrosła o kilka złotych – do nieco ponad 73 zł. W opisie dodano, że „stan kolegi jest dobry”. Nie zabrakło zdjęcia z twarzą.
W większości „ofert” poniżające opisy skupiały się wokół wyglądu lub orientacji seksualnej. To język nienawiści, który ma na celu uprzedmiotowienie, dehumanizację i upokorzenie rówieśnika. Na szczęście platforma szybko reaguje i usuwa tego typu treści. To jednak nie eliminuje problemu.
„Zespół Dyżurnet.pl poinformował platformę Vinted o zaobserwowanych naruszeniach. Administratorzy serwisu na bieżąco usuwają zgłaszane treści, jednak należy pamiętać, że nowe, podobne ogłoszenia mogą pojawiać się również na innych platformach sprzedażowych” – ostrzega portal.
To nie żart
Zdaniem kierowniczki Dyżurnet.pl Martyny Różyckiej nie można w tym przypadku mówić o głupim żarcie, ponieważ niesie to za sobą bardzo poważne konsekwencje. Szerzej o tym problemie opowiadała Natalia Fabisiak (również z Dyżurnet.pl) w rozmowie z Piotrem Łodejem z Polskiego Radia w podcaście „News albo fake news”.
– Zauważamy niestety, że dzieci i młodzież wykorzystują platformę Vinted do cyberprzemocy. (...) One często uważają to za żart. Publikują zdjęcie swojego kolegi czy koleżanki z klasy, obok pojawia się krzywdzący, poniżający i wulgarny opis oraz cena, która łączy się z dehumanizacją. To nie jest żart, tylko realna krzywda dziecka – tłumaczyła.
Aby odróżnić internetowe „heheszki” od cyberprzemocy, trzeba zastanowić się nad możliwymi konsekwencjami takiego postępowania i reakcją poszkodowanego. Dla drugiej strony to wcale nie musi być szkolna „beka”, lecz początek bądź eskalacja wcześniejszej fali upokarzania – nie tylko w świecie wirtualnym, ale także realnym. To z kolei może prowadzić do negatywnych skutków, takich jak np. niechęć do przychodzenia do szkoły, a nawet myśli czy próby samobójcze.
W sieci nic nie ginie, a dodatkowo treści bardzo łatwo się powiela i rozprzestrzenia. Nawet jeśli platforma „x” usunie tego typu „ogłoszenie” – i Vinted, jak potwierdza Fabisiak, robi to szybko – to nie ma gwarancji, że nie trafiło ono już gdzie indziej albo nie pojawiło się na portalu „y”. Tego typu posty są często kolportowane i komentowane np. na Instagramie, TikToku czy X. Część internautów robi to tylko w celach informacyjnych, z zamazanymi twarzami czy znakami szczególnymi.
Problemem nie jest samo zjawisko, ale również algorytmy stosowane przez platformy sprzedażowe. Działa to podobnie jak w mediach społecznościowych – im więcej klikamy w daną treść, tym częściej będzie nam się ona wyświetlać. W przypadku zakupów online niemal na wszystkich tego typu portalach dostępne są „podpowiedzi” – oglądając konkretną ofertę, zwykle na dole pojawia nam się kilka podobnych ogłoszeń z informacją, że „to również może cię zainteresować” lub „ludzie, którzy oglądali tę rzecz, kupili jeszcze to”.
Aby przeciwdziałać tego typu zjawiskom, potrzebna jest edukacja, a ta zaczyna się w domu. Rozmowa z dzieckiem to pierwszy krok do uczulenia go na potrzeby innych, uwrażliwienia i wskazania mu możliwych konsekwencji takiej działalności w internecie. Równie dużą rolę w tym zakresie odgrywa szkoła. W placówkach prowadzone są już lekcje o cyberbezpieczeństwie i cyberprzemocy.