prawda

Serce w kilka dni, nerka w tydzień. Chiński przemysł zbudowany na ciałach więźniów

W Europie na przeszczep nerki czeka się miesiącami, a często latami. W Chinach szpitale potrafią znaleźć zgodny narząd w ciągu kilku dni. Dla jednych to medyczny cud. Dla innych – dowód istnienia jednego z najbardziej przerażających systemów zbrodni XXI wieku.

Serce w kilka dni, nerka w tydzień. Chiński przemysł zbudowany na ciałach więźniów
Członkowie Falun Gong w cichym proteście przed chińskim konsulatem w Los Angeles (fot: Keipher McKennie/Getty Images)

Lekarz Enver Tohti miał zaledwie 27 lat, gdy w chińskim szpitalu otrzymał rozkaz wycięcia wątroby i nerek mężczyźnie, który wciąż oddychał. Po latach ujawnił, że ofiara została zabita po to, by pobrać jej organy. Trzy dekady później niezależny Trybunał dla Chin w Londynie, eksperci ONZ oraz parlamenty wielu państw zgodnie wskazują, że przymusowa grabież organów w Chinach nie jest historią, lecz procederem, który trwa do dziś.

Blizna w kształcie litery U

Przymusowa grabież organów (ang. forced organ harvesting) polega na pobieraniu nerek, wątroby, serca, płuc czy rogówek od osób przetrzymywanych w więzieniach, obozach pracy i tzw. centrach reedukacyjnych. Bez ich zgody i często kosztem ich życia. W przeciwieństwie do klasycznego handlu organami, w którym dawca zwykle przeżywa zabieg, w Chinach pobranie narządów ma – według licznych raportów – oznaczać celowe uśmiercenie człowieka. Innymi słowy, ofiary giną właśnie po to, by pozyskać ich organy.

Tohti zeznał, że po zabiegu polecono mu zapamiętać, iż „nic się tego dnia nie wydarzyło”. Wspominał również, że jako młody chirurg w Urumczi wielokrotnie spotykał chłopców z charakterystyczną blizną w kształcie litery „U”, świadczącą o usunięciu nerki. Jego relacja stała się jednym z pierwszych szczegółowych świadectw opisujących mechanizm działania tego systemu. 

Według ustaleń dziennikarza Ethana Gutmanna przymusowa grabież organów w Chinach sięga końca lat 80. XX wieku. W latach 90. proceder rozszerzył się na Ujgurów – muzułmańską mniejszość etniczną zamieszkującą głównie region Sinciang. Pierwsze szeroko nagłośnione doniesienia pojawiły się na początku XXI wieku. W 2007 r. kanadyjski parlamentarzysta David Kilgour i prawnik David Matas opublikowali raport, w którym oszacowali, że w latach 2000–2005 aż 41,5 tys. przeszczepów w Chinach miało niewyjaśnione źródło organów. Za najbardziej prawdopodobne ofiary uznali wówczas wyznawców Falun Gong. 

Gutmann w książce Krwawe żniwa. Rzeź szacował, że w latach 2000–2008 z powodu pobierania organów zginęło ok. 65 tys. praktykujących Falun Gong, a każdego roku ofiarami procederu pada od 25 do 50 tys. Ujgurów. Z kolei niezależny Trybunał dla Chin (China Tribunal) w Londynie uznał w 2019 r., że przymusowa grabież organów stanowi zbrodnię przeciwko ludzkości i dotyczy setek tysięcy ofiar. Według trybunału w Chinach wykonuje się rocznie od 60 do 90 tys. przeszczepów – wielokrotnie więcej niż oficjalnie deklarowane 10 tys.

Czyja nerka w pierwszej kolejności?

Największą grupę ofiar stanowią tzw. więźniowie sumienia, przede wszystkim wyznawcy Falun Gong. Po rozpoczęciu prześladowań w 1999 r. setki tysięcy z nich trafiły do obozów pracy, więzień i innych ośrodków detencyjnych. Według szacunków Departamentu Stanu USA z 2008 r. mogli oni stanowić nawet połowę oficjalnej populacji chińskich obozów pracy.

Drugą szczególnie narażoną grupą są Ujgurzy. Według licznych raportów, w tym opisywanych przez OKO.press, ponad milion osób z tej i innych mniejszości w Sinciangu trafiło do tzw. centrów reedukacyjnych. Oprócz tortur, gwałtów i przymusowej sterylizacji dochodzi tam również do pobierania organów. Ofiarami procederu mają być także Tybetańczycy oraz przedstawiciele innych prześladowanych grup religijnych. 

Walka z ludzkimi żniwami

W 2006 r. Światowe Stowarzyszenie Medyczne zażądało zaprzestania pobierania organów od więźniów. Od 2011 r. kilka prestiżowych czasopism naukowych (m.in. Journal of Clinical Investigation) ogłosiło, że nie będzie publikować badań opartych na chińskich przeszczepach bez potwierdzonej, dobrowolnej zgody dawcy. W 2022 r. podobną decyzję, czyli wykluczenie chińskich badań transplantologicznych, podjęło Międzynarodowe Towarzystwo Transplantacji Serca i Płuc.

Na proceder „ludzkich żniw” reagowały również instytucje międzynarodowe. Parlament Europejski przyjął rezolucje potępiające przymusową grabież organów w 2013 i 2022 r. W Stanach Zjednoczonych Izba Reprezentantów jednogłośnie przyjęła w 2016 r. rezolucję H.Res.343, a w 2023 r. uchwaliła ustawę Stop Forced Organ Harvesting Act, umożliwiającą nakładanie sankcji na osoby i podmioty zaangażowane w proceder, zakaz eksportu sprzętu transplantacyjnego oraz ograniczenie szkoleń dla chińskich transplantologów. Rok później Kongres przyjął także Falun Gong Protection Act. Zakazy tzw. turystyki transplantacyjnej do Chin wprowadziły m.in. Izrael, Hiszpania i Tajwan, a podobne rozwiązania były przedmiotem debat we Francji, Kanadzie i Australii.

Kluczowym momentem było orzeczenie niezależnego China Tribunal z 2019 r. Trybunał przesłuchał 50 świadków, przeanalizował chińskie dane transplantacyjne oraz nagrania rozmów ze szpitalami i uznał, że przymusowa grabież organów stanowi zbrodnię przeciwko ludzkości. W czerwcu 2021 r. eksperci Rady Praw Człowieka ONZ wyrazili „skrajny niepokój" wobec wiarygodnych informacji, że przedstawiciele mniejszości etnicznych, religijnych i językowych są poddawani badaniom medycznym oraz pobieraniu narządów bez świadomej zgody.

Jednym z najważniejszych przejawów międzynarodowej presji jest coroczna petycja organizowana przez organizacje DAFOH (Lekarze przeciwko Przymusowej Grabieży Organów) oraz ETAC (Koalicję na rzecz Zakończenia Nadużyć Transplantacyjnych w Chinach). Jest ona kierowana do przywódców państw G7 oraz partnerów, m.in. Australii, Indii, Izraela, Meksyku, Korei Południowej i Tajwanu. Autorzy podkreślają, że przymusowa grabież organów w Chinach „osiągnęła skalę przemysłową” i stanowi „jedną z najbardziej rażących zbrodni przeciwko ludzkości XXI wieku”.

Pekin zaprzecza

Pekin konsekwentnie zaprzecza, by jakiejkolwiek przymusowa grabież organów miała miejsce. Chińska ambasada, odnosząc się w 2014 r. do amerykańskiej rezolucji w tej sprawie, oświadczyła, że kraj wymaga pisemnej zgody dawców organów, a zarzuty o pobieranie ich od więźniów skazanych na śmierć nazwała „całkowitym kłamstwem sfabrykowanym przez Falun Gong”. Jednocześnie rząd Chin przyznaje, że przez lata legalnie i nielegalnie korzystał z organów straconych więźniów. Wiceminister zdrowia Huang Jiefu stwierdził, że około 65 proc. przeszczepów w kraju pochodziło od skazanych na śmierć. Pekin ogłaszał też zakończenie tej praktyki. Wiele razy. W 2013, 2014 i ostatecznie w 2015 r. Deklarował też przejście na system dobrowolnego dawstwa.

Brytyjska komisja etyki medycznej oraz organizacje monitorujące transplantologię wskazują, że Chiny zmieniły przede wszystkim sposób raportowania danych i definicje stosowane w statystykach, natomiast sam proceder miał nie ustać. Pekin odpowiada, że jego system transplantacyjny jest zgodny ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia. Jednocześnie władze nigdy nie wyjaśniły, skąd pochodzą dziesiątki tysięcy przeszczepianych narządów przy stosunkowo niewielkiej liczbie zarejestrowanych dawców. Chiny odmówiły również udziału w postępowaniu przed niezależnym Trybunałem dla Chin w Londynie. 

Wnioski 

  • Proceder nie należy do przeszłości. Mimo deklaracji Pekinu o jego zakończeniu niezależny Trybunał dla Chin, eksperci ONZ i liczni badacze wskazują, że przymusowa grabież organów trwa do dziś, a Chiny pozostają jedynym państwem, wobec którego od lat formułowane są tak poważne i systemowe oskarżenia. 
  • Skala pozostaje trudna do wyjaśnienia. Oficjalnie Chiny informują o ok. 10 tys. przeszczepów rocznie, podczas gdy niezależne analizy szacują ich liczbę na 60–100 tys. Tak dużej rozbieżności nie tłumaczy ani liczba egzekucji, ani dobrowolne dawstwo. 
  • Ofiarami są przede wszystkim więźniowie sumienia. Najczęściej wskazuje się wyznawców Falun Gong, ale także Ujgurów przetrzymywanych w ośrodkach reedukacyjnych, Tybetańczyków oraz przedstawicieli innych prześladowanych mniejszości religijnych i etnicznych. 
  • Świat reaguje, ale ostrożnie. Parlamenty i rządy przyjmują rezolucje, ustawy sankcyjne oraz ograniczenia dotyczące turystyki transplantacyjnej, jednak – jak podkreślają autorzy petycji G7+7 – działania społeczności międzynarodowej wciąż są niewystarczające, by powstrzymać proceder. 
  • Pełna weryfikacja pozostaje niemożliwa. Brak niezależnego dostępu do chińskich więzień, szpitali i dokumentacji medycznej sprawia, że ustalenia opierają się przede wszystkim na zeznaniach świadków, analizach statystycznych i innych dowodach pośrednich. 

Przeczytajcie też: Liczba zamordowanych kobiet w Brazylii rośnie czwarty rok z rzędu

Źródła

  1. Fohpetition.org

  2. Oko.press

  3. Geekweek

  4. Interia.pl

  5. humantraffickingsearch.org

  6. Scu.edu

Nasi autorzy