fałsz

Polska chce kawałka Czech? Prawdziwy „dług”, fałszywy dokument

Polska żąda rewizji granic z Czechami i przekazania terenów o powierzchni ponad 600 hektarów? „Dług terytorialny” istotnie jest przedmiotem debaty na poziomie ministerialnym obu państw, ale informacja o rzekomo istniejącym dokumencie w tym zakresie to efekt ataku hakerskiego.

Polska chce kawałka Czech? Prawdziwy „dług”, fałszywy dokument
fot. Getty Images

Informacja o rzekomych żądaniach strony polskiej pojawiła się jedynie w trzech miejscach – na stronach Polskiego Radia PiK oraz internetowego serwisu informacyjnego miasta Tczew tcz.pl, a także na czeskim portalu lrozhlas.cz. Ten ostatni istnieje pod nazwą irozhlas.cz, ale wystarczy zastąpić wielkie „I” małą literą „l” (L), by adres podrobić tak, żeby na pierwszy rzut oka nie dało się go odróżnić.

Radio PiK 16 sierpnia poinformowało, że artykuł został podmieniony, ale nie przez członków redakcji.

Artykuły na polskich portalach zostały już usunięte.

Skąd się to wzięło?

Wszystko wyglądało na zaplanowaną i skoordynowaną akcję. W artykułach powoływano się na konto ambasadora Czech w Polsce Břetislava Dančáka. 15 sierpnia na profilu dyplomaty pojawił się dokument mający potwierdzać żądanie Polaków. Nadawcą było Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy al. Szucha 23 w Warszawie.

Wystarczyło dokładnie przyjrzeć się dokumentowi, by zapaliła się pierwsza lampka ostrzegawcza. Pismo sporządzono bowiem... w dwóch językach. Zdecydowaną większość napisano po czesku, ale dwa ostatnie słowa są napisane w języku polskim. To poszlaka wskazująca, że mogło ono zostać wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji.

Rzekomy dokument polskiego MSZ do Czech (fot. Facebook.com)
Rzekomy dokument polskiego MSZ do Czech (fot. Facebook.com)

Takich wskazówek jest jednak znacznie więcej. Dančák najpewniej nie posiada oficjalnego konta na Facebooku. Profil, na który się powoływano w artykułach, powstał pół roku temu – 25 marca opublikowano na nim zdjęcie profilowe. Dobę po rozpowszechnieniu rzekomego dokumentu pojawiło się jeszcze nagranie z osobą do złudzenia przypominającą ambasadora.

– Próby rewizji od dawna ustalonych granic między Czechami a Polską pod pretekstem „sprawiedliwości historycznej” tworzą niebezpieczny precedens i niepotrzebne napięcia, dlatego stanowisko Pragi jest jednoznaczne – obowiązujące granice nie podlegają rewizji – mówił na nim dyplomata.

Artykuły też nie były nieomylne. W jednym z nich sugerowano, że Polska żąda zwrotu 638,44 hektarów zamiast 368,44 hektarów. Klasyczny czeski błąd.

Strona lrozhlas.cz wygląda na wierną kopię irozhlas.cz. Różnice są subtelne, jak chociażby inne „jedynki”, czyli artykuły eksponowane w pierwszej kolejności na stronie głównej portalu. Na tej oryginalnej w chwili pisania tego artykułu widnieje informacja o sukcesie czeskiego fotografa, którego zdjęcie Perseidów zostało wybrane przez NASA jako Astronomiczne Zdjęcie Dnia. Na „podróbce” główną wiadomością jest kwestia małżeństw „dla wszystkich”.

Nie tylko ambasador był fałszywy

Dokument, jak już wspomnieliśmy, miał pochodzić z polskiego MSZ, ale nie został podpisany przez szefa resortu Radosława Sikorskiego, lecz przez podsekretarza stanu Artura Harazima. Dziwnym trafem jego rzekomy profil na Facebooku powstał pod koniec marca, a pierwsze zdjęcie (nie to profilowe) opublikowano 25 marca, czyli dokładnie tego samego dnia, gdy na fałszywym koncie czeskiego ambasadora pojawiło się zdjęcie dyplomaty.

Harazim miał opublikować polską wersję pisma. To on miał też skomentować filmik Dančáka.

Pod postami polskiego dyplomaty nie ma żadnych reakcji, co może świadczyć o próbie podszywania się pod tę osobę.

Jest coś na rzeczy

Chociaż dokument i artykuły w prasie są fałszywe, to kwestia granicy polsko-czeskiej jest realna. W 1959 roku na mocy umów i pod naciskiem ZSRR przeprowadzono operację wyrównywania granic. Polska przekazała Czechom (Czechosłowacji – red.) 1205 ha, a sama zyskała 837 ha. Pozostał zatem „dług terytorialny” o powierzchni 368,44 ha.

Do sprawy powrócono w 1992 roku. Ówcześni ministrowie spraw zagranicznych Jirzi Dienstbier i Krzysztof Skubiszewski ustalili powołanie specjalnej komisji, ale od tego czasu nic się nie zmieniło. Polsce proponowano m.in. rekompensatę finansową lub przekazanie na własność budynku ambasady w Pradze, ale nie chciano oddać żadnego terenu z powodu strategicznego znaczenia dla Czech. W lutym 2026 roku Radosław Sikorski poruszył tę kwestię w rozmowie z ministrem spraw zagranicznych tego kraju Petrem Macinką.

– Dzisiaj udało nam się osiągnąć znaczący postęp w sprawie, która jest długotrwale nierozwiązana, czyli prastarego długu granicznego sięgającego lat 50. – mówił później czeski dyplomata. Zaproponował, by rozwiązać tę kwestię poprzez wspólny projekt, np. w zakresie ochrony przeciwpowodziowej.

W odpowiedzi na interpelację grupy posłów z kwietnia 2026 roku Władysław Teofil Bartoszewski, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, odparł, że ewentualna rewizja granic może nastąpić jedynie na mocy umowy międzynarodowej.

Sprawa „długu terytorialnego” jest zatem prawdziwa, ale nie ma mowy o żadnym oficjalnym piśmie w tym zakresie i żądaniach przekazania aż 600 ha. Nie ma też planów „zajęcia Czech”. Przedstawianie tej kwestii w opisywany sposób oceniamy jako fałsz.

Źródła

  1. cyberdefence24.pl

  2. oficjalny komunikat polskiego MSZ z 17 lutego 2026 r.

  3. interpelacja sejmowa nr 16400

  4. Facebook

  5. irozhlas.cz

Nasi autorzy