Pisklęta karmione plastikiem zamiast ryb. „Otępienie” u trzymiesięcznych osobników i kolonia, której przetrwanie stoi pod znakiem zapytania. To wyniki pierwszego w historii badania, które wykazało związek między ilością zjedzonego plastiku a szansami przeżycia dzikiej populacji zwierząt. Raport naukowców z Natural History Museum i Charles Sturt University opublikowany został w Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS), jednym z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie.
Co i jak badano
Zespół naukowców pod kierownictwem dr Jennifer Lavers (Charles Sturt University) i dr. Alexa Bonda (Natural History Museum) przez 15 lat obserwował zamieszkującą australijską wyspę Lord Howe kolonię burzyków bladodziobych – morskich ptaków, żyjących na zimnych wodach i wyspach południowej półkuli. Po wykluciu się na wyspie ptaki te wypływają na morze na kilka lat, po czym wracają do rozrodu jako dorosłe osobniki.
Lord Howe to odizolowana, wpisana na listę UNESCO wyspa na Morzu Tasmana. To właśnie dzięki panującym tam warunkom można było przeprowadzić najdłuższe tego typu badanie na żywych zwierzętach, m.in. zakładać obrączki na nogi młodych ptaków opuszczających wyspę, a wcześniej sprawdzać zawartość ich żołądków.
Wyniki są jednoznaczne: spożycie 0,5 grama plastiku zmniejsza szansę powrotu pisklęcia do kolonii jako dorosłego ptaka o 12 procent (dotychczas badacze potrafili wykazać jedynie skutki spożycia plastiku u pojedynczych osobników, nie na poziomie populacji). Tymczasem aż jedna piąta piskląt z Lord Howe miała w żołądku gram lub więcej plastiku. Ptaki, które połknęły ponad dwa gramy, naukowcy określają mianem „chodzących trupów” ze względu na bardzo małą szansę na przeżycie i powrót do kolonii.
Do tego problem narasta. Na początku badań w żołądkach burzyków znajdowano średnio pięć kawałków plastiku, dziś bywa ich nawet 60. Rodzice mylą odpady z pokarmem i karmią nimi pisklęta, co prowadzi u ptaków do objawów przypominających demencję oraz do włóknienia tkanek wywołanego mikroplastikiem, zwanym „plastikozą”.
Tak umiera burzyk
Mechanizm, przez który plastik zabija zwierzęta, jest procesem złożonym. Po pierwsze, plastik fizycznie wypełnia żołądek, dając złudne poczucie sytości i ograniczając miejsce na prawdziwy pokarm. To z kolei prowadzi do niedożywienia i wyniszczenia organizmu.
Po drugie, ostre krawędzie fragmentów plastiku powodują drobne zranienia, przeradzające się w stany zapalne, a nawet perforacje przewodu pokarmowego.
Po trzecie (to jeden z mniej znanych, a coraz lepiej udokumentowanych mechanizmów) plastik uwalnia i wchłania toksyczne substancje, takie jak ftalany, PCB czy PBDE, które następnie przenikają do krwiobiegu zwierzęcia. U burzyków naukowcy znaleźli we krwi młodych, pozornie zdrowych ptaków zmiany białkowe podobne do tych obserwowanych przy chorobie Alzheimera i Parkinsona. Ptaki, choć miały zaledwie 80, 90 dni, wykazywały już oznaki „starczego” otępienia.
Po czwarte chodzi o wpływ na zachowania kluczowe dla przetrwania gatunku. Plastik powoduje, że dorosłe osobniki tracą zdolność do prawidłowego wydawania charakterystycznych dla burzyków dźwięków, służących im do komunikacji wyłącznie w ciemności. Bez tego „śpiewu” rodzice nie potrafią zlokalizować swoich ukrytych w norach piskląt lub trafić do nich z pożywieniem. W konsekwencji wiele piskląt umiera z głodu.
Czy to problem tego jednego gatunku ptaków?
Nie. W badaniach zaznaczono wprost, że choć efekt całościowy, populacyjny, udało się wykazać akurat u burzyków bladodziobych, wszystkie ptaki morskie są narażone na ten sam plastik. Po prostu większości gatunków nie badano wystarczająco intensywnie, by to udowodnić. Na podstawie wcześniejszych prac naukowych szacuje się, że ponad 60 proc. gatunków ptaków morskich zjada fragmenty plastiku. Prognozy mówią nawet o 99 proc. do 2050 roku.
Ponadto problem nie dotyczy wyłącznie ptaków. Tysiące sekcji zwłok zwierząt morskich pokazują, że już od kilku do kilkuset kawałków połkniętego mikroplastiku (w zależności od gatunku i rodzaju tworzywa) prowadzi do potężnego ryzyka śmierci u ssaków morskich (oraz żółwi i ptaków). Osobne badania nad żółwiami wykazały z kolei, że samo połknięcie jednego fragmentu plastiku daje 22 proc. szans na śmierć, a przy 14 kawałkach ryzyko rośnie do nawet 50 procent.
Jeśli chodzi o skalę zjawiska. Mowa o – w zależności od metodologii – od około 100 tys. ssaków i żółwi morskich rocznie po nawet milion zabitych zwierząt morskich łącznie. W tym burzyków bladodziobych. W badaniu podkreślono, że wszystkie dostępne szacunki są zgodnie określane przez naukowców jako zaniżone, bowiem większość śmierci zwierząt w oceanie po prostu nie jest obserwowana ani też rejestrowana.
Populacja burzyków na Lord Howe na razie spada powoli, bo ptaki te żyją relatywnie długo (od 15 do nawet 20 lat). Spadek dotyczy głównie młodych, jeszcze niedojrzałych osobników. Naukowcy ostrzegają jednak, że to może się szybko zmienić, gdy efekty działania plastiku dogonią dorosłe, dojrzałe płciowo ptaki.
Według portalu Nature.com każdego roku do środowiska trafia około 50 milionów ton plastiku.
Przeczytajcie też: Audio voodoo kontra Ton Składowy. Rozmowa z Marcinem Marcinkiewiczem