Największym echem odbiły się wpisy byłego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa.
„W Polsce doszło do zamachu stanu. Liberałowie Tuska, protegowanego Brukseli, uciskają konserwatystów z PiS” – napisał.
Dodał, że działania wobec PiS mogą mieć związek z niechęcią tego środowiska do „banderowców”.
„A metoda jest dokładnie taka sama, jak w neonazistowskiej Ukrainie: unieważnienie uprawnień Trybunału Konstytucyjnego” – stwierdził Miedwiediew.
Do jego słów odniósł się Donald Tusk, który napisał na X: „Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji, stwierdził, że w Polsce doszło do zamachu stanu, a »liberałowie Tuska, protegowanego Brukseli, uciskają konserwatystów z PiS«. I wszystko jasne”.
Na ripostę nie trzeba było długo czekać.
„Uwielbiam tę mantrę! Wybory w USA? To Rosjanie. Migranci w Hiszpanii? To Rosjanie! Zamach stanu w Polsce? Oczywiście, to Rosjanie! Dziękuję! Nic nas nie jednoczy lepiej niż nasza siła! No cóż, resztę już znasz... zaczynamy!” – napisał Miedwiediew.
Podobnie jak on, w Brukselę uderzył Kiriłł Dmitrijew, specjalny przedstawiciel prezydenta Rosji ds. inwestycji i współpracy gospodarczej z zagranicą oraz szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich.
„Europie nie wiedzie się dobrze – z migrantami, podżeganiem do wojny, protestami i zamachami stanu. Trzeba to naprawić” – napisał w mediach społecznościowych.
Kryzys konstytucyjny w Polsce komentują również rosyjskie media.
„Wojna z Rosją odroczona”
RIA Nowosti, rosyjska państwowa agencja informacyjna, z dużą uwagą śledzi wydarzenia w Polsce.
„Dla Polski wojna z Rosją jest odroczona: wojna domowa jest na porządku dziennym” – głosi tytuł artykułu Iriny Alksnis.
„Jest też całkiem oczywiste, dlaczego atak był wymierzony właśnie w kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego. Zaledwie kilka dni temu RIA Novosti dowiedziała się, że rządząca koalicja przygotowuje się do impeachmentu Nawrockiego. Jednak procedura odsunięcia prezydenta od władzy w Polsce jest złożona i wymaga poparcia Trybunału Konstytucyjnego. A przy obecnym składzie, inicjatywa ta skazana jest na porażkę” – napisała propagandystka.
Nie zadała sobie jednak trudu, by sprawdzić polskie przepisy. Konstytucja przewiduje możliwość postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, a nie Trybunałem Konstytucyjnym. Wymaga to uchwały Zgromadzenia Narodowego podjętej większością co najmniej dwóch trzecich ustawowej liczby jego członków. Sam konflikt między prezydentem a rządem nie stanowi podstawy do odsunięcia głowy państwa od urzędu
„Wina Brukseli”
„Ekspertka” od spraw polskich znalazła również winowajców. Odpowiedzialnością obarczyła premiera Donalda Tuska, choć jej zdaniem jest to odpowiedzialność pośrednia. Za wszystkim miałaby bowiem stać Bruksela.
„Istnieje podejrzenie, że odpowiedzi na pytanie, jak to w ogóle było możliwe, należy szukać nie w Warszawie, lecz w Brukseli” – napisała.
Jak dodała, „świat gwałtownie pogrąża się w kompleksowym kryzysie systemowym. W tych warunkach kluczem do przetrwania europejskiej biurokracji jest utrzymanie ścisłej kontroli nad swoją jurysdykcją – zapewnienie, że żaden kraj UE nie odważy się zrobić ani jednego kroku bez odgórnego upoważnienia”.
„Bruksela potrzebuje potulnej Polski, która będzie realizować jej wolę bez sprzeciwu, tak szybko, jak to możliwe. A aby to się stało, jej protegowani muszą sprawować pełnię władzy w kraju. Wygląda na to, że osiągnięcie tego celu poprzez wybory uznano za daremne i zastosowano środki nadzwyczajne” – stwierdziła Alksnis.
Co wydarzenia w Polsce znaczą dla Rosji? Tu Alksnis również zna odpowiedź: nic.
„Jeśli chodzi o Rosję, to głęboko zakorzeniona rusofobia jednoczy polskie elity, niezależnie od ich przynależności politycznej. Możemy więc po prostu z zainteresowaniem obserwować rozwój wydarzeń i oczekiwać ich wyniku” – skonkludowała.
Rosyjskie media odnotowały również, że Ambasada Federacji Rosyjskiej w Warszawie odmówiła komentarza na temat kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Uzasadniła to obawą, że jej stanowisko „może być postrzegane jako ingerencja w wewnętrzne sprawy państwa”.
Białoruskie władze i media propagandowe wydają się bardziej powściągliwe.
– Spory powinny być rozwiązywane poprzez dialog, a nie paraliżowanie organów rządowych – powiedział Rusłan Warankow, rzecznik białoruskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych
Tołwiński komentuje dla białoruskiej propagandy
Komentarza białoruskim mediom udzielił również Krzysztof Tołwiński, były polityk PSL i wiceminister w rządzie PiS w 2007 roku, a obecnie lider prorosyjskiej partii Front. W lipcu tego roku udał się na Białoruś, gdzie przekazał apteczki pierwszej pomocy rosyjskim żołnierzom walczącym w Ukrainie.
– Typ demokracji, jaki panuje w Polsce, dobitnie pokazuje, że niedojrzałość elit politycznych podważa samo istnienie każdego państwa. Jednak ta niedojrzałość elit wynika nie tylko z czynników zewnętrznych, ale także z nieodpowiedzialności samego społeczeństwa. Dlatego dbajcie o swoje państwo i szanujcie je – powiedział.
„Ta walka toczy się w określonym środowisku, w określonym kontekście, a tym kontekstem są sami Polacy. To bierni ludzie, którzy się na to zgodzili, bo politycy nie pojawili się z kosmosu, ale wyłonili się w demokratycznych wyborach. A gdzie są Polacy? Co robią w tej chwili? Zwykli Polacy są na cmentarzach, bo jest Dzień Wszystkich Świętych. Tymczasem pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego gromadzą się grupy partyjne i specjalnie zorganizowane ugrupowania polityczne” – ocenił.
Podkreślił także, że polskie partie pozostają pod wpływem różnych zewnętrznych lobby. Białorusi życzył natomiast, by nie budowała swojej demokracji na przykładzie Polski.
Wewnętrzne spory i kryzysy są wodą na młyn rosyjskiej propagandy. Słabsza Polska, zajęta własnymi konfliktami, nie będzie w stanie skutecznie bronić się przed różnymi formami agresji ani wspierać walczącej Ukrainy. Osłabnie również jej pozycja na arenie międzynarodowej. Jak bardzo Rosji na tym zależy, pokazał w Atlancie Siergiej Ławrow, wyrażając sprzeciw wobec obecności Polski na szczycie G20