Chirurgia plastyczna obejmuje zarówno rekonstrukcję tkanek uszkodzonych wskutek urazów, chorób czy poparzeń, jak i zabiegi mające na celu poprawę wyglądu. W obu przypadkach zachodzi ingerencja w ciało wymagająca specjalistycznej konsultacji, aktualnych badań i oceny ryzyka. Dlaczego to robimy? Bo chcemy być atrakcyjni.
Są jednak tacy, którzy dokonują innego wyboru – zamiast oddać się w ręce specjalistów, próbują poprawiać swój wygląd w niebezpieczny chałupniczy sposób. Zamiast po skalpel sięgają po młotek.
Czym jest bonesmashing?
„Rosyjscy zoomerzy (osoby z Gen Z, urodzone w latach 1995–2012 – przyp. red.) znów okaleczają się młotkami, żeby uzyskać bardziej zarysowane kości policzkowe – ponad 100 osób doznało obrażeń w wyniku praktyki zwanej bonesmashing” – napisała na portalu X NEXTA. Post wyświetlono 3,1 mln razy (stan na 28 października 2026 r.).
„Młodzi mężczyźni w wieku od 15 do 26 lat, zainteresowani tzw. looksmaxxingiem, wierzą, że uderzanie się w kości policzkowe i podbródek sprawi, że ich kości staną się bardziej widoczne, a twarz nabierze bardziej męskich rysów. Praktykują to nawet dorośli mężczyźni w wieku do 45 lat” – dodała.
Nieznane jest pochodzenie tego nagrania. Niemal jednocześnie pojawiło się na X, VKontakte i Telegramie.
Dwa ostatnie są niezwykle popularne w Rosji, ale to jeszcze nie dowód, że na prezentowanym filmiku znajduje się obywatel tego kraju i w nim zostało ono nagrane. Tego nie udało się ustalić. Wiadomo, że to nie jest wytwór sztucznej inteligencji. Analiza za pomocą narzędzia Hive nie wykazała, by nagranie zostało wygenerowane przez AI.
Nie da się też ustalić liczby „ponad 100 poszkodowanych”. Takie statystyki nie są dostępne.
W poście NEXTA opisała też możliwe konsekwencje. „(...) u jednego z młodych mężczyzn doszło do krwotoku, a inny stracił czucie w części twarzy. Takie uderzenia mogą uszkodzić nerwy oraz doprowadzić do złamania żuchwy i kości policzkowych. Powtarzające się urazy mogą prowadzić do zwłóknienia tkanek, które w niektórych przypadkach mogą wymagać operacji korygującej” – twierdzą autorzy wpisu.
Russian zoomers are once again injuring themselves with hammers to get sharper cheekbones — more than 100 people have suffered injuries from “bonesmashing” Young looksmaxxers aged 15–26 believe that hitting their cheekbones and chins will make their bones more prominent and their faces more masculine. Even grown men up to the age of 45 are engaging in this practice. In reality, one young man suffered a haemorrhage, while another experienced numbness in part of his face. The blows can damage nerves and fracture the jaw and cheekbones. Repeated injuries can lead to fibrosis, which may require surgery to correct.
— NEXTA (@nexta_tv) October 25, 2026
Looksmaxxing – od diety po ekstrema
To nie jest nowe zjawisko i nie jest domeną Rosjan.
To w kategorii hard mieści się bonesmashing, polegający na uderzaniu młotkiem lub innym przedmiotem w żuchwę, kości policzkowe czy podbródek w taki sposób, by doprowadzić do mikrourazów znajdującej się pod skórą kości. Ta podczas gojenia ma zmienić kształt naszej twarzy na bardziej pożądany. Całość sprowadza się do przekonania, że wygląd i atrakcyjność determinują to, jakim jesteś człowiekiem, ile zarabiasz i jak bardzo jesteś popularny. Egzystencja sprowadza się więc do ciągłej pracy nad swoim „lookiem”.
Skąd się to wzięło?
Nurt pojawił się mniej więcej w pierwszej połowie drugiej dekady XXI w. na zamkniętych, niszowych i mizoginicznych forach internetowych, takich jak PUAHate, SlutHate i Lookism związanych z manosferą, czyli z „internetową przestrzenią, w której mężczyźni poruszają tematy dotyczące ich męskości, relacji damsko-męskich i ich praw w zestawieniu z prawami kobiet” (za Instytutem Spraw Obywatelskich – red.).
Szczególnie popularny był w środowisku inceli (ang. involuntary celibates), czyli osób pozostających w mimowolnym celibacie. W części tej społeczności powstało przekonanie, że powodzenie romantyczne i seksualne, a także pozycja społeczna i popularność są zależne w głównej mierze od atrakcyjności, a poszczególne cechy można ocenić, stosując sztywną skalę PSL. Sub5 to z kolei osoby oceniane 5 lub mniej w 10-stopniowej skali PSL, czyli w rozumieniu społeczności „niespełniające kanonów piękna”, przeciętne.
Zderzenie z tym światem bywa brutalne.
W 2024 r. w „The Guardian” dziennikarz Simon Usborne rozmawiał z Jamesem (to nie jest jego prawdziwe imię), który już w 2016 r. dołączył do grona kulturystycznego. Miał kompleksy związane ze swoją masą mięśniową, twierdził, że w takim stanie nie przyciągnie do siebie kobiet. Zaczął ćwiczyć. W pewnym momencie na forum pojawili się jednak trolle, którzy bardzo brutalnie zaczęli wykorzystywać zdjęcia różnych osób i oceniać ich pod względem atrakcyjności. Zestawiali je ze swoimi i komentowali, że „zapomnieli poćwiczyć twarz”, jednoznacznie wskazując, że jest z nią coś nie tak. Wkrótce mężczyźni i nastolatkowie zaczęli wytykać sobie niedoskonałości.
Dowiadywałem się o problemach, których wcześniej nawet nie zauważałem. (...) Miałem krótką twarz i mały podbródek, mój nos był zbyt szeroki, oczy znajdowały się za daleko od siebie, a linia włosów była zbyt wysoko… Wielu z tych rzeczy nie dostrzega się, dopóki ktoś inny ich nie wskaże. A kiedy już zwróci na nie uwagę, nie można przestać ich zauważać – wyjaśniał James.
Twarz stała się jego obsesją.
Na forach poznał tajemniczy kod, który powstał do opisywania określonych cech. IPD (ang. interpupillary distance; odległość między źrenicami obu oczu), canthal tilt (nachylenie kącików oczu) oraz mewing (ćwiczenie polegające na odpowiednim ułożeniu języka, które rzekomo ma poprawiać kształt linii żuchwy). Po co to wszystko? Żeby poprawić i uzyskać jak najwyższy wskaźnik SMV (ang. sexual market value), czyli „wartość na rynku seksualnym”.
Kanonem piękna stały się nierealistyczne wyrzeźbione linie żuchwy, podniesione i uwydatnione policzki, nadęte usta i tzw. oczy łowcy, czyli takie, których kąciki są lekko nachylone w kierunku nosa.
ZOBACZ TAKŻE: Tożsamość: Przegryw. Jak działa polski black pill?
Od żartu po milionowe zasięgi
Sole i Sugiura podkreślili, że ironiczne żarty, trolling, shitposting, specyficzne memy i skodyfikowany język pomagały incelom w komunikacji własnych przekonań. Na grupach nie brakowało treści mizoginicznych, seksistowskich, ale także tych przeznaczonych wyłącznie dla mężczyzn nieusatysfakcjonowanych swoim wyglądem czy po prostu zakompleksionych. Tak zrodził się bonesmashing.
„(...) porady takie jak bonesmashing mogą niekiedy sprawiać wrażenie przesadzonych, fantastycznych lub humorystycznych, a ich autorzy mogą nawet nie oczekiwać, że zostaną potraktowane dosłownie. Mimo to treści te mogą wyrządzać szkodę. W szczególności humorystyczne materiały i memy są powszechnie uznawane za skuteczne narzędzia utrwalania i rozpowszechniania ideologii (sub)kulturowych, ponieważ łatwo się z nimi utożsamić, mają atrakcyjną formę komediową i łatwo je udostępniać. Dzięki temu docierają również poza społeczności, w których pierwotnie powstały (Knobel i Lankshear, 2007)” – napisali autorzy analizy.
Coś, co kiedyś było niszowe, dziś trafiło do mainstreamu.
Zwłaszcza TikTok i Discord zalewane są treściami, które niegdyś były przeznaczone dla wąskiego grona odbiorców na Reddicie. To prowadzi nie tylko do rozszerzania się tego typu treści na większą liczbę odbiorców, ale także skłania niektórych ze zwolenników do budowania na tym swojej marki w mediach społecznościowych. No bo dlaczego dążenie do doskonałości i idealnego wyglądu ma być dostępne tylko dla tej jednej osoby, prawda?
Kimś takim jest Clavicular, czyli Braden Peters, którego dziś na Instagramie obserwuje milion osób! 20-letni obecnie Amerykanin już jako nastolatek analizował rozstawienie obojczyków (ang. clavicle oznacza obojczyk – red.), proporcję ciała i budowę twarzy. Portal GQ opisywał, że w tamtym okresie zaczął też wstrzykiwać sobie testosteron i eksperymentować z młotkiem. Mama zabrała mu wtedy przedmiot, mając nadzieję na przerwanie tego typu niebezpiecznych praktyk.
Peters swoją popularność zawdzięcza obecności na forum Looksmax.org, gdzie publikował swoje przemyślenia na temat ekstremalnych modyfikacji ciała tak, by być bardziej atrakcyjnym w skali PSL. Później przeniósł się na platformy Kick i YouTube, gdzie transmitował na żywo swoje „wyczyny”. Popadł też w konflikt z prawem. 17-letnia influencerka Alorah Ziva oskarżyła go o odurzenie i wielokrotne zgwałcenie, ale mężczyzna nie przyznaje się do winy (proces trwa, kolejna rozprawa jest zaplanowana na 24 listopada 2026 r. – red.). W kwietniu 2026 r. zasłabł podczas transmisji na żywo i trafił do szpitala z podejrzeniem przedawkowania psychotropów.
Medycyna na opak
Żarty przestają być zabawne i nabierają nowego znaczenia, gdy są podparte pseudonaukowymi teoriami lub błędnymi interpretacjami realnych koncepcji. Tak właśnie stało się z mewingiem i bonesmashingiem.
Mewing to technika długotrwałego utrzymywania języka przy górnym podniebieniu, przy jednoczesnym zamknięciu ust i lekkim zaciśnięciu zębów. Metodę opracowali brytyjscy ortodonci John Mew i jego syn Mike Mew. Swoją teorię nazwali ortotropią, wskazując, że wady zgryzu i cofnięta żuchwa nie wynikają z genetyki, ale ze złego stylu życia, w tym ze spożywania zbyt miękkiego jedzenia i oddychania przez usta.
Ich metoda stała się viralowa i znalazła swoich zwolenników. Według entuzjastów „regularna praktyka pozwala naturalnie wyostrzyć linię żuchwy, zmniejszyć podwójny podbródek, wyrównać zęby, a nawet zmienić strukturę kości twarzy”.
Amerykańskie Stowarzyszenie Ortodontów (AAO) wielokrotnie krytykowało tę teorię, podkreślając, że nie została ona wystarczająco zbadana. Zarówno John Mew, jak i Mike Mew stracili licencję i zostali wydaleni z Brytyjskiego Towarzystwa Ortodontycznego. Stosowanie tej metody może bowiem prowadzić do problemów stomatologicznych i w mówieniu, a także wymagać skomplikowanego i drogiego leczenia.
Nie ma tu mowy o punktowym uderzaniu w kości twarzy twardym przedmiotem. Nie można przewidzieć jak „zachowają” się kości po takich urazach. Nie wiadomo, czy nie dojdzie do złamania i kość zrośnie się prawidłowo oraz czy nie uszkodzimy sobie nerwów.
Z czasem odkryto, że są też inne sposoby zwiększania wytrzymałości kości, np. poprzez zmiany geometrii, które pozwalają na inne rozłożenie obciążenia.
Lekarze i eksperci ostrzegają
Dużo miejsca bonesmashingowi poświęcił turecki specjalista w dziedzinie chirurgii plastycznej, estetycznej i rekonstrukcyjnej, dr Burak Sercan Erçin.
Erçin zwrócił też uwagę na konsekwencje, ale żadną z nich nie jest uzyskanie idealnego wyrazu twarzy. Wśród nich wymienia:
- „Złamania kości twarzoczaszki – w tym kości nosa, kości jarzmowych (policzków) oraz żuchwy, które mogą wymagać leczenia operacyjnego.
- Uszkodzenia nerwów – szczególnie nerwu podoczodołowego i gałęzi nerwu trójdzielnego, mogące powodować długotrwałe drętwienie, mrowienie lub przewlekły ból twarzy.
- Trwała asymetria twarzy – wynikająca z nierównomiernego i nieprzewidywalnego procesu gojenia kości.
- Uszkodzenia zębów i ich korzeni oraz urazy stawu skroniowo-żuchwowego (TMJ), które mogą prowadzić do długotrwałych zaburzeń funkcji żuchwy.
- Uszkodzenia tkanek miękkich, siniaki i ryzyko infekcji w przypadku przerwania ciągłości skóry”.
Turecki chirurg podkreślił ponadto, że zwolennicy looksmaxxingu nie wymyślili teorii, że kształt żuchwy wpływa na atrakcyjność, natomiast istnieją bezpieczne sposoby poprawy swojego wyglądu. Wszystkie wiążą się jednak z co najmniej kilkoma zabiegami.
Przed bonesmashingiem przestrzega też polska specjalistka od fizjoterapii twarzy, Alicja Nowicka.
– Przede wszystkim jest to traumatyzowanie tkanek miękkich i twardych. Może dojść do mikrourazów, pęknięć, wręcz złamań kości. Dodatkowo kości czaszki są bardzo unerwione, tutaj wychodzą nerwy oczu, nerwy uszu, więc można nawet stracić słuch. Mogą być wręcz jakieś uszkodzenia mózgu. Może dojść do naprawdę poważnych obrzęków – mówiła w „Dzień Dobry TVN”, dodając, że istnieją ćwiczenia, które pozwolą nam na wymodelowanie twarzy.
Co można z tym zrobić?
Ważna jest tu rola rodziców, którzy powinni rozmawiać z dziećmi, a nie wyśmiewać ich zainteresowania, nauczyć krytycznego myślenia wobec materiałów „podrzucanych” im przez algorytmy mediów społecznościowych, zachęcać do innej aktywności czy samoakceptacji względem własnego ciała i wyglądu. Muszą też być czujni i zwracać uwagę na zmianę zachowania u swoich pociech.
Podsumowanie
Próba poprawiania wyglądu młotkiem lub innym twardym przedmiotem jest obarczona ryzykiem zrobienia sobie krzywdy. I trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Istnieją bezpieczniejsze metody korekty swojego wyglądu – może bardziej kosztowne niż młotek, natomiast zdecydowanie bardziej przewidywalne.
Uderzenia w kości twarzy mogą skończyć się tragicznie. Nie jesteśmy w stanie tak na nie wpłynąć, by zrosły lub zmieniły się w taki sposób, w jaki byśmy chcieli. To niemożliwe.
Skala zjawiska nie jest znana, ani w Polsce, ani na świecie. Wynika z braku oficjalnej klasyfikacji urazów powstałych w następstwie internetowych wyzwań czy trendów z mediów społecznościowych. W statystykach zawarte są najczęściej jako złamania lub samookaleczenia.
Oczywiście nie każdy cios twardym przedmiotem skończy się wyraźnym urazem, natomiast może być zalążkiem do próbowania nowych, bardziej ekstremalnych metod. Brak akceptacji własnego ciała czy udział w toksycznych forach lub grupach internetowych może mieć bardzo poważne konsekwencje dla naszego zdrowia psychicznego.