Kilka dni temu właścicielka poinformowała klientów, że rezygnuje z organizacji akcji z powodu pisma otrzymanego od Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Hornej-Cieślak. Pismo zawierało prośbę o zaprzestanie inicjatywy. Właścicielka tłumaczyła, że nie chce działać wbrew stanowisku instytucji państwowej.
– Otrzymaliśmy imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka z prośbą o zaprzestanie tej inicjatywy. W związku z tym jesteśmy zmuszeni zakończyć tradycję, która została zapoczątkowana przez założyciela lodziarni, śp. Tadeusza Hałas. Co roku rozdawaliśmy kilkaset darmowych lodów w tym dniu – informuje lodziarnia na Facebooku.
Komunikat lodziarni udostępnił m.in. Paweł Jabłoński z PiS.
Informacja błyskawicznie obiegła media lokalne, a następnie ogólnopolskie.
W sieci pojawiły się oskarżenia o „zakazanie lodów”, „walkę z ambitnymi dziećmi” czy „karanie za dobre wyniki w nauce”. Część komentatorów broniła stanowiska RPD, wskazując na problem wykluczenia i presji związanej z ocenami.
To czym się różni dziecko z czerwonym paskiem o średniej 4,75 od dziecka bez paska czerwonego ze średnią 4,7 ??? prawie niczym, to czemu nagradzać tylko jedno ?? A może nagradzać za każda 5 na świadectwie ?? 5 - 1 zł rabatu za lody ?? – pisał jeden z użytkowników na platformie X.
Co ma RPD do lodów?
Dlaczego w ogóle Rzeczniczka Praw Dziecka zainteresowała się akcjami promocyjnymi uzależnionymi od ocen?
Biuro RPD argumentuje, że nagradzanie wyłącznie uczniów osiągających określone wyniki może prowadzić do poczucia wykluczenia u części dzieci. Wśród wskazywanych grup znajdowali się m.in. uczniowie z niepełnosprawnościami, dzieci znajdujące się w trudniejszej sytuacji rodzinnej czy uczniowie zmagający się z problemami zdrowia psychicznego.
Moment przełomowy: internet odkrywa sprawę
Po nagłośnieniu historii przez media lokalne sprawa niemal natychmiast stała się tematem ogólnopolskiej dyskusji.
Dla wielu internautów był to dowód na nadmierną ingerencję państwa w prywatne inicjatywy społeczne.
W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się wpisy polityków, publicystów i influencerów.
Krzysztof Stanowski z Kanału Zero zapowiedział, że sam przejmie inicjatywę, którą zapoczątkowała lodziarnia.
Adwokat Marcin Matczak pytał retorycznie, czy idąc tym tropem należy pozbawiać sportowców nagród za zwycięstwa.
Argumenty przeciwników działań RPD
Wśród krytyków stanowiska RPD dominowało kilka powtarzających się argumentów.
Po pierwsze, wskazywano, że nagradzanie wysiłku i osiągnięć jest naturalnym elementem wychowania, a darmowe lody nie były nagrodą za status społeczny czy pochodzenie, lecz za pracę wykonaną przez ucznia.
Po drugie, zwracano uwagę, że czerwony pasek nie jest przywilejem przyznawanym arbitralnie, lecz efektem spełnienia określonych kryteriów edukacyjnych.
I po trzecie, podkreślano, że likwidowanie drobnych form doceniania osiągnięć może prowadzić do osłabienia motywacji uczniów.
W swoim obszernym wpisie zebrał to między innymi Marcin Józefaciuk, nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem i poseł niezrzeszony, dawniej reprezentujący Platformę Obywatelską.
Co na to psychologowie?
Środowisko psychologiczne nie mówi w tej sprawie jednym głosem.
Psycholog i psychoterapeuta dr Ireneusz Siudem w rozmowie z serwisem fakt.pl podkreśla, że nawet tak niewinna akcja może dla części dzieci okazać się bolesnym doświadczeniem. Jego zdaniem już czerwony pasek jest formą wyróżnienia i nagrody za wyniki w nauce. Dlatego dodatkowe nagradzanie wyłącznie tej grupy uczniów może budzić wątpliwości
– Docenianie wysiłku jest najważniejsze. Osiągnięcia bywają względne, natomiast umiejętność systematycznej pracy i osiągania celów zostaje człowiekowi na całe życie – dr Ireneusz Siudem, psycholog i psychoterapeuta dla fakt.pl.
Psycholożka dziecięca Dorota Minta w rozmowie ze sprawdzamto.pl zwraca uwagę, że problem nie leży w samym docenianiu dzieci, lecz w sposobie, w jaki to docenianie bywa konstruowane i interpretowane. Jej zdaniem kluczowe jest rozróżnienie między nagradzaniem wysiłku a budowaniem przekazu, że wartość dziecka zależy od wyniku.
– Oczywiście, że dzieci, jak każdy z nas, potrzebują uznania. Potrzebują usłyszeć, że zauważamy ich pracę, wytrwałość, rozwój i sukcesy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nagroda staje się komunikatem: «jesteś wartościowy, bo masz dobre oceny». Nie jestem przeciwna nagradzaniu. Jestem natomiast za tym, aby nagradzać dzieci mądrze – nie tylko za rezultat, ale także za wysiłek, pokonywanie trudności, systematyczność czy postęp – psycholog Dorota Minta dla sprawdzamto.pl.
Dlatego „czerwony” pasek może być osiągnięciem, ale nie jest obiektywnym miernikiem pracowitości, inteligencji ani wartości młodego człowieka. Dziecko bez paska nie musi być mniej ambitne. Może po prostu startować z zupełnie innego miejsca.
– Nie powinniśmy tego wysiłku odbierać uczniom ani umniejszać ich sukcesów. Jednocześnie oceny nie powstają w społecznej próżni. Znaczenie mają warunki do nauki, zdrowie psychiczne i fizyczne, sytuacja rodzinna, czasem dostęp do korepetycji, własnego pokoju, komputera czy pomocy dorosłych. Znaczenie mają również indywidualne możliwości dziecka, neuroróżnorodność, trudności rozwojowe i jakość szkoły – komentuje Dorota Minta dla sprawdzamto.pl.
Zdaniem Minty samo docenienie czyjegoś sukcesu nie krzywdzi innych. Krzywdzący może być natomiast sposób organizowania nagrody – zwłaszcza gdy publicznie dzielimy dzieci na „lepsze” i „gorsze”.
– Szczególnie, że dzieci często nie rozumieją społecznych niuansów. Widzą prosty obraz: jedno dziecko dostaje nagrodę, a drugie nie. Rozwiązaniem nie musi być rezygnacja z doceniania najlepszych. Można po prostu poszerzyć kryteria: nagradzać także postęp, wytrwałość, frekwencję, koleżeńskość, odwagę w mierzeniu się z trudnościami albo indywidualnie wyznaczony cel – psycholog Dorota Minta dla sprawdzamto.pl.
Minta podkreśla również, że debata wokół tej sprawy dotyczy nie tylko jednorazowej akcji, ale szerszego pytania o sens oceniania i symboliki czerwonego paska, który – jej zdaniem – nie zawsze oddaje realny wysiłek, warunki życiowe czy indywidualne możliwości uczniów.
Reakcja Rzeczniczki Praw Dziecka
Gdy sprawa zaczęła wywoływać coraz większe emocje, Monika Horna-Cieślak odniosła się do zarzutów publicznie. Podkreślała, że nie wydała żadnego zakazu. Zwracała uwagę, że do przedsiębiorców skierowano apel i prośbę, a nie decyzję administracyjną.
Rzeczniczka wskazywała również, że wokół sprawy pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji oraz manipulacji. W kolejnych komunikatach zapowiedziała wspólną inicjatywę z właścicielką lodziarni skierowaną do wszystkich dzieci.