Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że jedna z najgłośniejszych obietnic obecnej koalicji rządzącej może zakończyć się politycznym fiaskiem. Lewica od lat zapowiadała wprowadzenie związków partnerskich, jednak szybko okazało się, że zdobycie większości dla takiego rozwiązania nie będzie łatwe. Szczególnie sceptyczne pozostawało Polskie Stronnictwo Ludowe, które podkreślało konieczność ochrony konstytucyjnego statusu małżeństwa.
W efekcie narodził się projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. Już sama nazwa miała odróżniać go od wcześniejszych propozycji dotyczących związków partnerskich.
Minister ds. równości Katarzyna Kotula przedstawiała ustawę jako próbę rozwiązania konkretnych problemów obywateli. Jak argumentowała, państwo powinno zapewniać ochronę osobom pozostającym w trwałych relacjach niezależnie od tego, czy zdecydowały się na zawarcie małżeństwa.
„To historyczny moment. Mówimy o bezpieczeństwie, wzajemnej trosce i ochronie prawnej setek tysięcy osób” – argumentuje Katarzyna Kotula, minister ds. równości.
Projekt przewiduje możliwość formalnego zarejestrowania związku dwóch dorosłych osób oraz przyznaje im szereg uprawnień dotyczących m.in. informacji medycznej, spraw majątkowych, wspólnego mieszkania czy obowiązków alimentacyjnych.
To właśnie te rozwiązania stały się osią politycznego sporu.
„To związki partnerskie pod inną nazwą”
Przeciwnicy projektu od początku przekonywali, że zmieniono jedynie terminologię, pozostawiając ten sam cel polityczny.
Politycy PiS i Konfederacji wielokrotnie podkreślali, że ustawa tworzy nową instytucję prawną, która w praktyce ma pełnić funkcję związku partnerskiego.
Podobne stanowisko zajęła Kancelaria Prezydenta.
Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker stwierdził, że projekt „de facto wprowadza związki partnerskie w Polsce”, a sam prezydent nie wyrazi zgody na ich legalizację.
„Nie ma i nie będzie zgody prezydenta na legalizację związków partnerskich” – zaznaczył Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta Karola Nawrockiego.
Według otoczenia głowy państwa projekt wykracza daleko poza kwestie pełnomocnictw czy dostępu do informacji medycznej i tworzy alternatywną wobec małżeństwa instytucję prawa rodzinnego.
Argument ten bardzo często pojawia się również w mediach społecznościowych polityków prawicy. We wpisach publikowanych na platformie X można znaleźć oskarżenia o próbę „obejścia debaty o związkach partnerskich” oraz „wprowadzanie zmian metodą małych kroków”.
Gdzie przebiega granica konstytucyjności?
Najważniejszy spór prawny koncentruje się wokół art. 18 Konstytucji RP.
To właśnie ten przepis stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
Dla przeciwników projektu oznacza to, że ustawodawca nie powinien tworzyć instytucji konkurencyjnych wobec małżeństwa.
Taką interpretację prezentują m.in. eksperci związani z konserwatywnymi środowiskami prawniczymi oraz Instytutem Ordo Iuris.
Z kolei wielu konstytucjonalistów prezentuje stanowisko przeciwne. W debacie publicznej podobne poglądy wyrażali m.in. byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll czy prof. Marek Safjan. Wskazywali oni, że art. 18 chroni małżeństwo, ale nie zawiera zakazu tworzenia innych form prawnego uznania relacji między obywatelami.
Prawnicy zwracają również uwagę na art. 32 Konstytucji RP mówiący o równości wobec prawa oraz art. 47 gwarantujący ochronę życia prywatnego i rodzinnego.
Co istotne, do tej pory nie zapadło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które jednoznacznie uznałoby instytucję związku partnerskiego za niezgodną z ustawą zasadniczą.
Oznacza to, że twierdzenie o niekonstytucyjności projektu pozostaje opinią prawną, a nie ustalonym faktem.
Lewica mówi o prawach obywatelskich, PSL o pragmatyzmie
Choć projekt firmuje cała koalicja rządząca, poszczególne ugrupowania uzasadniają jego poparcie w różny sposób.
Dla Lewicy jest to przede wszystkim kwestia praw człowieka i równości obywateli wobec prawa.
Politycy tej formacji od lat podkreślają, że Polska pozostaje jednym z ostatnich państw Unii Europejskiej, które nie zapewniają żadnej systemowej ochrony parom jednopłciowym.
PSL akcentuje natomiast przede wszystkim wymiar praktyczny.
Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał, że państwo powinno rozwiązywać konkretne problemy obywateli dotyczące dziedziczenia, informacji medycznej czy wspólnego majątku, unikając jednocześnie ideologicznej wojny wokół definicji małżeństwa.
Polska 2050 i Koalicja Obywatelska prezentują stanowisko pośrednie, wskazując zarówno na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa prawnego obywatelom, jak i konieczność dostosowania polskiego prawa do współczesnych realiów społecznych.
Co mówią organizacje społeczne?
Projekt wzbudził emocje również poza światem polityki.
Kampania Przeciw Homofobii oraz część organizacji działających na rzecz praw osób LGBT+ przyjęły go z ostrożnym optymizmem. Zwracają uwagę, że ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów i nie zapewnia pełnej równości małżeńskiej, ale stanowi pierwszy realny krok od wielu lat.
Jednocześnie część aktywistów krytykuje projekt za zbyt daleko idące ustępstwa wobec konserwatywnej części sceny politycznej.
Po przeciwnej stronie znajdują się organizacje konserwatywne, które ostrzegają przed stopniowym zrównywaniem związków nieformalnych z małżeństwem. Ich zdaniem obecna ustawa może stać się punktem wyjścia do dalszych zmian w prawie rodzinnym.
W debacie wokół ustawy o statusie osoby najbliższej nie brakuje mocnych politycznych haseł. Część z nich nie znajduje jednak jednoznacznego potwierdzenia w faktach.
Faktem jest, że projekt tworzy nową instytucję prawną dla osób żyjących w związkach nieformalnych i obejmuje zarówno pary różnopłciowe, jak i jednopłciowe.
Faktem jest również, że projekt nie przewiduje małżeństw jednopłciowych ani adopcji dzieci przez takie pary.
Nie jest natomiast faktem, że jego niekonstytucyjność została przesądzona. W tej kwestii istnieją rozbieżne opinie prawników, a żaden wyrok nie rozstrzygnął sprawy definitywnie.
Dlatego najbliższe prawdy wydaje się stwierdzenie, że ustawa o statusie osoby najbliższej jest kompromisową próbą uregulowania sytuacji osób żyjących poza małżeństwem. To, czy jest ona rozsądnym kompromisem, czy też – jak twierdzą przeciwnicy – związkiem partnerskim pod inną nazwą, pozostaje przedmiotem politycznego i światopoglądowego sporu.
Dlaczego w ogóle powstała ta ustawa?
Polska pozostaje jednym z nielicznych państw Unii Europejskiej, które nie przewidują żadnej kompleksowej formy prawnego uznania związków jednopłciowych. Problem dotyczy jednak nie tylko takich par.