„Skandal w Berlinie! Kordon niemieckiej policji i aż 9 radiowozów brutalnie zablokowało nam umieszczenie Krzyża pod głazem hańby. Niemcy, którzy nie zapłacili reparacji za ludobójstwo, dziś siłą odmawiają nam chrześcijańskiego upamiętnienia milionów polskich ofiar II WŚ!” – relacjonował w mediach społecznościowych Robert Bąkiewicz.
„Chcieliśmy się pomodlić przed kamieniem, który po 86 latach Niemcy postawili Polakom w ramach reparacji wojennych. Wzywamy polskiego ambasadora w Niemczech do pilnej interwencji. Zostaliśmy pozbawieni wolności przez Niemców. Może dojść do użycia siły wobec nas. Nie złamaliśmy prawa” – zapewniał „rzymski katolik”, jak przedstawia się Bąkiewicz na portalu X.
W rozmowie z obecnymi na miejscu dziennikarzami Telewizji Republika lider Ruchu Obrony Granic wyznał, że „funkcjonariusze byli bardzo brutalni i widać było w nich niechęć”. Opisywał, że „wsadzali mu palce do oczu i nosa, przyduszali i bili kolanami”. Nazwał ich „bandytami”. W innym wpisie zwrócił się do ambasadora Niemiec w Polsce Miguela Bergera, ponieważ jego rodacy „właśnie pokazali, że nie było żadnych bezosobowych nazistów – byli i są Niemcy”.
Panie Ambasadorze @Amb_Berger! Właśnie pokazaliście całemu światu, że nie było żadnych bezosobowych nazistów – byli i są Niemcy. pic.twitter.com/Ze00Qxwk5u
— Ruch Obrony Granic (@ROGranic) June 16, 2026
Na innych zdjęciach widać ludzi zakutych w kajdanki, niektórzy – jak na fotografii udostępnionej przez posła PiS Michała Wosia – trzymali w dłoniach różaniec.
Niemiecka policja ostrzegała. I to po polsku
Do „użycia siły” rzeczywiście doszło, ale nie od razu i nie bez prowokacji ze strony przybyłych przedstawicieli ROG. Nawet w trakcie relacji w stacji Tomasza Sakiewicza można było zobaczyć jak niemieccy policjanci na początku tłumaczyli zgromadzonym – i to w języku polskim – że mogą manifestować w parku, ale nie dostali zgody na przemarsz pod pomnik.
Policja w Berlinie wydała później komunikat w tej sprawie. „Tuż przed godziną 16:00 około 15 osób w żółtych kamizelkach zebrało się w Skulpturenpark przed Reichstagiem. (…) Z transparentami, dużym drewnianym krzyżem i przy głośnych okrzykach chcieli udać się do polskiego kamienia pamiątkowego. Taki przemarsz do miejsca pamięci został im jednak zakazany przez nasze siły interwencyjne. Zamiast tego, za pośrednictwem tłumacza, zaproponowano im przeprowadzenie stacjonarnej demonstracji w Skulpturenpark lub udanie się indywidualnie do miejsca pamięci” – napisano.
Córka Bąkiewicza nawiązuje do gestapo
Po zajściu w komentowanie zdarzenia włączyła się córka aktywisty, Blanka Bąkiewicz. Kobieta stawiła się wraz z grupą protestujących pod niemiecką ambasadą w Warszawie.
– To, co dziś zaszło, to coś strasznego, ciężko mi to opisać słowami – tłumaczyła przybyłym, w tym posłom prawicy Dariuszowi Mateckiemu, który opublikował nagranie z jej przemowy. – Chciałam państwa poinformować, jaki jest stan poszkodowanych. Tata, razem z Jackiem Pawłowiczem i Pawłem Kryszczakiem są w szpitalu w bardzo złym stanie. Mój tata ma prawdopodobnie połamane żebra i wstrząs mózgu, podobnie jak Jacek. Paweł jest poobijany – opisywała.
– Tata opowiadał mi, jak ich przetrzymywali, śmiali się, nie dopuszczali tlenu, nie pozwalali otworzyć okna, bez klimatyzacji w radiowozie. Kiedy zabierała ich karetka to śmiali się, patrząc na to. Módlmy się o nich, bo Dominik mi napisał, że tata się boi o życie. Jest bardzo źle, podali mu kroplówki i nawet nie chciał ze mną rozmawiać – tłumaczyła, wznosząc okrzyki „gestapo, gestapo”. Wcześniej informowała, że „tata wymiotował”.
Sami sobie winni vs atak na patriotów
Sprawa natychmiast zyskała polityczny wymiar. Działacze prawicy stanęli w obronie demonstrantów i domagali się stanowczych reakcji polskich władz.
Były wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin pisał o „brutalnym ataku niemieckiej policji wobec polskich patriotów, którzy w Berlinie chcieli godnie uczcić pamięć Polaków zamordowanych przez niemieckich zbrodniarzy”.
Na miejscu interweniowali przedstawiciele polskiego konsulatu. Natomiast szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz wystosował bezpośredni apel do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
– Bez względu na to, jak kto ocenia działalność tego czy innego obywatela Rzeczypospolitej, to są, panie ministrze spraw zagranicznych, obywatele Rzeczypospolitej i oni zasługują na to, aby ich wesprzeć w sytuacji, w której traktuje ich się w nieodpowiedni sposób. (...) Zwłaszcza kiedy to robi sojusznicze państwo, zwłaszcza kiedy to robi policja sąsiedniego państwa. W związku z tym ta rozmowa natury politycznej powinna się odbyć jak najszybciej – mówił przebywający obecnie w USA polityk.
Odpowiedzi ze strony szefa resortu dyplomacji rzeczywiście się doczekał. Sikorski podkreślił w swoim sarkastycznym wpisie, że poza granicami kraju należy zachowywać się tak, by nie sprowadzić na siebie kłopotów.
„W związku z rozpoczynającym się sezonem urlopowym zachęcam do śledzenia strony Polak za granicą. Należy przestrzegać lokalnego prawa oraz wypełniać polecenia służb porządkowych. Konsulowie RP udzielają pomocy, ale nie zawsze mogą ochronić przed skutkami zachowań nieroztropnych. Życzę udanych wakacji i bezpiecznego powrotu do kraju!” – napisał szef MSZ.
Podobną opinię wyraził wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański.
– Kto łamie prawo, ponosi konsekwencje – skomentował na antenie TOK FM. – Nie miał zgłoszonego przemarszu z krzyżem, był poinformowany przez stronę niemiecką, że może zorganizować, z tego co pamiętam (...), demonstrację w miejscu. Natomiast nie może przemieszczać się z krzyżem, w to miejsce (...) pomnika – wyjaśnił.
Chodzi o traktat?
Manifestacja Bąkiewicza i jego zwolenników w Berlinie odbyła się w przeddzień parafowania polsko-niemieckiej umowy o współpracy w dziedzinie obronności. W środę podpis pod dokumentem złożą ministrowie obrony Polski i Niemiec – Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Boris Pistorius. Znajdą się w niej zapisy o wspólnych ćwiczeniach i mobilności wojskowej, ale nie będzie gwarancji bezpieczeństwa. W swoim wpisie nawiązał do tego prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.
– Jeden niemiecko-brukselski kredyt już zaciągnęli (mowa o SAFE – red.). (…) Planują zawrzeć umowę dotyczącą współpracy wojskowej Polski i Niemiec, twierdząc, że podniesie ona poziom naszego bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę, jak (...) brutalnie zostali potraktowani nasi obywatele w Berlinie, jedynego, czego możemy się spodziewać ze strony Niemiec, które ani nie przepracowały swojej nazistowskiej i imperialistycznej przeszłości, ani swojego stosunku do Polaków, to noża w plecy. Co robi polska ambasada w Berlinie? Co robi MSZ?” – pytał.
Oświadczenie Ruchu Obrony Granic
W środę Ruch Obrony Granic wydał oświadczenie. Podkreślił, że celem było postawienie „polskich symboli”, w tym krzyża, przy kamieniu, któremu brakowało odniesień do polskości. Potwierdził w nim, że nie posiadał zezwolenia na manifestację, ale nie nazywa tego zgromadzenia w ten sposób.
„Naszym celem 16 czerwca 2026 r. było złożenie hołdu ofiarom, modlitwa oraz ustawienie krzyża – znaku chrześcijańskiej pamięci, cierpienia i nadziei. Chcieliśmy uczcić sześć milionów obywateli polskich wymordowanych w czasie II wojny światowej oraz wszystkich Polaków, którzy doznali niemieckich krzywd: mordów, wypędzeń, rabunku, niewolniczej pracy, niszczenia polskiej kultury, elit i państwowości” – tłumaczy organizator.
W dalszej części zarzucił policji kłamstwo w oświadczeniu. ROG przekonuje, że po wezwaniach funkcjonariuszy Paweł Kryszczak zgłosił zgromadzenie spontaniczne, co zostało uznane przez miejscowe służby. „Problem polegał na tym, że niemieckie służby próbowały arbitralnie wyznaczać nam miejsce, zakres i sens naszych działań” – napisano.
Ruch Obrony Granic zapewnia, że nikogo nie prowokował i nie zamierzał eskalować konfliktu. Zrobiła to policja, która nie pozwoliła zgromadzonym opuścić wyznaczonego miejsca dwójkami. Według organizatorów Bąkiewiczowi odebrano telefon, który później oddano. Był też, podobnie jak Kryszczak, przyduszany.
Pełna treść oświadczenia znajduje się w poście poniżej.
OŚWIADCZENIE RUCHU OBRONY GRANIC w sprawie wydarzeń z 16 czerwca 2026 r. w Berlinie
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) June 17, 2026
W dniu 16 czerwca 2026 r. jako przedstawiciele Ruchu Obrony Granic pojawiliśmy się w Berlinie, aby oddać hołd polskim ofiarom niemieckich zbrodni z okresu II wojny światowej. Nasza obecność miała… pic.twitter.com/m9jI6oyhzo
Niemiecka policja rzeczywiście użyła siły wobec demonstrantów i zastosowała środki przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek. Odbyło się to jednak – co można obejrzeć na nagraniach – po zlekceważeniu przez zgromadzonych ostrzeżeń funkcjonariuszy, którzy przemawiali do nich w języku polskim.
Robert Bąkiewicz zasłynął jako organizator Marszu Niepodległości. Na koncie ma dwa wyroki – prawomocny za naruszenia nietykalności cielesnej „Babci Kasi” podczas protestów w październiku 2020 roku oraz nieprawomocny za spowodowanie lekkiego uszczerbku na zdrowiu aktywistki Andżeliki Domańskiej.