Wyobraźcie sobie, że polityk zaproszony do studia telewizyjnego mówi: „Szczepionki firmy X zawierają rtęć. W latach 90. wzrosła liczba przypadków autyzmu. Dzisiejsze dzieci dostają znacznie więcej szczepionek niż kiedyś. Są na to badania, a system ukrywa tysiące zgonów. Nie szczepmy się!”.
„Coś w tym musi być” – siła pozornego nadmiaru argumentów
Program prowadzony jest na żywo. Zaproszeni goście, w tym lekarze, mają 20 sekund na ustosunkowanie się do tych słów. Tymczasem ekspert, by rzetelnie odpowiedzieć, na każdy z tych punktów-zrzutów, potrzebowałby kilkunastu minut – zwłaszcza gdy część twierdzeń to półprawdy wymagające szerszego kontekstu. Ostatecznie nie odpowiadają, a polityk pozostawia widzów ze świadomością, że „coś w tym musi być!”.
To właśnie manipulacja zwana galopem Gisha (org. Gish Gallop) – technika polegająca na zasypaniu rozmówcy tak dużą liczbą argumentów, twierdzeń lub zarzutów, że nie jest on w stanie odnieść się do wszystkich w dostępnym czasie – nawet jeśli większość z nich jest błędna, słaba lub nieprawdziwa.
Skąd się wziął galop Gisha?
Nazwa pochodzi od nieżyjącego już kreacjonisty Duane'a Gisha, który przekonywał, że świat został dosłownie stworzony przez Boga, tak, jak w Księdze Rodzaju. W licznych debatach stosował on taktykę zasypywania w krótkim czasie przeciwnika olbrzymią liczbą szybkich argumentów, półprawd, manipulacji i mitów. Termin spopularyzowała w latach 90. antropolożka Eugenie Scott, opisując taktyki retoryczne stosowane przez Duane'a Gisha.
Jak działa galop Gisha?
Przykład: Artykuł Tomasza Cukiernika "Szaleństwo klimatyczne". Serwis Nauka o Klimacie określił go jako „podręcznikowy przykład” galopu Gisha. Tekst Cukiernika składał się z „mnóstwa luźno powiązanych informacji, półprawd i błędnych interpretacji, mających przytłoczyć czytelnika samą swoją masą”. Wśród polityków w debacie publicznej najczęściej stosują tę technikę populiści.
Artykuł Z „Do rzeczy” oraz tekst omawiający ten przypadek
Internet przyspieszył galop
Choć galop Gisha to technika znana w debatach telewizyjnych od ponad 30 lat, Internet nadał jej – niestety – drugie życie. Przykładem niech będzie tekst liczący trzy strony A4. Autor publikuje kilkadziesiąt linków, wykresów i cytatów, tworząc wrażenie solidnego udokumentowania swoich tez. Tymczasem sprawdzenie materiałów zajmuje wielokrotnie więcej czasu niż ich zebranie i opublikowanie.
Jak się bronić?
W debacie na żywo nie można dać się wciągnąć w pułapkę odpowiadania na każdy argument z osobna. Wielu tez kruszeje przy pierwszym pytaniu o źródło. „Czytałem w amerykańskiej prasie” to nie jest dowód na cokolwiek.
Oto najskuteczniejsze sposoby na walkę z kimś, kto stosuje galop Gisha:
Niestety, wyprodukowanie kłamstw wymaga znacznie mniej wysiłku niż ich rzetelne obalenie. Mówi o tym inna zasada – to tak zwane Prawo Brandoliniego (znane na świecie jako Bullshit Asymmetry Principle, czyli Zasada Asymetrii Bzdury). Brzmi dokładnie: „Ilość energii potrzebnej do obalenia bzdury jest o rząd wielkości większa niż ilość energii potrzebna do jej wyprodukowania”. To oczywiście rodzaj żartu, ale z kategorii tych „życiowych”.
Przeczytajcie też: Śledztwo: Rosyjscy żołnierze wysadzają w powietrze swoich towarzyszy, by pobrać ich odszkodowanie